23 kwietnia 2012, 14:30

Unia martwi się o wzrost gospodarczy. Martwią się na przykład deputowani do Parlamentu Europejskiego, którzy na ten temat debatowali na środowym (18 kwietnia) posiedzeniu. Mają rację, bo według najnowszych prognoz w tym roku PKB w strefie euro skurczy się o 0,3 proc, a w przyszłym nastąpi wzrost zaledwie o 0,9 proc. (http://www.latribune.fr/actualites/economie/international/20120417trib000693989/le-fmi-retrouve-un-peu-d-optimisme-pour-la-croissance-mondiale.html).

Bezpośrednim powodem powrotu obaw jest sytuacja gospodarcza Hiszpanii, a najważniejszym objawem choroby wzrost oprocentowania hiszpańskich obligacji. Powodem pośrednim, ale bardzo poważnym, negatywne dla wzrostu skutki przywracania równowagi budżetowej – która to polityka zyskała dodatkowy argument w postaci podpisanego na początku marca tzw. paktu budżetowego. Powiada się dość powszechnie, że drastyczne oszczędności opóźnią wychodzenie z recesji – nie bez racji.

Pisze o tym dziennik „Les Echos” zwracając uwagę, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie jest zadowolony ze sposobu przywracania tej równowagi w Unii. MFW obawia się, że Francja, Włochy i Hiszpania nie zdołają wypełnić przyjętych zobowiązań w zakresie ścinania deficytu i będą musiały przyjąć dodatkowe plany oszczędnościowe. Dziennik akcentuje niedawne oświadczenie rządu włoskiego, który wycofał się ze zobowiązania powrotu do równowagi budżetowej w roku 2013, przesuwając ten cel o 1 rok. Wszystkie te sygnały tworzą klimat niepewności i obaw. „Les Echos”: „Obawa przed rozprzestrzenieniem się kryzysu długu suwerennego ustępuje miejsca obawie przed rozprzestrzenieniem się recesji, z powodu drastycznych decyzji, które muszą przedsięwziąć dwie wielkie gospodarki południowej Europy [Hiszpania i Włochy] dla ratowania ich finansów publicznych. W rzeczywistości, kto by nie został zwycięzcą wyborów prezydenckich we Francji, będzie musiał energicznie gardłować za wzmocnieniem strony wzrostowej w programach europejskich. Bo zwiększa się przepaść pomiędzy Europą Północną (szczególnie Niemcami), która już nie odczuwa żadnych skutków kryzysu, i wydaje jej się, że jest na kryzys odporna, bo w razie czego uruchomi MES [system stabilizacji finansowej, wchodzący w życie 1 lipca], a Europą Południową, w której decyzje oszczędnościowe przyspieszają, na krótką metę, recesję” (Croissance: l’Europe à court d’idées sur la relance de l’économie, 19.04.2012).

Podobne obawy wyraża, nawet bardziej otwarcie, George Soros, amerykański miliarder i filantrop węgierskiego pochodzenia. W wywiadzie dla „Le Monde” mówi bardzo krytycznie o polityce Unii wobec kryzysu. Nie podważając polityki przywracania równowagi finansów publicznych, Soros powiada, że jest ona niedostateczna, ponieważ prowadzi do recesji. Nadto wymienia Niemcy jako najbardziej odpowiedzialne za doprowadzenie do obecnej sytuacji. Soros: ”Problem leży w Niemczech, ponieważ [ich] opinia publiczna ma zaufanie do Bundesbanku. Niemiecki bank centralny jest przykładem jednego z największych sukcesów tego kraju, ponieważ umożliwił mu posiadanie silnej waluty [w przeszłości]. [Dzisiaj] Bundesbank dominuje politykę europejską, ale prowadzi działania dobre dla Niemiec, nie dla Europy. Ponieważ Niemcy są krajem kwitnącym, są z tego powodu beneficjentem kryzysu euro, niskiego kursu euro w stosunku do siły swojej gospodarki, niskich stóp procentowych dla kredytowania swojego długu” (http://www.lemonde.fr/economie/article/2012/04/18/pour-george-soros-les-dirigeants-europeens-menent-l-europe-a-sa-perte_1687103_3234.html).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *