11 września 2011, 22:00

Liliana Sonik: CAŁY TEN ZGIEŁK

W latach 80. zmieniła się kompletnie kultura przedsiębiorstwa, tak w Stanach, jak w Europie Zachodniej. Starzy, ukształtowani jeszcze przed wojną budowniczy wielkich firm, przekazywali stery następcom.

Taki na przykład twórca potęgi Michelin szczycił się, że zna z imienia kilka tysięcy swoich pracowników i jest ojcem chrzestnym nieskończonej liczby ich dzieci. Potem prezesami zostawali fachowcy od żonglerki strukturami, raz zajmujący się produkcją opon. kiedy indziej podwiązek. Przemysłowe mastodonty dzielili na mniejsze spółki, a potem łączyli w korporacje na zupełnie innych zasadach. Było trochę marudzenia z tego powodu, ale narzekań nie traktowano poważnie. Tłumaczono, że metody zarządzania globalizujących się firm muszą się zmieniać, bo kapitał nie ma ani narodowości, ani obowiązków. Poza zyskiem naturalnie. Trudno dziś powiedzieć, czy cyniczna teoria uzasadniała cyniczne praktyki, czy było na odwrót.

Czytaj więcej:

Źródło: Dziennik Polski, 12. września 2011

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *