16 czerwca 2011, 22:00

Pomysł był prosty: w Krakowie powstało biuro, by promować sztukę i artystów naszego regionu. Biuro miało nie tylko eksportować naszą kulturę za granicę i w ten sposób zachęcać zagranicznych turystów do odwiedzenia Krakowa, ale także być pomocne w zawieraniu kontaktów i realizacji wspólnych projektów między krakowskimi a zagranicznymi instytucjami kulturalnymi.

Tak zaplanowana placówka przez lata zmieniła się nie tylko w impresariat zajmujący się przede wszystkim importem do Krakowa uznanych artystów, lecz wręcz w biuro politycznej propagandy, w narzędzie do promowania, głównie prezydenta miasta. Nie byłoby w tym zapewne nic dziwnego – bo związek pomiędzy polityką a sztuką istnieje od zarania dziejów – gdyby nie fakt, że Krakowskie Biuro Festiwalowe dysponuje potężnym budżetem
wynoszącym 32 mln zł, czyli jedną trzecią sumy, którą miasto Kraków przeznacza rocznie na 28 swoich instytucji kultury. Podczas gdy biuro zajmuje się wydawaniem pieniędzy na permanentne festiwale, kultura w naszym mieście upada. Kraków staje się miastem z coraz mniejszą własną ofertą artystyczną.

Źródło: Dziennik Polski 17. czerwiec 2011

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *