kraków

Spotkanie Prezydenta Jacka Majchrowskiego z...

Propozycję zmian ponad 300 przepisów prawnych przedstawili krakowscy samorządowcy na spotkaniu z parlamentarzystami z terenu Małopolski. Inwestycje transportowe, walka ze smogiem, zmiany w edukacji, zagrożenie przeciwpowodziowe. To główne dziedziny, które zostały poruszone podczas spotkania małopolskich parlamentarzystów z władzami Miasta, które odbyło się w poniedziałek, 8 lutego w Magistracie. Czytaj więcej: http://krakow.pl/aktualnosci/197533,29,komunikat,krakow_chce_zmian_w_prawie__foto_i_wideo_.html

Bogusław Sonik chce tępić smog!

Ochrona powietrza. - Musimy ustalić normy dla jakości węgla - apeluje poseł Bogusław Sonik. To jeden z jego pomysłów na walkę ze smogiem. Wśród innych pomysłów zgłoszonych przez polityka PO znalazła się również inicjatywa powołania małopolskiego centrum doradztwa „antysmogowego”. Miałoby ono m.in. pomagać mieszkańcom w wypełnianiu wniosków o dotacje na wymianę pieców węglowych. Jego zdaniem, obecnie ten proces przebiega zdecydowanie zbyt wolno.Czytaj więcej: http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/9344792,boguslaw-sonik-chce-tepic-smog,id,t.html

Dziennik Polski, 30 stycznia 2016

Małopolski sukces w walce o czyste powietrze!

 Projekt zintegrowany LIFE-Małopolska w zdrowej atmosferze, którego koordynatorem jest Województwo Małopolskie został uznany za najlepszy z 39 projektów z całej Unii Europejskiej i otrzymał ponad 9,9 mln euro dofinansowania. Realizacja projektu rozpocznie się 1 października 2015 r. Założeniem projektu jest wdrożenia w Małopolsce Programu ochrony powietrza oraz osiągnięcie standardów jakości powietrza wymaganych w prawie krajowym i unijnym. Realizację zaplanowano na lata 2015-2023. Wartość programu to 70 mln zł (17 mln euro). LIFE koordynuje Województwo Małopolskie we współpracy z partnerami - głównie gminami, które chcą aktywnie walczyć z zanieczyszczeniem powietrza na swoim obszarze. W projekt włączyło się 38 małopolskich gmin. LIFE zakłada m.in. stworzenie sieci Eko-doradców, którzy na poziomie gmin będą wspierać wdrażanie Programu ochrony powietrza i organizować programy dofinansowania dla mieszkańców pozwalające na wymianę ogrzewania na ekologiczne. W Krakowie m.in. wzmocniona ma zostać obsługa administracyjna Krakowa w celu sprawniejszej obsługi mieszkańców przy rozpatrywaniu wniosków o wymianę starych pieców.  Więcej na: http://malopolskie.pl/Wydarzenia/index.aspx?id=14941

Donald Tusk lubi Kraków?

Czy nasz region przestanie być w końcu pomijany w rządowych planach inwestycyjnych? Jak zapewniał „Pulsie Miasta” Bogusław Sonik, to nie jest tak, że szef rządu nie lubi Małopolski. - Na pewno premier Donald Tusk lubi Małopolskę i Małopolan. Chodzi nam o to, żeby otrzymać jakieś dowody na tą miłość w postaci ważnych inwestycji, na których nam zależy. O braku sympatii rządu do Małopolski mówił już w piątek na antenie KRK FM prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. Sławomir Mokrzycki: W sobotę w Krakowie była ogólnopolska prezentacja hasła wyborczego Platformy. I takie odnoszę wrażenie, że premier faktycznie Małopolski, Krakowa nie lubi, bo go nie było. To była ogólnopolska prezentacja. Nie lubi? Bogusław Sonik: Nie można takich wniosków wyciągać. Akurat premier w tym samym dniu uczestniczył, tak jak większość klubu parlamentarnego i szefów Platformy, w pogrzebie posłanki PO we Wrześniu. To może chociaż jakiś wysłannik, np. Paweł Graś? Stąd, z Małopolski. Skupmy się na tym, że jest to kampania do Parlamentu Europejskiego i ogłoszenie hasła ogólnopolskiego. Twarzą wyborów do Parlamentu Europejskiego dla całej Platformy w Polsce jest Jerzy Buzek. Jerzy Buzek był głównym gościem tej konwencji. Konwencja celowo dobrana w miejscu skromnym, bez wielkich barokowych przygotowań. Najważniejszy przy takiej konwencji jest przekaz medialny, prawda? „Silna Polska bezpiecznej Europy” miała dotrzeć poprzez media do obywateli całej Polski. Zgoda. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Spojrzenie pana posła jest oczywiste, że to było najważniejsze. Ja cały czas się zastanawiam nad tą „miłością” premiera do Małopolski, bo nie będę raz siedem wymieniał te rzeczy, które miały być, a nie są. To jest być może taki kompleks, że premier mógłby bardziej nas polubić. Przypominam sobie rozmowę w „Gazecie Wyborczej” z Grzegorzem Lipcem, szefem Platformy tutaj, w Krakowie, który rozmawiał z premierem i premier powiedział, że może coś w tym jest i postara się poprawić. Nie poprawia się. Nie widzę przynajmniej. Na pewno premier Donald Tusk lubi Małopolskę i Małopolan natomiast to, o czym mówi pan redaktor, to chodzi nam o to, żeby otrzymać jakieś dowody na tę miłość w postaci ważnych inwestycji, na których nam zależy. W otoczeniu premiera są politycy z Krakowa: Paweł Graś, Bartłomiej Sienkiewicz, sekretarz stanu w infrastrukturze Janusz Żbik i myślę, że po prostu trzeba w tej chwili intensyfikować to uczucie do Małopolski właśnie poprzez tych polityków, sugerując im, że oczekujemy tutaj, że skonkretyzują się te najważniejsze plany dla Małopolski, o których marzymy od wielu lat. To nie jest kwestia tylko tej kadencji rządu, ale od początku lat 90. Pełna zgoda. To jest taka odezwa. Bardziej posła, ale ja się pod tym podpisuję. Może w poniedziałek rano któryś z nich nas słucha i akurat jedzie do Warszawy. Jak usłyszał, to przypominamy, że oni są stąd. To był początek taki mocny. A propos hasła. Hasło dyskusyjne. Politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej mówią, że to polityka strachu, że Platforma zamieniła się w PiS, bo to straszenie premiera tym, że być może dzieci we wrześniu nie pójdą do szkoły plus Michał Kamiński. No to Platforma zmieniła się w PiS - mówi Sojusz Lewicy Demokratycznej, a co mówi Bogusław Sonik? Wie pan, politycy lewicy ćwiczyli społeczeństwo strachem do 1989 roku, więc może niech dadzą sobie na wstrzymanie z tego typu sugestiami. W tej chwili polityka wróciła do swojego podstawowego znaczenia w sytuacji agresji Rosji na Krym i w sytuacji, kiedy wojska rosyjskie stoją wzdłuż granic z Ukrainą. Jakie jest to podstawowe znaczenie polityki? Otóż, polityka jest od tego, aby zapewnić bezpieczeństwo i pokój przede wszystkim obywatelom, jak również wzrost i dobrobyt i miejsca pracy, ale mówię o tych dwóch pierwszych ważnych czynnikach. Polska wstąpiła do NATO i Unii Europejskiej i wydawało się, że mamy tutaj jakby pewien rozdział zamknięty. Przystąpiliśmy do tego świata zachodniego, o którym marzyliśmy, będzie to gwarancja dla nas bezpieczeństwa na dziesiątki, czy setki lat. Otóż okazuje się, że ten stolik został wywrócony przez prezydenta Rosji, Putina i na nowo trzeba po prostu patrzeć z niepokojem, a także dostosować środki działania w polityce do tego, aby zapewnić to bezpieczeństwo. To wraca do nas jak bumerang. Sądzi pan, że ten akcent na bezpieczeństwo w kampanii daje efekt? Wczorajszy sondaż, Platforma po raz pierwszy od jakiegoś czasu wyprzeda PiS. O jeden procent.  Na pewno w momencie takiej sytuacji międzynarodowej, obywatele odkładają na bok różnego rodzaju kwestie, które można powiedzieć są drugorzędne, czy trzeciorzędne w polityce i mówią: "No nie, skupmy się na tym, żeby przygotować się na to, co może się zdarzyć najgorszego". Musimy sprawdzić jakie jest nasze wojsko, jak sprawne są nasze siły zbrojne, jak mamy sprawną administrację. Tego będziemy wymagać od rządu. Skoro rząd mówi o tym, że jest gotów skonfrontować się teraz z tymi wyzwaniami to myślę, że obywatele uważają: "Dobrze. Wydaje nam się, że spełniają standardy, których od nich oczekujemy." Wracamy do Krakowa już na koniec rozmowy. Ja pamiętam pańskie hasło, nie wiem, czy dokładnie powtórzę, sprzed czterech lat: „Jedyny z Krakowa”. Wygląda na to, że w tym roku jest troszkę podobnie. Trójka. Dwójka ze Świętokrzyskiego, Róża Thun na „jedynce”. Powtórzy pan hasło? To było takie hasło z przymrużeniem oka. Róża wróciła do Krakowa i jest jakby pełną gębą krakowianką. Oczywiście zawsze nią była, ale z przerwą. Ten układ okręgu jest taki, że skazuje na rywalizację o drugi mandat z województwem świętokrzyskim. Przekaz jest prosty dla obywateli Krakowa i a Małopolan: "warto postawić na kandydata z Krakowa, a na dodatek jeszcze kandydata, który śmiem powiedzieć sprawdził się w funkcjonowaniu do Parlamentu Europejskiego." Panie pośle, dość na dzisiaj tej kampanii wyborczej, chociażby ze względu na czas. I pan i ja nie piliśmy dzisiaj kawy. To prawda. Dziękuję za rozmowę. Dziękuję.

KRK 102.4 FM

Kraków pod czerwoną latarnią. Co się stało z naszym...

Zamiast mieszkańców i zwykłych turystów - pijani Anglicy i naganiacze do klubów, zamiast eleganckich butików, galerii - krzykliwe witryny nocnych lokali i dyskotek... Niedługo tak może wyglądać centrum Krakowa. Jest godz. 22.30, środek tygodnia. W okolicach bazyliki Mariackiej otacza nas tłumek dziewcząt w białych kurteczkach pod różowymi parasolami. Część próbuje nawiązać rozmowę łamaną angielszczyzną. - Du ju łona goł tu de strip klab? - zachęca jedna z nich i wskazuje na rozświetloną na czerwono kamienicę na początku ul. Grodzkiej. Inwazja na centrum To tu od dwóch tygodni mieści się klub go-go sieci Cocomo, drugi już na Drodze Królewskiej. Choć nasza polszczyzna szybko wyprowadza dziewczyny z błędu, nie dają za wygraną. Pojawiają się też inni naganiacze. Przekrzykują się: "U nas promocja, tanie piwko za 15 zł! Polki, Ukrainki, Węgierki". Przechodzącym Hindusom w garniturach polecają "europejskie kształty", prywatne dance roomy. (…) Centrum bez mieszkańców to skorupa Józef Lassota, poseł PO i były prezydent Krakowa, uważa, że miasto może wpływać na to, jaką funkcję mają poszczególne lokale. - Tak zrobiono w przypadku Sukiennic. Poprzez odpowiednie ustalenia dotyczące rodzaju towaru dopuszczonego tam do handlu powstrzymano zalew chińszczyzny. Choć oczywiście tam było łatwiej, bo to miejski budynek - mówi Lassota. Dlatego proponuje wprowadzenie dodatkowych zapisów w uchwale o parku kulturowym. - Dotychczas skupiliśmy się na szyldach, ale należałoby się też pochylić nad tym, co dzieje się w poszczególnych budynkach. Europoseł Bogusław Sonik wskazuje, że są miejsca, gdzie poradzono sobie z erotycznym biznesem. W Rydze zakazano "erotycznych reklam", potem ograniczono działalność samych klubów. W walijskim Swansea rada miasta poszła jeszcze dalej: w obrębie miasta odrzuca każdy wniosek o zezwolenie na działalność lokalu z branży rozrywki erotycznej. Według Mateusza Zmyślonego miasto powinno też powalczyć o to, by w centrum nadal mieszali ludzie. - Bez nich okolice Rynku będą tylko makietą. Skorupą do obsługi ruchu turystycznego. Jeśli z danej kamienicy wyprowadzą się już wszyscy lokatorzy, nie będzie miał kto protestować przeciwko klubowi go-go. Miasto musi jednak coś mieszkańcom zaoferować, zapewnić im miejsca w przedszkolach, parkingi, zwykłe sklepy, place zabaw - przekonuje Zmyślony, który sam mieszka w centrum. Przestrzega, by Kraków nie podążał drogą Zakopanego, które z modnego kurortu dla poetów stało się miastem tandety. Z takim wizerunkiem trudno potem walczyć. Dr Monika Bogdanowska ze Społecznego Komitetu Ochrony Zabytków Krakowa ubolewała na naszych łamach: - W opinii gości z innych krajów, którzy odwiedzali Kraków jeszcze kilka lat temu, wyjątkowe w naszym mieście było to, że w ścisłym, historycznym centrum nadal mieszkali ludzie, których można było spotkać spacerujących z psami, niosących zakupy. Kraków nie był skansenem, lecz żywym miastem. Zniszczono to bezpowrotnie w ostatnich latach. Śródmieście Krakowa coraz bardziej się wyludnia. - W czasach mojej młodości większość moich kolegów mieszkała właśnie tutaj. Dzisiaj niewielu ich tutaj zostało - rozkłada ręce Tomasz Daros. Jak oblicza, stałych zameldowanych mieszkańców może być nawet dwukrotnie mniej mieszkających czasowo. (…) Pełna treść w załączniku:

Gazeta Wyborcza, 29 marca 2014

Kluby go-go a tajlandyzacja Krakowa. Nie jesteśmy bezradni.

Zagęszcza się atmosfera wokół działających w centrum Krakowa klubów go-go. Najbardziej widoczne są one przy Drodze Królewskiej - głównie przez mieszczące się przy ul. Floriańskiej i Grodzkiej kluby sieci Cocomo - kamienice, w których się kryją, już od popołudnia świecą całe na czerwono. To złamanie zasad obowiązującego na Starym Mieście Parku Kulturowego, który zakazuje tego typu iluminacji. Eurodeputowany Bogusław Sonik zdradza, jak z inwazją różowej rozrywki poradziły sobie europejskie miasta. Czy miasto jest rzeczywiście bezradne wobec działających w prywatnych kamienicach klubów nocnych? Przez pewien czas radni zastanawiali się nad ograniczeniem na terenie gminy godzin otwarcia hipermarketów - może teraz powinni przenieść swoje zainteresowanie na inne placówki? Tak uważa eurodeputowany Bogusław Sonik, który przytacza doświadczenia Rygi i miast angielskich (list posła drukujemy poniżej). W Rydze rada miasta wprowadziła zakaz "erotycznych reklam", zakazała też działalności klubów nocnych w budynkach mieszkalnych. List Bogusława Sonika: Jak sobie radzić z "różową rozrywką" Widok klubu go-go w sercu Starego Miasta Krakowa zelektryzował ostatnio opinię publiczną. Chyba nie tego oczekujemy od centrum Parku Kulturowego. Warto jednak zaznaczyć, że Kraków nie jest jakimś odosobnionym przypadkiem i wiele miast, choćby europejskich, musiało sobie z tym poradzić. Oto kilka przykładów. Stolica Łotwy, jak większość wschodnioeuropejskich miast, od czasu otwarcia swoich granic przyciąga również tych turystów, którzy są bardziej zainteresowani życiem nocnym niż zabytkami i kulturą. Wraz ze zwiększającą się liczbą amatorów seksturystyki oraz przybytków "różowej rozrywki" na ulicach Rygi narastało niezadowolenie społeczne wywołane takim stanem rzeczy. Prace nad regulacjami ograniczającymi rozprzestrzenianie się klubów ze striptizem na ryskim starym mieście prowadzone były przy ogromnym poparciu społecznym ze strony mieszkańców, którzy sprzeciwili się przede wszystkim agresywnej promocji tychże miejsc, polegającej m.in. na nagabywaniu spacerowiczów. Zarówno mieszkańcy miasta, jak i turyści skarżyli się, iż niemożliwym jest przejście po historycznym centrum Rygi bez bycia nagabywanym przez promotorki z klubów go-go. Sytuacja analogiczna jak w Krakowie. Dyskusja na temat uregulowania działalności klubów erotycznych na obszarze historycznego centrum Rygi była w owym czasie jednym z głównych tematów w lokalnych mediach. Ostatecznie wprowadzono zakaz "erotycznych reklam", który radykalnie poprawił wizerunek starego miasta. Wkrótce rada miasta poszła jednak dalej i ograniczyła działalność samych klubów. Zakazano działalności lokali erotycznych w budynkach mieszkalnych, wszelkich lokalach stanowiących własność publiczną oraz w odległości mniejszej niż 300 metrów od instytucji edukacyjnych. Pomimo protestów ze strony właścicieli klubów władzom Rygi udało się osiągnąć cel - zerwano z wizerunkiem Rygi jako miasta seksturystyki. Z problemem boomu na lokale rozrywkowe o charakterze erotycznym zmagały się także brytyjskie miasta. Na uwagę zasługuje sposób, w jaki z problemem poradziły sobie Swansea oraz atrakcyjny turystycznie Bristol. W obu przypadkach władze lokalne posiadały uprawnienia do decydowania o ilości tego typu lokali w mieście, jednak to od mieszkańców wyszła inicjatywa działania na rzecz ograniczenia ich ilości. W Swansea, gdzie rada miasta każdorazowo przyznawała zezwolenie na działalność lokalu o charakterze "rozrywki erotycznej", ustalono liczbę takich lokali w obrębie miasta na "zero", a każdy wniosek o przyznanie zezwolenia na działalność odrzucano. Zmiany zostały poprzedzone konsultacjami społecznymi. Poparcie mieszkańców dla wprowadzanych zmian było przytłaczające. Chcieli oni, aby centrum miasta było postrzegane jako przyjazne dla rodzin o każdej porze dnia i nocy. W zeszłym roku wzorem Swansea poszło kolejne brytyjskie miasto - Bristol. Na stronie internetowej miasta pojawiła się petycja w sprawie całkowitego zakazu działalności tego typu lokali na terenie miasta. Może teraz czas na Kraków? Bogusław Sonik

Gazeta Wyborcza, 22 marca 2014

Mają mundury Armii Czerwonej i śpiewają „Czerwone maki”

Koncert i protest. Nie milkną głosy protestu przeciwko występowi Chóru Armii Aleksandra Pustowałowa w Filharmonii Krakowskiej. Na Facebooku powstała grupa zrzeszająca protestujących – na listę wpisało się ponad 800 osób. Do dyrektora filharmonii Bogdana Toszy list w tej sprawie wystosowali politycy Platformy Obywatelskiej – Grzegorz Lipiec, Bogusław Sonik i Róża Thun. Sugerują, że krakowski koncert powinien zostać odwołany. Argumentują, że zespół wykonuje sowieckie piosenki i występuje w mundurach Armii Czerwonej. Jest to „niepotrzebne afirmowanie rosyjskiej potęgi militarnej jako sukcesora Rosji Sowieckiej” – napisali politycy PO w swoim liście. Wczoraj na naszych łamach dyrektor filharmonii sugerował, że pomylono chóry i politycy myśleli raczej o Chórze Aleksan­drowa. Jego zdaniem Chór Pus­towałowa składa się z obywateli ukraińskich, którzy mają wystąpić w różnych mundurach. Koncertu dyrektor nie zamierzał odwoływać. Chór Armii Aleksandra Pus­towałowa, który wystąpi z koncertem w Krakowie, działa na Ukrainie, w Charkowie. Jednak twórca zespołu urodził się w ZSRR, w Leningradzie. Karierę rozpoczął w Armii Czerwonej, przez wiele lat prowadząc tam grupę śpiewaków. Po rozpadzie ZSRR byłe republiki powołały do życia własne chóry. Na plakatach i zdjęciach, które promują koncerty w Polsce, zespół występuje w mundurach Armii Czerwonej z sierpem i młotem. Wykonuje piosenki armii radzieckiej, choć nie tylko. czytaj więcej w:

"Dziennik Polski", 14 marca 2014

Miasto w potrzasku

"Afisz i filmik reklamujące Kraków mieszczą się w standardach zwracania uwagi potencjalnego klienta za pomocą żartu i przymrużeń oka. Można przypuszczać, że autorom chodziło o przełamanie tradycyjnego wizerunku Krakowa postrzeganego jako senne miasto historycznych pamiątek. Nie sama reklama winna stać się przedmiotem dyskusji. Właściwe pytanie brzmi: jak unowocześnić i odświeżyć wizerunek miasta by przyciągnąć takich turystów, których chcemy u nas widzieć. Obraz sponiewieranych wędrowców (Neptun, Syrenka, Kopernik) pojawił się akurat gdy media donoszą o najazdach na Kraków hord niezamożnych Brytyjczyków, którzy korzystając z tanich weekendowych lotów przybywają do nas w celach piwno-trunkowych. Są utrapieniem miasta ale zostawiają niewiele pieniędzy. Nadmierny rozrost „turystyki” podobnego gatunku zniszczył wizerunek Pragi i Budapesztu. Czy Kraków rzeczywiście musi iść w ich ślady?"

Dziennik Polski, 30 maja 2007