20 lutego 2006, 23:00

„Przyszedł do naszej szkoły z innego liceum w II klasie, był starszy o rok, i w zasadzie takiego, jak go zapamiętałem tamtego dnia, taki już pozostał zawsze, rozpięta pod szyją koszula, luźna marynarka, przez ramię przerzucony chlebak. Nazwa ta wyszła już z użycia, „chlebaczek”, czyli mała torba zapinana na dwa paski. Jacek ku zgorszeniu nauczycieli X LO nosił w nim książki i zeszyty. 

Poza klasą w dłoni zawsze trzymał papierosa i ochoczo, zapalczywie perorował na dowolne tematy. Szybko zdobył naszą sympatię, był życzliwy, koleżeński i szybko też wprowadzał nas w pasjonujące dorosłe życie. Spokojne do tej pory uczniowskie życie 16-latków błyskawicznie uległo przyspieszeniu. Zrozumieliśmy, że prawdziwe życie zaczyna się po szkole. Jacek wprowadził nas do Piwnicy pod Baranami, gdzie czuł się jak ryba w wodzie, był zaprzyjaźniony z Michałem Klimowskim, który robił scenografię do spektakli kabaretu. Mogliśmy się
więc otrzeć o piwniczne sławy, o samego Piotra Skrzyneckiego, czasami pomagaliśmy Michałowi wieszać scenograficzne rupiecie na scenie w Piwnicy. Zaczęliśmy bywać w Rio, magicznej kawiarni przy ulicy świętego Jana, gdzie polubiła nas sprzątająca Pani Kazia (przed maturą dała nam pieniądze, żebyśmy pojechali pomodlić się do Częstochowy w intencji jej zdania)…”

Źródło: Pożegnania.Gazeta Wyborcza, 21 lutego 2006

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *