1285229228

23. września 2010

W Unii Europejskiej produkuje się coraz większe ilości odpadów, które w coraz większym stopniu wpływają na nasze zdrowie i środowisko. Taka sytuacja utrzymuje się od wielu lat i to pomimo istnienia od 1975 r. dyrektywy Rady w sprawie odpadów, której głównym celem jest zapobieganie ich powstawaniu.

Dyrektywa była kilkakrotnie nowelizowana i wyznaczała ogólne zasady kontroli usuwania odpadów, ale m.in. nie wymuszała żadnych zdecydowanych działań na rzecz ponownego użycia czy recyklingu, jak również nie obejmowała wszystkich rodzajów odpadów.

Nie regulowała na przykład kwestii groźnych dla środowiska odpadów elektrycznych i elektronicznych, czyli elektor-odpadów (telewizory, lodówki, telefony komórkowe, etc.). Ogólnie rzecz biorąc, dyrektywa nie zapewniała wystarczających narzedzi, pozwalających rozwiązać problem odpadów, problem, który wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa, rozwojem technologii i upowszechnianiem się konsumpcyjnego stylu życia – rozrósł się na olbrzymią skalę.

Nowa ramowa dyrektywa w sprawie odpadów z 2008 roku określa ramy prawne dla gospodarowania odpadami w Unii Europejskiej. Dyrektywa stawia przede wszystkim na recykling oraz ma za zadanie uprościć system gospodarowania odpadami na terenie Unii, poprzez zobowiązanie państw członkowskich do stworzenia krajowych programów przeciwdziałania powstawaniu odpadów. W myśl tej dyrektywy państwa członkowskie mają na przykład obowiązek wprowadzić zakaz wyrzucania, zwałki i tworzenia niekontrolowanych wysypisk odpadów. Ponadto dyrektywa stawia przed państwami Unii Europejskiej dwa bardzo ambitne cele, państwa są bowiem zobowiązane:

W celu zapobiegania powstawaniu odpadów nowa dyrektywa wprowadza pięciostopniową hierarchię postępowania z odpadami, w której głównym celem jest:

1. zapobieganie i ograniczanie powstawania odpadów,

2. ponowne wykorzystanie odpadów,

3. recykling,

4. odzyskiwanie energii (np. spalanie),

5. składowanie odpadów.

Ustalona unijna hierarchia ma być rygorystycznie przestrzegana, wyjątkiem jest sytuacja, w której państwa członkowskie udowodnią, że w przypadku konkretnego strumienia odpadów lepszy jest inny sposób przetwarzania.

Polska, która już w tej chwili ma trudności ze spełnieniem unijnych standardów w zakresie gospodarki odpadami oraz przetwarzania zużytego sprzętu elektrycznego i odpadów opakowaniowych, znajdzie się w sytuacji, w której niezbedne może okazać się podjecie niejednej niepopularnej decyzji. Zwłaszcza, że w naszym przypadku system gospodarowania odpadami wymaga zmian wręcz rewolucyjnych.

Tu dotykamy kolejnego problemu, jakim jest nałożony przez Unię obowiązek ograniczenia ilości odpadów biodegradowalnych (np. spożywczych i papieru), które trafiają właśnie na wysypiska. Unia wyznacza tu maksymalne poziomy redukcji odpadów i ostre ograniczenia czasowe:

W sytuacji Polski, gdzie większość odpadów, nawet jeżeli jest posegregowana, i tak następnie trafia na składowiska, jedynym rozsądnym wyjściem wydaje się budowa spalarni. Spalanie odpadów jest najbezpieczniejszym dla środowiska sposobem ich redukcji, pod warunkiem, że wcześnie są one selektywnie zbierane. Jednak budowa spalarni ma w Polsce wielu przeciwników, a najczęściej podnoszonym przez nich argumentem jest szkodliwy wpływ na zdrowie związków chemicznych (dioksyn) zawartych w dymie i uwalnianych podczas spalania. Argument zupełnie nietrafiony, bowiem spalarnie podlegają rygorystycznym normom unijnym, przekonuje jednak sporą część społeczeństwa i skutecznie blokuje wszelkie inicjatywy na  rzecz budowy spalarni. A szkoda, bo spalarnie, nie dość, że są nieszkodliwe, to pozwalają jeszcze zredukować ilość dzikich wysypisk i umożliwiają pozyskiwanie energii cieplnej oraz elektrycznej, co z kolei zmniejsza spalanie węgla będące prawdziwym źródłem zanieczyszczeń. Dobrym przykładem są tutaj Wiedeń i Malmö, gdzie zapotrzebowanie na energię cieplną jest w ponad 20% pokrywane właśnie przez energię pozyskaną ze spalania odpadów. Widać więc, że energia z odpadów może być świetnym sposobem na uzupełnienie recyklingu, a stosowanie kombinacji różnych metod przetwarzania odpadów jest elementem prowadzenia zrównoważonej gospodarki odpadami, tak pożądanej w Unii.

Mimo, że Polsce daleko do sytuacji “starych” krajów UE, które do obecnego poziomu gospodarowania odpadami dochodziły przez wiele lat, powinniśmy mieć w pamięci i jak najlepiej wykorzystywać ich doświadczenia. Okazję do tego stwarza kolejny nałożony przez Brukselę obowiązek: konieczność sporządzania krajowych programów, które mają przeciwdziałać powstawaniu odpadów. Głównym celem tych krajowych strategii jest ograniczenie produkcji oraz zwiększenie recyklingu odpadów. Unia zobowiązuje państwa członkowskie do

Dodatkowo w krajowych programach należy brać pod uwagę zakaz składowania jakichkolwiek odpadów, które mogłyby zostać poddane recyklingowi.

W Polsce poziom recyklingu jest nadal bardzo niski – około 90% odpadów trafia na wysypiska i nie ma pewności, że pozostałe 10% jest poddawane recyklingowi, a nie spaleniu. Sytuacja ta spowodowana jest słabymi wynikami selektywnej zbiórki (poniżej 5% masy odpadów komunalnych),  która co prawda nie jest głównym celem systemu gospodarowania odpadami, ale stanowi pierwszy i niezbędny krok, bez którego trudno podejmować dalsze działania w tej materii.

Trzeba również pamiętać, że wśród odpadów występują materiały niebezpieczne, np. zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny, podlegający jeszcze surowszym normom dotyczącym selektywnej zbiórki, przetwarzania czy recyklingu, którym Polska będzie musiała sprostać. Projekt dyrektywy o zużytym sprzęcie elektrycznym w zeszłym tygodniu został przyjęty przez Parlament Europejski, gdzie udało się przeforsować korzystne dla nas rozwiązanie dotyczące poziomu selektywnej zbiórki elektro-odpadów. Poziom zbierania ustalony będzie w oparciu o rzeczywistą ilość odpadów ze zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego generowanych przez poszczególne państwa członkowskie, a nie jak w propozycji Komisji Europejskiej w oparciu o ilość sprzętu wprowadzanego na rynek. Rozwiązanie to w większym stopniu uwzględnia nie tylko różnice w nasyceniu rynku, ale także różnice w mentalności występujące pomiędzy państwami członkowskimi. Trzeba pamiętać, że nowe kraje członkowskie, w tym Polska, dostały dużo mniej czasu na rozwinięcie  niezbędnych mechanizmów i infrastruktury do zarządzania systemem odpadów, a większość Polaków nadal uznaje ekologię za temat mało istotnym i nadmiernie eksponowany. Stąd problemy z osiągnięciem odpowiedniego poziomu selektywnej zbiórki odpadów, poziomu recyklingu czy przetwarzania.

Polski system gospodarowania odpadami od samego początku nie funkcjonuje dodstatecznie dobrze, jest nielogiczny, nieprzejrzysty i nieszczelny. Dowodem na to są rosnące problemy z jego działaniem, co przejawia się np. tworzeniem fałszywej dokumentacji, brakiem odpowiednich kontroli i niskim poziomem świadomości ekologicznej społeczeństwa.

Nasze członkostwo w Unii, a także zdrowy rozsądek, nakazuje nam podjęcie zdecydowanych działań i uporządkowanie gospodarki odpadami komunalnymi. Ostatnio resort środowiska podchwycił rozpatrywany już wiele razy wcześniej pomysł, aby to samorządy miały kontrolę nad odpadami, a nie jak ma to miejsce obecnie przedsiębiorcy wprowadzający produkty na rynek. Takie rozwiązanie dałoby realną kontrolę nad systemem i stworzyłoby szansę na sprostanie unijnym wytycznym. Na razie prace w ministerstwie trwają, czas jednak ucieka. Za niewywiązanie się ze zobowiązań wobec Brukseli grożą Polsce wysokie kary.

Bruksela już karała państwa członkowskie za złą gospodarkę odpadami. Grecja płaciła w 2000 roku 20 tys. euro dziennie (łącznie 5,4 mln euro) za nieprawidłowości przy składowaniu śmieci na Krecie, a obecnie ostateczne upomnienie dostały Włochy.

W przypadku podjęcia przez Komisję Europejską decyzji o nałożeniu sankcji wobec Polski za niewypełnienie zobowiązań unijnych (w szczególności brak dostosowania krajowego prawa odpadowego do standardów unijnych), Europejski Trybunał Sprawiedliwości będzie decydował o nałożeniu kar pieniężnych. Wysokość takiej kary zależy od kilku czynników:

Poza tym kary te mogą mieć formę ryczałtu bądź okresowej kary pieniężnej. Według Ministerstwa Środowiska dla Polski minimalna kara ryczałtowa może wynieść 3 260 000 euro, natomiast w przypadku okresowej kary pieniężnej może ona wynieść w przybliżeniu od 4 300 do 260 000 euro za każdy dzień niewykonywania zobowiązań. Należy jednak pamiętać, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości nakłada takie kary tylko w ostateczności, kiedy wyczerpane zostaną wszystkie inne środki nakłaniające państwo członkowskie do wypełnienia nałożonego obowiązku. Polska ma jeszcze czas do grudnia 2010.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *