25 stycznia 2006, 23:00

„W poniedziałek pisaliśmy w „Kronice” o planach zlikwidowania giełdy antyków pod Halą Targową. Oto głos w tej sprawie naszego Czytelnika. 

-Jestem stałym bywalcem niedzielnej giełdy staroci pod Halą Grzegórzecką. Pragnę wystąpić w jej obronie. To – poza placami targowymi – jedyne autentyczne miejsce handlu bezpośredniego w centrum Krakowa. Można tu znaleźć wiele interesujących rzeczy. Kupiłem tu sporo starych fotografii naszego miasta, które zbieram od lat. Tutaj też znalazłem wiele ciekawych książek: właśnie pod Halą odkryłem „Aptekę pod Orłem” – wspomnienia Tadeusza Pankiewicza o krakowskim getcie. Oczywiście, pod Halą wystawiane jest wiele tzw. badziewia i szmelcu, ale tak jest na całym świecie. Identycznie wyglądają pchle targi w Paryżu, Rzymie, Wiedniu czy Brukseli i Budapeszcie. I tam znajdziemy widelce bez zębów, pęknięte lusterka i buty, które już dwadzieścia lat temu nie nadawały się do użytku. Na podobnej wyprzedaży, historyk sztuki Pierre Rosenberg wypatrzył zapomniany obraz pędzla wielkiego Georgesa de la Toura. Zniszczone płótno wycenione było pierwotnie na parę groszy, a potem kupiono je za 11 milionów franków. Było to w Paryżu. Jest oczywiste, że w wielkich europejskich stolicach oferta pchlich targów jest bardziej atrakcyjna, bo tamte społeczeństwa sąznacznie od naszego bogatsze. Nie zmienia to jednak faktu, iż krakowski pchli targ ma swój urok. Urok pobudzania w nas żyłki kolekcjonera-myśliwego polującego na ulubioną „zwierzynę”. Pod Halą spotykają się sprzedawcy-kolekcjonerzy (często posiadają duży zakres wiedzy na temat swych pasji) oraz kolekcjonerzy kupujący, którzy marzą o uzupełnieniu swych zbiorów.
I niech tak pozostanie…”

Źródło: Dziennik Polski, 26 stycznia 2006

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *