Artykuły

Złota era gazu łupkowego

Bogusław Sonik Wykorzystywanie gazu łupkowego jako surowca energetycznego jest mniej szkodliwe niż wykorzystywanie węgla, na którym opiera się polska gospodarka - pisze europoseł PO Od kilku miesięcy na forum Parlamentu Europejskiego trwa bitwa o gaz łupkowy, a dokładnie o to, czy Unia Europejska powinna zaostrzyć regulacje prawne regulujące wydobywanie tego surowca.  Batalia ta szeroko komentowana jest na forum krajowym, z uwagi na to, ze to Polska uznawana jest za „łupkowe eldorado". W przygotowanym prze mnie raporcie dla Komisji Ochrony Środowiska w Parlamencie Europejskim, który po przegłosowaniu będzie oficjalnym stanowiskiem europosłów w tej sprawie, stwierdzam, że eksploatacja gazu łupkowego jest bezpiecznym procesem oraz że niepotrzebne są nowe regulacje europejskie, aby chronić środowisko i zdrowie obywateli. Należy jednak dokonać przeglądu przepisów w krajach, które chcą wydobywać gaz łupkowy. Polskie ustawodawstwo jest pod tym względem bardzo restrykcyjne i trzeba tylko dołożyć starań, aby było egzekwowane. Zasadnicze przesłanie tego raportu brzmi: każdy kraj ma prawo decydować o tym, czy chce wydobywać gaz łupkowy. Jest to zgodne z ekspertyzą, jaką zaprezentowała kilka miesięcy temu Komisja Europejska: przepisy europejskie są wystarczające, jednak należy prowadzić obserwację wydobycia gazu w fazie eksploatacyjnej. Wówczas można się zastanowić, czy coś zmieniać w przepisach. Edukować i informować Zaprezentowane przeze mnie podejście do eksploatacji gazu łupkowego i ropy łupkowej zakłada, że w całym procesie najistotniejsze jest zastosowanie najwyższych standardów, zasad ostrożności i stałego monitoringu oraz prowadzenie ciągle nowych badań. Nie należy zapominać, że kluczowe w całym procesie są konsultacje społeczne oraz akcje informacyjno-edukacyjne, bez których trudno będzie uzyskać akceptację dla prowadzonych działań. Tutaj pojawia się miejsce dla europejskiej, krajowej i lokalnej administracji. Należy społeczeństwo „zapoznać" z tym surowcem. Przedstawić wady i zalety.  Brak kampanii informacyjno-edukacyjnej w tym zakresie powoduje, że przeciwnicy wydobywania gazu łukowego zdobywają coraz więcej swoich zwolenników.  Już dziś powinien funkcjonować oficjalny portal  informacyjny, w którym każdy będzie mógł znaleźć dokumenty, dane statystyczne, opinie na temat tego surowca. Działania takie powinny być podjęte jak najszybciej. Każda działalność gospodarcza, w tym w szczególności związana z przemysłem wydobywczym i energetycznym w mniejszym lub większym stopniu oddziałuje  na środowisko.  O tym nie można zapominać. Wielka szansa Polski Będące w centrum zainteresowania zasoby gazu z łupków znajdujące się na terytorium Polski, są ogromną szansą dla naszego kraju, którą należy rozpatrywać w trzech aspektach: ekonomicznym - realna obniżka cen gazu, ekologicznym - gaz jest jednym z przyjaźniejszych środowisku źródeł energii. I co najważniejsze społecznym - dywersyfikacja źródeł energii powoduje wzrost bezpieczeństwa energetycznego.  Wystarczy przytoczyć tylko kilka danych statystycznych dotyczących stopnia uzależnienia od zewnętrznych dostaw surowców eneregtyczncyh. Oficjalne dane mówią, że konwencjonalne, udokumentowane złoża gazu ziemnego, wynoszą obecnie 92 mld m3 przy rocznej konsumpcji ocenianej na 14 mld m3. Ok. 70 proc. gazu musimy importować, gdyż nasze roczne wydobycie to zaledwie 4,1 mld m3. Z najnowszego  raportu Państwowego Instytutu Geologicznego z marca tego roku wynika, że gazu z łupków może być około 2 bilionów metrów sześciennych, ale najbardziej prawdopodobne zasoby mieszczą się w przedziale od 346 do 768 miliardów metrów sześciennych tego surowca. Chodzi o gaz technicznie wydobywalny. Autorzy dokumentu zwracają uwagę, że przy obecnym zużyciu gazu ziemnego, które rocznie w Polsce wynosi blisko 14 miliardów 400 milionów metrów sześciennych, wystarczy na zaspokojenie potrzeb polskiego rynku na prawie 65 lat. Uzależnieni od Rosji Jak wygląda sytuacja w całej Unii? Największym dostawcą gazu i ropy naftowej do UE jest Rosja - w roku 2000 Rosja zapewniła 13,3 proc. surowców UE, co wzrosło do 18,1 proc. w  roku 2005. W samym roku 2008 Unia Europejska importowała z Rosji 38 proc. gazu ziemnego dostarczanego spoza granic Wspólnoty. Dodatkowo Rosja jest drugim co do wielkości dostawcą węgla. Drugim największym eksporterem ropy i gazu do Unii Europejskiej jest Norwegia. Ważnymi partnerami dla UE w zakresie dostaw surowców energetycznych są kraje Afryki Północnej (gaz ziemny i ropa), a także Arabii Saudyjskiej (ropa ). Widać zatem wyraźne uzależnienie  od dostaw surowców energetycznych z Rosji, bądź z regionów politycznie niestabilnych, co wiąże się z koniecznością dywersyfikacji dostaw, aby nie dopuścić do sytuacji zagrażającej bezpieczeństwu energetycznemu UE. Niestety prognozy dotyczące gospodarki energii UE, Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej, wskazują na wzrost zależności od importu, sięgając 64 proc. w roku 2020 i 67 proc. w roku 2030. A gdzie lobby zwolenników? W batalii o przyszłość gazu łupkowego w Europie ważną rolę odgrywa  Rosja.Pod hasłami ochrony środowiska prorosyjskie lobby dokonuje wszelkich starań, aby  udało się im zablokować wydobycie gazu z łupków. Są skuteczni- Bułgaria zakazała wydobywania gazu z łupków. W bułgarskich mediach pojawiły się informacje, że za ustawą zakazującą szczelinowania hydraulicznego stoi lobby związane z rosyjskim monopolistą w dostawach gazu. Dlaczego brakuje silnego głosu z drugiej strony? Społeczeństwo polskie musi dostać prosty przekaz- gaz z  łupków to szansa na tańszą i przyjazną środowisku energię. Wykorzystywanie gazu łupkowego jako surowca energetycznego  jest mniej szkodliwe niż węgiel, na którym opiera się polska gospodarka. Z kolei eksploatacja nie szkodzi środowisku, dopóki wszelkie normy bezpieczeństwa są dochowywane. Przeciwnicy gazu łupkowego straszą społeczeństwo katastrofami ekologicznymi, w tym głównie zatruciem wody oraz dewastacją krajobrazu. Oba argumenty są nieprawdziwe. Dziś technologia wydobywania gazu łupkowego jest bezpieczna.  Oczywiście pojawiały się nieliczne zagrożenia środowiskowe, do których dochodziło dotąd podczas wierceń, były efektem błędów i zaniedbań pojedynczych osób lub przedsiębiorstw.  Nie znaczy to jednak, ze wydobywanie gazu łupkowego z założenia powoduje degradację środowiska. Przewodnik dla firm 29 maja Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) na konferencji w Londynie przedstawiła wnioski ze swojego specjalnego raportu „Złote zasady na złoty wiek gazu", w którym znajdują się zalecenia dla wydobycia gazu łupkowego. Dzień później, zaprezentowałem wraz autorem raportu IEA dr Fatih Birol w Parlamencie Europejskim główne tezy i założenia tego dokumentu. Świat wchodzi w „złotą erę gazu". Rosnące znaczenie gazu ze złóż niekonwencjonalnych zaowocuje m.in. poważną zmianą sytuacji podmiotów produkujących, eksportujących i importujących gaz. Wnioski z raportu IEA mogą okazać się kluczowe w trakcie debaty nad kształtem raportu Komisji ENVI i nadać kierunek wypracowaniu kompromisowych rozwiązań. Autorzy raportu MAE  zwracają szczególną uwagę na relacje ze społecznościami lokalnymi, na przejrzystość w komunikacji i dostarczaniu informacji, właściwy wybór lokalizacji odwiertu i zbadane geologii obszaru, wdrażanie solidnych zasad dotyczących projektowania, budowy, cementowania i badanie szczelności szybów, stałego monitoringu, ograniczania zużycia wody i środków chemicznych. Doczekaliśmy się rzetelnego i obiektywnego raportu przygotowanego przez niezależną, międzynarodowa agencje. Argumenty zawarte w analizie na pewno pomogą w negocjacjach nad moim raportem oraz w przekonaniu przeciwników. W pełni zgadzam się z głównymi tezami raportu, w tym samym duchu pisałem tez swój raport w komisji środowiska. MAE nazwało je Złotymi Zasadami, a ja najlepszymi dostępnymi praktykami i zastosowaniem najwyższych standardów środowiskowych i technologicznych. Sens jest jednak ten sam. Tylko pełna przejrzystość i przestrzeganie zasad da szanse na uzyskanie akceptacji społecznej dla prowadzonych działań a tym samym umożliwi wykorzystanie potencjału, jaki dają niekonwencjonalne źródła energii. Zestaw złotych zasad to swego rodzaju przewodnik dla firm oraz państw chcących wydobywać gaz niekonwencjonalny oraz jest odpowiedzią na zaniepokojenie opinii publicznej środowiskowymi aspektami wydobycia gazu łupkowego. Co zrobi Bruksela? Jakie będzie stanowisko Brukseli w sprawie możliwości wydobywania gazy łupkowego zobaczymy już jesienią. Należy pamiętać, że zgodnie z zapisami traktatu, polityka unijna nie może naruszać praw państw członkowskich  „do określania warunków wykorzystania jego zasobów energetycznych, wyboru między różnymi źródłami energii i ogólnej struktury jego zaopatrzenia w energię". Choć Unia nie może zmusić krajów członkowskich do zakazu jego wydobycia, ma instrumenty mogące sprawić, że stanie się to nieopłacalne.  Niezależnie od przyjętego rozwiązania należy obiektywnie edukować i informować Polaków o korzyściach i kosztach jakie może nam przynieść „złota era gazu", abyśmy sami, świadomie zadecydowali czy chcemy uczestniczyć w „gazowej rewolucji". Rzeczpospolita

Rzeczpospolita, 5. czerwca 2012

Podatek od transakcji finansowych

Parlament Europejski opowiedział się w zeszłym tygodniu, znaczną większością głosów, za wprowadzeniem podatku od transakcji finansowych (taxe sur les transactions financières – TTF/ financial transaction tax – FTT). PE lekko zmodyfikował projekt przygotowany przez Komisję Europejską, np. obejmując podatkiem także handel walutami.Francja i Niemcy popierają ten projekt, ale szereg innych państw, z Wielką Brytania na czele, nie – obawiając się, że doprowadzi to do ucieczki usług finansowych z państw, gdzie będzie obowiązywał TTF do tych, które będą od niego wolne. Dlatego szerokie poparcie PE dla tego pomysłu ma znaczenie polityczne, czytamy na stronach portalu „20 minutes”: „>>Raport stanowi mocne przesłanie dla Rady Europejskiej: ten podatek ma szerokie poparcie naszego zgromadzenia i obywateli. (...) Zachęcam Radę do potraktowania tej propozycji bardzo serio i do okazania odpowiedzialności<<, powiedziała w czasie debaty Finka Sirpa Pietikäinen, w imieniu konserwatystów (EPL)” (http://www.20minutes.fr/economie/939389-parlement-europeen-approuve-taxe-transactions-financieres).O TTF mówi z dużym entuzjazmem francuska eurodeputowana z frakcji socjalistów i demokratów, Pervenche Berès w wywiadzie dla „Teleeurope.eu”.Pytana o cele tego podatku francuska socjalistka odpowiada: „Pierwszy cel dotyczy regulacji: jak wiele podatków miałby on wpływ na zachowanie się podmiotów rynkowych, włącznie z wymiarem >>karnym<< wobec tych, którzy przejawiają zachowania najbardziej spekulacyjne. Drugim celem byłby wpływ na ruch kapitałów. Trzecim wreszcie, uzyskanie [nowych] przychodów finansowych”.Najbardziej sporną kwestią wiążąca się z TTF jest ewentualny odpływ kapitałów do miejsc, gdzie tego podatku nie ma. Tym bardziej, że Wielka Brytania z jednej strony jest siedzibą ogromnej ilości usług finansowych, a z drugiej – sprzeciwia się TTF. Pytana o możliwości przeciwdziałania ucieczkom kapitałów (w domyśle: do City), Pervenche Berès odpowiada: „Nie chodzi o to, żeby stworzyć podatek kieszonkowy. Ale czekać, aż wszystkie państwa [Unii Europejskiej] będą gotowe, żeby go przyjąć, znaczyłoby strzelać sobie w stopę. Zresztą François Hollande zawsze mówił w czasie kampanii wyborczej, że wprowadzenie tego podatku powinno się odbyć w ramach procedury wzmocnionej współpracy [czyli bez konieczności udziału wszystkich państw członkowskich]. Francja i Niemcy są zgodne, aby iść w tym kierunku, to stanowi już niezłą bazę. Może nie jako podmioty rynkowe, ale co najmniej jako kraje o znacznym potencjale gospodarczym. W każdym razie ważne jest, aby ten projekt pojawił się na stole negocjacyjnym: od początku kryzysu nigdy nie mówi się o środkach na sfinansowanie inwestycji. Otóż, ten podatek (...) pozwoliłby zarazem zasilić budżet UE, jak i budżety państw-członków. Przyszedł więc na niego czas!”(http://europarlement.touteleurope.eu/vivez/actualites/details-actualite/actualite/pervenche-beres-le-moment-de-la-taxe-sur-les-transactions-financieres-est-venu.html).Nietrudno zauważyć, że odpowiedź jest nieco wymijająca.

Blog Bogusława Sonika, 1 czerwca 2012

Biuletyn Europejski - Gaz łupkowy szansą dla Polski?

Zapraszamy do lektury najnowszego numeru Biuletynu Europejskiego poświęconego tematowi gazu łupkowego i przedstawionego na forum PE raportu o środowiskowych aspektach wydobywania gazu ze źródeł niekonwencjonalnych.25. kwietnia na forum Komisji Ochrony Środowiska Bogusław Sonik przedstawił raport, w którym dowodzi, że w całym procesie eksploatacji najistotniejsze jest zastosowanie najwyższych standardów, zasad ostrożności i stałego monitoringu oraz prowadzenie ciągle nowych badań.Kwietniowa debata była pierwszą okazją do wymiany opinii na temat gazu łupkowego pomiędzy różnymi grupami politycznymi. Zaprezentowane stanowiska wskazują na duże rozbieżności w podejściu do tej tematyki i w ocenie korzyści, jakie Europa miałaby odnieść z wykorzystania potencjału złóż gazu niekonwencjonalnego. Teraz posłowie z Komisji Ochrony Środowiska mają czas na składanie poprawek do raportu, które staną się następnie podstawą do budowania kompromisowych zapisów i zadecydują o ostatecznym kształcie opracowania. Zapowiadają się więc intensywne miesiące negocjacji.Temat gazu łupkowego podejmowany jest również przez inne instytucje unijne i międzynarodowe. Równolegle do raportu ENVI powstał projekt Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii, oceniający przemysłowe i energetyczne aspekty gazu łupkowego - raport ten mówi głównie o szansach, jakie niesie nowy gaz na rynku europejskim i jaką rolę może odegrać dla rozwoju rynku energii oraz obniżania emisji CO2. Z kolei wczoraj, 29. maja na konferencji w Londynie opublikowany został raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej pt. "Złote zasady na złoty wiek gazu", w którym znalazły się zalecenia dla wydobycia gazu łupkowego. Dzień później jego autor, dr Fatih Birol prezentuje dokument w Parlamencie Europejskim. Poza tym swoje opracowania na temat różnych aspektów eksploatacji gazu ze źródeł niekonwencjonalnych podejmują Dyrekcje Generalne Komisji Europejskiej oraz inne europejskie agencje i centra badawcze.Konkluzje raportu, relację z debaty w PE oraz podsumowanie dotychczasowych prac nad gazem łupkowym znajdziecie Państwo w bieżącym wydaniu Biuletynu Europejskiego. W numerze również stałe, dobrze znane rubryki Bruksela On-line, podsumowanie Spotkań Europejskich oraz zapowiedzi wydarzeń z Małopolski i Ziemi Świętokrzyskiej. Jeszcze raz serdecznie zapraszamy do zapoznania się z publikacją dostępną na www.boguslawsonik.pl.

Blog Bogusława Sonika, 30 maja 2012

Po nieformalnym szczycie: nie ma tandemu, jest problem

Robocze spotkanie przywódców państw Unii Europejskiej wieczorem w środę i w nocy ze środy na czwartek skupiło uwagę mediów z dwóch powodów: dyskusji o sposobach stymulowania wzrostu gospodarczego i niewypowiedzianej wprost, ale przyjmowanej milcząco możliwości wyjścia Grecji ze strefy euro.Ta pierwsza kwestia była o tyle bardziej spektakularna, że głównym orędownikiem stymulowania wzrostu jest nowy prezydent Francji, François Hollande – po raz pierwszy odwiedzający Brukselę w tym charakterze. A także dlatego, że wskutek zasadniczej różnicy zdań pomiędzy Paryżem a Berlinem po raz pierwszy od dawna szczyt nie był zdominowany przez francusko-niemiecki tandem. Pisze o tym Ferdinando Riccardi w biuletynie „Agence Europe”: „Zmiana metody. Dyskusja o polityce, którą trzeba byłoby przyjąć i o decyzjach do podjęcia po to, aby być w zgodzie ze słynną równoległością pomiędzy dyscyplina budżetową a wzrostem gospodarczym, nie odbywała się wedle reguły, która dotąd rządziła, to znaczy wedle wspólnych inicjatyw i wspólnego punktu widzenia Francji i Niemiec. Tym razem nie było nawet wcześniejszego spotkania pani kanclerz z prezydentem Francji, a pani Merkel często była pierwsza w odrzucaniu, a co najmniej krytykowaniu, pewnych propozycji popieranych przez Hollande’a” (Les chefs d'État ou de gouvernement de l'UE ont clarifié et comparé leurs positions, 25.05.2012).Na temat sporu o stymulowanie wzrostu gospodarczego ciekawy wywiad z Jensem Weidemannem, prezesem Bundesbanku i członkiem zarządu Europejskiego Banku Centralnego w „Le Monde”. Pytany o europejską debatę na temat wzrostu, Wiedemann odpowiada: „Wzrost jest zawsze rzeczą pożądaną. Ale opowiadać się za wzrostem to tak, jak opowiadać się za pokojem światowym. Prawdziwa debata polega na tym, jaką obrać drogę, aby mieć trwały wzrost. Wzrost zawsze był rdzeniem europejskich programów naprawiania gospodarki, i droga do niego wiedzie przez reformy strukturalne. Przejściowe ożywienie koniunktury poprzez zadłużanie się nie prowadzi do takiego wzrostu, jakiego byśmy chcieli. W gruncie rzeczy zastanawiam się, co ukrywają te dyskusje. Czy chodzi o to, aby odwrócić to, co zostało już zdecydowane? Jeśli tak, byłoby to niebezpieczne”. Dalej, pytany z kolei o pomysł euro-obligacji, drogi właśnie nowemu prezydentowi Francji, Wiedemann odpowiada: „Uwspólnotowienie długów to nie jest pomysł odpowiedni dla pobudzenia wzrostu. Nie sądzę, abyśmy osiągnęli sukces, próbując rozwiązać kryzys długu przez zwiększenie długu (...). Powtórzę, że droga do wzrostu wiedzie przez reformy strukturalne” (http://www.lemonde.fr/economie/article/2012/05/25/jens-weidmann-croire-que-les-eurobonds-resoudront-la-crise-est-une-illusion_1707264_3234.html).

Blog Bogusława Sonika, 28 maja 2012

Euro - obligacje: spór o sposób na wzrost

Z braku porozumienia w sprawie euro-obligacji, Unia jest na dobrej drodze do porozumienia w sprawie sposobów finansowania kilku wielkich infrastrukturalnych projektów trans-europejskich. Komisja Europejska ma wyłożyć 230 mln euro, co ma zachęcić kapitał prywatny do zainwestowania swoich pieniędzy, autorzy tej koncepcji spodziewają się uskładania sumy 4,5 mld euro. Porozumienie musi być jeszcze zatwierdzone przez państwa członkowskie, a potem przyjęte w głosowaniu przez Parlament Europejski. Pomysłodawcy mówią, że te wielkie inwestycje (np. w transporcie i w sektorze energetycznym) będą bodźcem dla ożywienia wzrostu gospodarczego i zatrudnienia. Ale są też i sceptycy. „Le Monde” przytacza opinię szefa frakcji liberałów w PE, Guy’a Verhofstadta, który właściwie wyśmiał planowaną skalę przedsięwzięcia: „Na stole leży tylko 230 mln euro, to żałosne. Główna batalia w Radzie [Europejskiej] przeciwstawia sobie teraz tych, którzy chcą, aby ten instrument był użyty tylko raz i tych, którzy chcą, żeby był używany wiele razy. To nieadekwatne [do potrzeb] i żałosne. Z 230 milionami nie zmienimy czegokolwiek. Potrzebne są dużo większe kwoty, mówi się o 1 bilionie euro” (http://www.lemonde.fr/economie/article/2012/05/22/accord-au-sein-de-l-ue-pour-financer-des-grands-travaux_1705593_3234.html).Jak widać, tu też mamy spór, mimo wypracowania przez duńską prezydencję porozumienia co do zasady. Jednak znacznie poważniejszy jest spór dotyczący euro-obligacji. Dzisiaj, na nieformalnym szczycie przywódców państw i rządów w Brukseli, pierwszym z udziałem nowego prezydenta Francji, François Hollande’a, ta kwestia będzie prawdopodobnie jednym z najważniejszych tematów. Taki jest w każdym razie klimat komentarzy przed tym spotkaniem. „Les Echos” piszą, że idea euro-obligacji pomału toruje sobie drogę oraz że w efekcie przyłączania się nowych osobistości (np. włoskiego premiera, Mario Monti’ego, skądinąd zwolennika oszczędności budżetowych) do tej idei, stanowisko pani kanclerz Merkel staje się izolowane. Wydaje się, pisze dziennik, że znaleziony zostanie jakiś kompromis. Jeśli euro-obligacje zostaną wprowadzone, to powoli i ostrożnie - tak żeby nie rozmontować polityki dyscypliny budżetowej. „Les Echos”: „Wprowadzenie w życie takiego instrumentu jest >>kwestią wypracowania odpowiedniego kalendarza<<, powiedział Günter Oettinger [komisarz UE ds energii]. Podobne ostrzeżenie padło ze strony austriackiego kanclerza. Według niego >>chodzi o projekt długofalowy, którego nie da się zrealizować w ciągu dwóch lub trzech najbliższych lat<<. A przede wszystkim >>wiarygodna dyscyplina budżetowa jest absolutnym warunkiem stworzenia euro-obligacji<<” (http://www.lesechos.fr/economie-politique/monde/actu/0202076795702-euro-obligations-l-idee-d-une-feuille-de-route-fait-son-chemin-parmi-les-europeens-326205.php)

Blog Bogusława Sonika, 25 maja 2012

Kryzys - instytucje - pieniądze

W miarę jak trwa (choć zdaniem niektórych, jest częściowo opanowany) kryzys długu publicznego w strefie euro, mnożą się wypowiedzi europejskich VIP-ów na temat sposobów bardziej systematycznego, czy dalekosiężnego ratowania Unii. Wolfgang Schäuble, niemiecki minister finansów i zarazem poważny kandydat na szefa eurogrupy (rady ministrów finansów strefy euro), wypowiedział się ostatnio za wyłanianiem w wyborach powszechnych prezydenta Unii Europejskiej.Schäuble mówił na ten temat z okazji wręczenia mu nagrody Karola Wielkiego za rok 2011. Wedle tej propozycji odbywałoby się to równolegle z wyborami do Parlamentu Europejskiego, a zwycięski kandydat musiałby zostać następnie zaakceptowany przez przywódców państw i rządów jako szef Komisji Europejskiej. „Reuters” cytuje słowa niemieckiego ministra: „Jedność polityczna Europy potrzebuje twarzy. (...) Musimy wzmocnić legitymację demokratyczną Unii i poprawić jej skuteczność, [a zatem] zreformować instytucje europejskie”. Agencja dodaje od siebie: „Podczas kiedy Europa jest od wielu miesięcy gnębiona bezprecedensowym kryzysem długu publicznego, podniosło się wiele głosów wzywających do zwiększenia zdolności decyzyjnej UE, której dotychczasowy brak jest, według części analityków, jednym z czynników kryzysu finansowego” (http://fr.reuters.com/article/frEuroRpt/idFRL5E8GHFCZ20120517).Z kolei Jean-Claude Trichet, były szef Europejskiego Banku Centralnego, wystąpił w Peterson Institute of International Economics w Waszyngtonie. Opowiedział się tam za wydatnym zwiększeniem uprawnień strefy euro w stosunku do państw, które ewidentnie nie panują nad problemami swoich gospodarek – o czym donosi „Euractiv.com”. Tricher proponuje, aby unia monetarna została wyposażona w prawo ogłaszania bankructwa konkretnego państwa (w domyśle: w takiej sytuacji, w jakiej znajduje się dziś Grecja) i przejmowania kontroli nad jego budżetem. Tricher na określenie tego pomysłu używa terminu „federalizm sytuacji wyjątkowych” i tłumaczy: „Federalizm sytuacji wyjątkowych wydaje mi się nie tylko konieczny, żeby zapewnić solidną unię ekonomiczną i monetarną, ale mógłby się on także zaadaptować do prawdziwej natury Europy na dłuższą metę. (...) Byłby to wielki krok w stronę unijnego zarządzania gospodarczego i myślę, że to będzie niezbędne dla następnego kroku integracji europejskiej. (...) >>To jest radykalna propozycja zaprezentowana jako skromny etap<< powiedział Richard Cooper, międzynarodowy ekonomista z Harvardu” (http://www.euractiv.com/fr/services-financiers/jean-claude-trichet-appelle-au-renforcement-de-lunion-mon-taire-news-512782).W końcu, aktualnościowe pendant do tych propozycji o charakterze instytucjonalnym. W poniedziałkowej rozmowie nowego francuskiego ministra gospodarki i finansów, Pierre’a Moscovici, z jego niemieckim odpowiednikiem, Wolfgangiem Schäuble, panowie nie doszli do porozumienie sprawie euroobligacji – o czym informuje „Le Figaro” (http://www.lefigaro.fr/conjoncture/2012/05/21/20002-20120521ARTFIG00741--berlin-moscovici-joue-la-confrontation.php). To dobra ilustracja natury sporu między Paryżem a Berlinem na temat sposobów pokonania kryzysu. Paryż mówi: „więcej pieniędzy”, a Berlin opowiada: „tylko reformy strukturalne”.

Blog Bogusława Sonika, 25 maja 2012

Szczyt G8 z kryzysem w strefie euro w tle

Zakończony w sobotę (19 maja) spotkanie na szczycie przywódców 8 najbogatszych państw świata został zdominowany przez problemy strefy euro. Z pewnością wpłynęło na to pogorszenie sytuacji w Grecji – niemożność utworzenia rządu po wyborach z 6 maja, zapowiedź nowych wyborów (17 czerwca) i dość wyraźna już perspektywa zwycięstwa w nich partii odrzucających, wdrażany obecnie, plan oszczędnościowy. To są okoliczności, które pozwalały dowartościować główne hasło nowego prezydenta Francji, François Hollande’a: „stymulować wzrost gospodarczy”. Jeszcze przed szczytem „Les Echos” pisały: „>>Jest uprawnione ze strony Amerykanów, niepokoić się sytuacją gospodarczą w Europie<<, przyznaje się w otoczeniu francuskiego prezydenta, zarazem wyrażając opinię, że szczyt G8 powinien doprowadzić do >>mocnego międzynarodowego consensusu co do konieczności stymulowania światowego wzrostu gospodarczego<<. W związku z tym Pałac Elizejski odnotowuje z satysfakcją niedawne oświadczenia amerykańskiego sekretarza skarbu, Timothy Geithnera, opowiadającego się za >>nową dyskusją na temat wzrostu gospodarczego w Europie<<” (http://www.lesechos.fr/economie-politique/france/actu/0202067509806-g8-hollande-veut-rassurer-obama-sur-la-zone-euro-324491.php).Już po szczycie „Le Monde” uważa, że Hollande’owi udało się na szczycie skoncentrować uwagę na jego własnym przesłaniu. Dziennik cytuje słowa nowego prezydenta: „Pierwszy strategiczny kierunek działania, który chciałem wytyczyć, choć nie byłem w tym sam, to było postawienie problemu wzrostu gospodarczego w centrum naszych dyskusji (...) wydaje się oczywiste, że wzrost był wielkim tematem tego G8”. Paryska popołudniówka zwraca uwagę, że pani kanclerz Merkel, mimo wiadomego powszechnie sporu z Hollandem w okresie przed jego zwycięstwem w wyborach, teraz, kolejny raz, łagodzi różnice. „Le Monde”: „Pani Merkel (...) zaprzeczyła jakimkolwiek różnicom pomiędzy Paryżem a Berlinem w tej dziedzinie. >>Istotny przekaz tego szczytu jest taki, że konsolidacja budżetowa i wzrost gospodarczy są dwiema stronami tego samego medalu<< - powiedziała”. W podobnym tonie wypowiadał się gospodarz spotkania, prezydent Barack Obama (http://www.lemonde.fr/economie/article/2012/05/19/il-n-y-aura-pas-de-croissance-sans-confiance-estime-hollande_1704265_3234.html).Jednak prawdziwym motorem debat w Camp David była sytuacja w Grecji. „Les Echos” informują, że według badania przeprowadzonego przez holding finansowy JP Morgan, wyjście Grecji ze strefy euro oznaczałoby dla międzynarodowego systemu finansowego bezpośrednią stratę dochodzącą do 400 mld euro.

Blog Bogusława Sonika, 22 maja 2012

Grecja - kryzys - federalizm?

Zgodnie z przewidywaniami konsultacje w Atenach prowadzone przez prezydenta Karolusa Papouliasa nie uratowały kraju przed koniecznością powtórzenia wyborów. Co one przyniosą? Albo ponowny pat, albo przewagę radykalnie lewicowej partii Syriza. Czyli zakwestionowanie planu oszczędnościowego, a przecież na nim stoi porozumienie z wierzycielami Grecji.Tak więc problem grecki znowu się zaostrza, o czym najwymowniej przekonują nas rosnące kursy franka, euro i dolara do złotego. Oczywiście nie tylko my mamy problem, mają go także duże gospodarki najbardziej wpływowych państw unijnych - Niemiec i Francji nie wyłączając. W „Le Monde” wywiad z Danielem Cohn-Bendidem, współprzewodniczącym frakcji Zielonych w Parlamencie Europejskim. Niegdysiejszy „Czerwony Danny” złości się na enuncjacje niektórych polityków europejskich, zwolenników cięć oszczędnościowych (jak Wolfgang Schäuble) zapowiadające możliwość wyjścia Grecji ze strefy euro. Jego zdaniem taka polityka prowadziłaby w ślepą uliczkę. Cohn-Bendid: „Straszenie Greków jest bez sensu. Nie można im powiedzieć, że nie ma alternatywy, jeśli nie zagłosują, jak należy. Trzeba znaleźć wyjście z sytuacji razem z nimi, nie po to, żeby opuścili euro, lecz żeby dotrzymali powziętych zobowiązań. Powinniśmy nawiązać dyskusję z PASOK i Nową Demokracją oraz dwoma formacjami dysydenckimi wywodzącymi się nich. Te ostatnie zakwestionowały porozumienie z wierzycielami. Ale z tymi czterema partiami musimy znaleźć sposób dogadania się tak, ażeby wypracować bardziej socjalny kalendarz [oszczędności], ażeby on towarzyszył realizowaniu memorandum, nawet jeśli byłoby ono nieco poluzowane. Trzeba to zrobić przed wyborami, bo inaczej nic się nie zmieni, jedynie przez używanie metody Coué [czyli autosugestii]. (...) Grecka scena polityczna zawaliła się. Chodzi o to, żeby dać Grekom sygnał nadziei. Jeśli zostawimy ich samych sobie, zaryzykujemy wojskowy zamach stanu” (http://www.lemonde.fr/economie/article/2012/05/10/si-on-laisse-les-grecs-se-debrouiller-seuls-on-risque-un-coup-d-etat-militaire-previent-daniel-cohn-bendit_1699248_3234.html).Niemal równocześnie z wywiadem z Cohn-Bendidem pojawił się apel kilkudziesięciu europejskich osobistości o ratowanie strefy euro przez reformy typu federalistycznego. Inicjatorem apelu jest były doradca François Mitterranda – Jacques Attali, a wśród sygnatariuszy sporo figur ważnych na europejskiej szachownicy. Główna myśl analizy: praprzyczyną kryzysu jest zbudowanie unii monetarnej bez odpowiadających jej unii gospodarczej, fiskalnej i budżetowej. Główny wniosek: ratunkiem jest federalizm. Lektura obowiązkowa, zarówno dla zwolenników, jak i dla przeciwników proponowanych tu rozwiązań: http://www.eurofederation.eu/

Blog Bogusława Sonika, 17 maja 2012

Grecja: w stronę nowych wyborów. Czy w stronę opuszczenia...

Wybory parlamentarne w Grecji, odbywające się w dniu drugiej tury francuskich wyborów prezydenckich, przyniosły takie rozdrobnienie parlamentu, że nie ma sposobu na znalezienie jakiejkolwiek większości parlamentarnej. Powierzenie misji sformowania rządu kolejno trzem największym partiom (Nowej Demokracji Antonisa Samarasa, partii Syriza Alexisa Tsiprasa oraz PASOK-owi Evangelosa Vanizelosa) zakończyło się, zgodne z przewidywaniami, potrójnym niepowodzeniem. Wiele wskazuje, że zapowiedziane na niedzielę (13 maja) spotkanie ostatniej szansy liderów tych trzech partii u prezydenta Karolusa Papouliasa także nie przyniesie sukcesu. A wtedy będą nowe wybory.„L’Express” szkicuje polityczne portrety liderów sześciu najważniejszych partii (http://www.lexpress.fr/actualite/monde/europe/grece-les-visages-de-la-crise-politique_1113394.html). Scena polityczna jest nie tylko rozdrobniona, jest także głęboko podzielona. Wynika stąd, że nowe wybory mogą nie zwiększyć znacząco szans na wyjście z kryzysu politycznego.A, jak wiemy, kryzys polityczny w Grecji nastąpił na tle kryzysu gospodarczego bez precedensu. Unia przyszła Grecji z pomocą, ale pod warunkiem wdrożenia przez Ateny drastycznego planu oszczędnościowego. I właśnie o stosunek do tego planu toczyła się wśród Greków zażarta debata podczas kampanii wyborczej. Zwycięzcą (relatywnym) wyborów okazał się przywódca radykalnie lewicowej partii Syriza Alexis Tsipras. Jego sylwetkę kreśli „Le Monde”. Wyłania się z tego obrazu przywódca polityczny o rysach populisty i radykała, opowiadający się za odrzuceniem kuracji gospodarczej wymuszonej przez UE i MFW. Dziennik cytuje słowa Tsiprasa, skierowane do jego wyborców: „Poprzez wasze głosy wyborcy greccy dali mandat nowej erze dla naszego kraju, w której solidarność i sprawiedliwość zastąpią barbarzyńskie środki planu ratunkowego” (http://www.lemonde.fr/europe/article/2012/05/08/grece-alexis-tsipras-le-deuxieme-homme_1698029_3214.html). Pytanie, jak pogodzić ewidentny bunt wyborców, z koniecznością ratowania gospodarki to kwadratura koła. Jej rozwiązaniem byłoby, być może, wyjście Grecji ze strefy euro, o czym mówi się coraz głośniej. Na dowód przytoczmy głos osobistości miarodajnej dla tych polityków europejskich, którzy stoją na stanowisku: nie ma sojalu bez naprawienia finansów publicznych. Wolfgang Schäuble, niemiecki minister finansów udzielił kilka dni temu wywiadu niemieckiej gazecie „Reinische Post”, który narobił dużo hałasu. Streszczają go „Les Echos”: „Podczas kiedy Grecja wchodzi w nowa fazę turbulencji politycznych i ekonomicznych, powraca kwestia jej przyszłości w strefie euro. (...) niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble uważa, że strefa euro może przetrzymać wyjście Grecji”. Dalej gazeta przytacza słowa niemieckiego ministra, którymi uzasadnił te opinię: „Wiele nauczyliśmy się przez ostatnie dwa lata i stworzyliśmy mechanizmy ochronne. Niebezpieczeństwo rozlania się kryzysu na inne kraje strefy stało się mniejsze, a strefa jako całość stała się bardziej odporna” (http://www.lesechos.fr/economie-politique/monde/actu/0202057475521-pour-schauble-la-zone-euro-peut-supporter-une-sortie-de-la-grece-322300.php).

Blog Bogusława Sonika, 14 maja 2012

Unia po zwycięstwie Hollande'a

François Hollande zostanie następcą Nicolasa Sarozy’ego jako prezydent Francji, co nie jest wielkim zaskoczeniem. Raczej, w świetle bardzo niekorzystnych przedwyborczych sondaży dla ustępującego prezydenta, zaskoczeniem są niewielkie rozmiary jego porażki.Zwycięstwo Hollande’a odbiło się szerokim echem w Europie i być może spowoduje efekt domina w postaci sukcesów wyborczych partii socjalistycznych w innych krajach. Rezonans zwycięstwa Hollande’a na dziś jest wielki z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że rola Francji w Unii jest szczególna, po drugie dlatego, że prezydent-elekt złożył w czasie kampanii wyborczej pewną liczbę propozycji odnoszących się do gospodarczego wymiaru działania Unii. Najważniejszą z nich był postulat renegocjowania paktu budżetowego, narzucającego państwom-sygnatariuszom dyscyplinę ich krajowych budżetów.Pierwszym przeciwnikiem tych postulatów – i to przeciwnikiem wagi ciężkiej – są, naturalnie, Niemcy. Pisze o tym „Le Figaro”: „Pani kanclerz potwierdziła w ten poniedziałek, że chce postawić granice woli François Hollande’a uzupełnienia paktu budżetowego o postanowienia mające ożywić wzrost gospodarczy. >>Pakt budżetowy nie jest negocjowalny. (...) Nie można wszystkiego renegocjować po każdych wyborach<<, w przeciwnym razie >>Unia nie mogłaby funkcjonować<<, oceniła Angela Merkel podczas konferencji prasowej” (http://www.lefigaro.fr/conjoncture/2012/05/07/20002-20120507ARTFIG00581-merkel-s-oppose-a-hollande-sur-le-pacte-budgetaire.php). Dziennik dodaje, że pani kanclerz nie sprzeciwia się opracowaniu i podpisaniu osobnego paktu na rzecz wzrostu.Obawy konserwatystów po wyborze Hollande’a łagodzi Jacques Attali w „L’Express”. Dawny doradca prezydenta Mitterranda uważa, że dwa najważniejsze przekonania polityczne Hollande’a to sprawiedliwość społeczna i integracja Unii Europejskiej. Attali tłumaczy, że domaganie się korekty paktu budżetowego w istocie nie jest groźne, bo Hollande jest zwolennikiem Europy federalnej, więc nie zrobi niczego, co by podważało tę perspektywę. W konkluzji Jacques Attali pisze: „Testem dla jego prezydenckiego mandatu będzie znalezienie spójności pomiędzy trzema koniecznościami: redukcji długu publicznego, sprawiedliwości społecznej i integracji europejskiej. Jeśli mu się nie uda, w 2017 r. waluta euro nie będzie istnieć, a nasz poziom życia obniży się o jedną trzecią. Jeśli osiągnie sukces (a wierzę, że może go osiągnąć), Francja za 5 lat będzie w awangardzie budowy Europy federalnej, o której wszelako nikt nie ośmielił się mówić w tej kampanii. Nie pierwszy raz François Hollande zaskoczyłby nas” (http://www.lexpress.fr/actualite/politique/francois-hollande-ou-la-preuve-par-l-europe-par-jacques-attali_1111798.html).

Blog Bogusława Sonika, 9 maja 2012

Unia i bojkot Ukrainy

Zapowiedziany przez wielu przywódców europejskich (w tym liderów Unii) polityczny bojkot tej części mistrzostw Europy w piłce nożnej, która odbędzie się na Ukrainie, wywołał wiele komentarzy. „Le Monde” podkreśla, że bojkot ogłoszony przez Komisję Europejską, jest dla niej ambarasujący o tyle, iż Komisja karząc Ukrainę, nie chciałaby przy tym ukarać Polski. Dziennik zwraca też uwagę na aspekt geopolityczny problemu, pisząc: „W oczywisty sposób [teraz] relacje Kijowa z Brukselą jeszcze się pogorszą. W październiku 2011 wizyta prezydenta Janukowycza w stolicy Belgii została przełożona >>na późniejszy termin<< w związku z wyrokiem wydanym na Julię Tymoszenko. Porozumienie w sprawie wolnego handlu zawarte w marcu jest [w związku z obecną sytuacją] w niebezpieczeństwie. Moskwa, która próbuje sprzyjać orientacji wschodniej Ukrainy i przekonać jej przywódców, aby zbliżyli się do unii celnej z Kazachstanem i Białorusią, spogląda na tę ewolucję [stosunków z Zachodem] przychylnym okiem” (http://www.lemonde.fr/europe/article/2012/05/03/les-commissaires-europeens-n-iront-pas-en-ukraine-pour-l-euro_1695585_3214.html).Z kolei „Le Point” kładzie akcent na gest Julii Tymoszenko (protestacyjną głodówkę) pisząc, że okazał się on bombą podłożoną pod Euro 2012, mające być wizytówką Ukrainy, a które prawdopodobnie stanie się jej wielką międzynarodowa kompromitacją. „Le Point”: „>>Władze nie wiedzą, jak się zachować<< przyznaje źródło bliskie urzędowi prezydenta. >>Nikt się nie spodziewał, że Niemcy wywołają taki krzyk protestu<<, dodaje to źródło, a jak wiadomo nieoficjalnie Kijów widzi w Berlinie głównego inspiratora bojkotu. Zdaniem wpływowego ukraińskiego doradcy w sprawach komunikacji społecznej, opozycja wygrała tę bitwę. >>Ekipa biurokratów Janukowycza, mało doświadczona w zachodnich wojnach propagandowych, nie może dorównać skuteczności Tymoszenko, która wykorzystuje media międzynarodowe i kontakty swojej partii na w stolicach Unii Europejskiej<<, podnosi ów zastrzegający anonimowość doradca” (http://www.lepoint.fr/monde/affaire-timochenko-un-desastre-pour-l-ukraine-avant-l-euro-2012-04-05-2012-1458015_24.php).

Blog Bogusława Sonika, 6 maja 2012

Hollande - pakt budżetowy - polityka

Wynik wyborów prezydenckich we Francji zajmuje liderów Unii Europejskiej – jeszcze przed ostatecznym rozstrzygnięciem (6 maja). Najwyraźniej w tych kręgach traktuje się zwycięstwo Francois Hollande’a jako całkiem prawdopodobne. Jednym z problemów, które by się z tym wiązały, jest jego zgłoszona w kampanii wyborczej propozycja renegocjowania paktu budżetowego. Konkurent Hollande’a do Pałacu Elizejskiego, Nicolas Sarkozy, nie zostawia na tej propozycji suchej nitki. Ale i ci, którzy z Hollandem o nic nie konkurują, mają obawy o skutki tej propozycji, gdyby rzeczywiście kandydat socjalistów został prezydentem.W tym kontekście warto zwrócić uwagę na niedawną wypowiedź szefa Europejskiego Banku Centralnego, Mario Draghi’ego, który oświadczył w środę (25 kwietnia), że Unia potrzebuje teraz, po ustanowieniu reguł dyscypliny budżetowej, energicznych działań na rzecz stymulowania wzrostu gospodarczego. W tym celu należałoby, powiedział Draghi, ustanowić „pakt wzrostu”. To, naturalnie natychmiast podchwycił Hollande, jako wyraz poparcia dla swojego stanowiska. Pisze o tym „Le Nouvel Observateur” w swoim wydaniu internetowym, zwracając jednak uwagę, że pozycja nie jest identyczna z pozycją Hollande’a. Podstawowa różnica polega na tym, że Hollande domaga się renegocjowania paktu budżetowego, podczas gdy Draghi mówi, że trzeba dokończyć proces jego ratyfikacji, po czym dopiero opracować osobny akt prawny na temat stymulowania wzrostu (http://tempsreel.nouvelobs.com/economie/20120425.REU4900/francois-hollande-salue-les-propos-de-la-bce-sur-la-croissance.html)Sam Hollande niedawno uściślił swoją zapowiedź z kampanii wyborczej, ogłaszając, że zaraz po wyborze na urząd prezydenta wyśle do państw-sygnatariuszy paktu memorandum w tej sprawie. Memorandum będzie zawierać konkretne propozycje, które miałyby zostać dopisane do obecnego paktu i dopiero w takim kształcie, ratyfikowane. Najważniejszą z nich jest ustanowienie euro-obligacji. Nie jest to temat, co do którego w Unii panuje zgoda. Według „Bourcier.com” to „oznaczałoby pewnego rodzaju centralizację refinansowania długu publicznego krajów zadłużonych-członków strefy euro poprzez nowy produkt finansowy mający gwarancje całej strefy. A zatem, ci, którzy najlepiej się prowadzą [i mogą najtaniej refinansować swój dług na rynku], płaciliby więcej niż obecnie ...” (http://www.boursier.com/actualites/economie/francois-hollande-adressera-un-memorandum-aux-chefs-d-etat-pour-renegocier-le-traite-europeen-14592.html).W końcu warto odnotować, że bliski współpracownik François Hollande’a, Jean-Louis Bianco uczestniczył 26 kwietnia (w czwartek) w kolokwium w Berlinie z udziałem m.in. oraz posła do Bundestagu Johanna Wadephula z rządzącej CDU oraz sekretarza stanu w niemieckim MSZ Michaela Linka. Wymiana zdań była tu o tyle istotna, że można ją – twierdzi „Le Monde” – interpretować jako relatywnie przychylną odpowiedź Berlina na stanowisko Hollande’a w sprawie paktu budżetowego. Relatywnie przychylną, bo z czterech punktów zapowiadanego przez Hollande’a memorandum rząd niemiecki sprzeciwia się tylko euro-obligacjom. Pozostałe propozycje - podwyższenie kapitału Europejskiego Banku Inwestycyjnego, użycie wszystkich niewykorzystanych unijnych funduszy strukturalnych dla pobudzenia inwestycji oraz podatek od operacji finansowych – Angela Merkel przyjmuje. Stąd uspokajający ton paryskiego dziennika, mimo że w tekście pisze się również, że pani kanclerz twardo domaga się dokończenia procesu ratyfikacji paktu.: „W przypadku zwycięstwa François Hollande’a nie powinno dojść do zderzenia z Niemcami” (http://www.lemonde.fr/europe/article/2012/04/27/croissance-les-reponses-de-berlin-aux-demandes-de-hollande_1692332_3214.html).

Blog Bogusława Sonika, 2 maja 2012

Kryzys polityczny w Holandii, niepewność we Francji

Upadek rządu holenderskiego stał się nowym powodem do zmartwień dla zwolenników projektu europejskiego. Z dwóch racji. Po pierwsze, z powodu skomplikowania sytuacji gospodarczej w strefie euro. Po drugie, z powodu roli, jaką w tym kryzysie odegrała radykalna prawica Geerta Wildersa.Upadek rządu w następstwie niemożności porozumienia się partnerów koalicyjnych co do oszczędności budżetowych jest groźnym memento dla strefy euro, w sytuacji gdy niedawno podpisano pakt budżetowy. Dodatkowym aspektem jest to, że Holandia długo wydawała się ekonomicznym prymusem, i długo udzielała innym lekcji odpowiedzialnego zachowania. I oto teraz, kiedy jej przewidywany deficyt na przyszły rok (4,5 proc. PKB) znacznie przekroczył dopuszczalny limit (3 proc.) i kiedy trzeba przykładnie zacisnąć pasa, okazuje się, że takiej operacji nie da się – z powodów politycznych - przeprowadzić. Rola Partii na rzecz Wolności Geerta Wildersa w wywołaniu kryzysu też daje do myślenia. Lider holenderskich populistów nie zgodził się na 14 mld euro cięć budżetowych wysuwając argument, że byłyby one zbyt kosztowne dla podatników. Zapewne jednak raczej kierował się kalkulacją polityczną, wedle której wobec wzrostu poparcia swojej partii i skrajnie lewicowej Partii Socjalistycznej nowe wybory wykreują dla niego rolę arbitra w polityce holenderskiej (np. taką rolę spełnił już teraz doprowadzając do upadku rządu).Na wydarzenia w Hadze nerwowo zareagowały rynki: spadek indeksów akcji i (w mniejszym stopniu) obligacji był w poniedziałek (23 kwietnia) powszechny. Opisuje tę reakcję szczegółowo tygodnik „L’Express” (http://www.lexpress.fr/actualites/1/actualite/entre-election-en-france-et-crise-aux-pays-bas-les-marches-s-affolent_1107339.html).Dziennik „Les Echos” wyjaśnia zaś makroekonomiczne przyczyny załamania: „Gospodarka holenderska znalazła się w kleszczach pomiędzy spowolnieniem handlu światowego – podczas gdy eksport jest motorem wzrostu, a anemiczną konsumpcją wewnętrzną – podczas gdy wydatki gospodarstw domowych wypracowują [w Holandii] 45 proc. PKB. To rozjechanie się wskaźników faktycznie pogrążyło gospodarkę Holandii w recesji. Aby ratować sytuację pakiet decyzji [premiera] Marka Rutte’a przewidywał kurację odchudzającą w wysokości 14 mld. euro po to, aby zmniejszyć przyszłoroczny deficyt do 2,8 proc.”( http://www.lesechos.fr/economie-politique/monde/actu/0202026897319-les-pays-bas-en-mauvaise-posture-pour-affronter-une-crise-politique-315778.php).Sytuacja w Holandii nie jest jedynym zmartwieniem zwolenników projektu europejskiego. Także wynik pierwszej tury wyborów we Francji jest dla nich niepokojący. Jedni martwią się prawdopodobną nerwową reakcją inwestorów na wiadomość o ewentualnym ostatecznym zwycięstwie Françoisa Hollande’a 6 maja. Inni z kolei obawiają się skutków zadomowienia się na dobre na francuskiej scenie politycznej Marine Le Pen i jej Frontu Narodowego. „Le Monde” przytacza cały szereg krytycznych reakcji liderów politycznych w Brukseli i Strasburgu na niedzielny sukces liderki skrajnej prawicy, którzy podkreślają mocno antyeuropejski charakter programu tej partii (http://www.lemonde.fr/election-presidentielle-2012/article/2012/04/24/bruxelles-s-inquiete-de-la-montee-d-un-populisme-anti-europeen_1690393_1471069.html)

Blog Bogusława Sonika, 27 kwietnia 2012

Co z tym wzrostem, Unio?

Unia martwi się o wzrost gospodarczy. Martwią się na przykład deputowani do Parlamentu Europejskiego, którzy na ten temat debatowali na środowym (18 kwietnia) posiedzeniu. Mają rację, bo według najnowszych prognoz w tym roku PKB w strefie euro skurczy się o 0,3 proc, a w przyszłym nastąpi wzrost zaledwie o 0,9 proc. (http://www.latribune.fr/actualites/economie/international/20120417trib000693989/le-fmi-retrouve-un-peu-d-optimisme-pour-la-croissance-mondiale.html). Bezpośrednim powodem powrotu obaw jest sytuacja gospodarcza Hiszpanii, a najważniejszym objawem choroby wzrost oprocentowania hiszpańskich obligacji. Powodem pośrednim, ale bardzo poważnym, negatywne dla wzrostu skutki przywracania równowagi budżetowej – która to polityka zyskała dodatkowy argument w postaci podpisanego na początku marca tzw. paktu budżetowego. Powiada się dość powszechnie, że drastyczne oszczędności opóźnią wychodzenie z recesji – nie bez racji. Pisze o tym dziennik „Les Echos” zwracając uwagę, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie jest zadowolony ze sposobu przywracania tej równowagi w Unii. MFW obawia się, że Francja, Włochy i Hiszpania nie zdołają wypełnić przyjętych zobowiązań w zakresie ścinania deficytu i będą musiały przyjąć dodatkowe plany oszczędnościowe. Dziennik akcentuje niedawne oświadczenie rządu włoskiego, który wycofał się ze zobowiązania powrotu do równowagi budżetowej w roku 2013, przesuwając ten cel o 1 rok. Wszystkie te sygnały tworzą klimat niepewności i obaw. „Les Echos”: „Obawa przed rozprzestrzenieniem się kryzysu długu suwerennego ustępuje miejsca obawie przed rozprzestrzenieniem się recesji, z powodu drastycznych decyzji, które muszą przedsięwziąć dwie wielkie gospodarki południowej Europy [Hiszpania i Włochy] dla ratowania ich finansów publicznych. W rzeczywistości, kto by nie został zwycięzcą wyborów prezydenckich we Francji, będzie musiał energicznie gardłować za wzmocnieniem strony wzrostowej w programach europejskich. Bo zwiększa się przepaść pomiędzy Europą Północną (szczególnie Niemcami), która już nie odczuwa żadnych skutków kryzysu, i wydaje jej się, że jest na kryzys odporna, bo w razie czego uruchomi MES [system stabilizacji finansowej, wchodzący w życie 1 lipca], a Europą Południową, w której decyzje oszczędnościowe przyspieszają, na krótką metę, recesję” (Croissance: l’Europe à court d’idées sur la relance de l’économie, 19.04.2012). Podobne obawy wyraża, nawet bardziej otwarcie, George Soros, amerykański miliarder i filantrop węgierskiego pochodzenia. W wywiadzie dla „Le Monde” mówi bardzo krytycznie o polityce Unii wobec kryzysu. Nie podważając polityki przywracania równowagi finansów publicznych, Soros powiada, że jest ona niedostateczna, ponieważ prowadzi do recesji. Nadto wymienia Niemcy jako najbardziej odpowiedzialne za doprowadzenie do obecnej sytuacji. Soros: ”Problem leży w Niemczech, ponieważ [ich] opinia publiczna ma zaufanie do Bundesbanku. Niemiecki bank centralny jest przykładem jednego z największych sukcesów tego kraju, ponieważ umożliwił mu posiadanie silnej waluty [w przeszłości]. [Dzisiaj] Bundesbank dominuje politykę europejską, ale prowadzi działania dobre dla Niemiec, nie dla Europy. Ponieważ Niemcy są krajem kwitnącym, są z tego powodu beneficjentem kryzysu euro, niskiego kursu euro w stosunku do siły swojej gospodarki, niskich stóp procentowych dla kredytowania swojego długu” (http://www.lemonde.fr/economie/article/2012/04/18/pour-george-soros-les-dirigeants-europeens-menent-l-europe-a-sa-perte_1687103_3234.html).

Blog Bogusława Sonika, 23. kwietnia 2012

Co z tym wzrostem, Unio?

Unia martwi się o wzrost gospodarczy. Martwią się na przykład deputowani do Parlamentu Europejskiego, którzy na ten temat debatowali na środowym (18 kwietnia) posiedzeniu. Mają rację, bo według najnowszych prognoz w tym roku PKB w strefie euro skurczy się o 0,3 proc, a w przyszłym nastąpi wzrost zaledwie o 0,9 proc. (http://www.latribune.fr/actualites/economie/international/20120417trib000693989/le-fmi-retrouve-un-peu-d-optimisme-pour-la-croissance-mondiale.html).Bezpośrednim powodem powrotu obaw jest sytuacja gospodarcza Hiszpanii, a najważniejszym objawem choroby wzrost oprocentowania hiszpańskich obligacji. Powodem pośrednim, ale bardzo poważnym, negatywne dla wzrostu skutki przywracania równowagi budżetowej – która to polityka zyskała dodatkowy argument w postaci podpisanego na początku marca tzw. paktu budżetowego. Powiada się dość powszechnie, że drastyczne oszczędności opóźnią wychodzenie z recesji – nie bez racji. Pisze o tym dziennik „Les Echos” zwracając uwagę, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie jest zadowolony ze sposobu przywracania tej równowagi w Unii. MFW obawia się, że Francja, Włochy i Hiszpania nie zdołają wypełnić przyjętych zobowiązań w zakresie ścinania deficytu i będą musiały przyjąć dodatkowe plany oszczędnościowe. Dziennik akcentuje niedawne oświadczenie rządu włoskiego, który wycofał się ze zobowiązania powrotu do równowagi budżetowej w roku 2013, przesuwając ten cel o 1 rok. Wszystkie te sygnały tworzą klimat niepewności i obaw. „Les Echos”: „Obawa przed rozprzestrzenieniem się kryzysu długu suwerennego ustępuje miejsca obawie przed rozprzestrzenieniem się recesji, z powodu drastycznych decyzji, które muszą przedsięwziąć dwie wielkie gospodarki południowej Europy [Hiszpania i Włochy] dla ratowania ich finansów publicznych. W rzeczywistości, kto by nie został zwycięzcą wyborów prezydenckich we Francji, będzie musiał energicznie gardłować za wzmocnieniem strony wzrostowej w programach europejskich. Bo zwiększa się przepaść pomiędzy Europą Północną (szczególnie Niemcami), która już nie odczuwa żadnych skutków kryzysu, i wydaje jej się, że jest na kryzys odporna, bo w razie czego uruchomi MES [system stabilizacji finansowej, wchodzący w życie 1 lipca], a Europą Południową, w której decyzje oszczędnościowe przyspieszają, na krótką metę, recesję” (Croissance: l’Europe à court d’idées sur la relance de l’économie, 19.04.2012).Podobne obawy wyraża, nawet bardziej otwarcie, George Soros, amerykański miliarder i filantrop węgierskiego pochodzenia. W wywiadzie dla „Le Monde” mówi bardzo krytycznie o polityce Unii wobec kryzysu. Nie podważając polityki przywracania równowagi finansów publicznych, Soros powiada, że jest ona niedostateczna, ponieważ prowadzi do recesji. Nadto wymienia Niemcy jako najbardziej odpowiedzialne za doprowadzenie do obecnej sytuacji. Soros: ”Problem leży w Niemczech, ponieważ [ich] opinia publiczna ma zaufanie do Bundesbanku. Niemiecki bank centralny jest przykładem jednego z największych sukcesów tego kraju, ponieważ umożliwił mu posiadanie silnej waluty [w przeszłości]. [Dzisiaj] Bundesbank dominuje politykę europejską, ale prowadzi działania dobre dla Niemiec, nie dla Europy. Ponieważ Niemcy są krajem kwitnącym, są z tego powodu beneficjentem kryzysu euro, niskiego kursu euro w stosunku do siły swojej gospodarki, niskich stóp procentowych dla kredytowania swojego długu” (http://www.lemonde.fr/economie/article/2012/04/18/pour-george-soros-les-dirigeants-europeens-menent-l-europe-a-sa-perte_1687103_3234.html).

Blog Bogusława Sonika, 23 kwietnia 2012