Artykuły

Rumunia: nowy chory człowiek Europy?

Sekwencja  wydarzeń w polityce rumuńskiej, poczynając od kwietnia, coraz bardziej niepokoi Unię. Przypomnijmy podstawowe fakty. Pod koniec kwietnia następuje zmiana większości parlamentarnej, w konsekwencji czego centro-prawicową koalicję rządzącą zastępuje koalicja centro-lewicowa, Unia Socjal-Liberalna, a premierem zostaje szef Partii Socjal-Demokratycznej, Victor Ponta. Prezydentem jest wtedy, ciągle jeszcze, Traian Basescu, przedstawiciel centro-prawicy. Wkrótce nowa większość parlamentarna uruchamia procedurę odwołania prezydenta, przewidzianą na okoliczność zdarzeń nadzwyczajnych, m.in. ciężkiego pogwałcenia przez głowę państwa konstytucji. Parlament składa z urzędu prezydenta, a jego miejsce zajmuje nowy przewodniczący Senatu, Crin Antonescu. Decyzja o złożeniu z urzędu prezydenta musi być jeszcze potwierdzona przez referendum, które odbędzie się 29 lipca. Dotąd wszystko dokonuje się legalnie, ale opozycja bije na alarm, że przygotowywane jest coś na kształt legalnego zamachu stanu. Dlaczego? Bo nowa większość parlamentarna – niezależnie od nieprzekonującego uzasadnienia decyzji o odsunięciu Besescu - bardzo szybko po utworzeniu rządu  przeprowadza czystkę na wielu kluczowych stanowiskach i ustanawia nowe reguły. W ten sposób – powiada opozycja - USL zmierza do monopolu władzy. Czystka dotyczy przewodniczących obu izb parlamentu (obaj reprezentowali poprzednią centro-prawicową większość), rzecznika praw obywatelskich, kierownictwa Rumuńskiego Instytutu Kulturalnego, telewizji publicznej i archiwów państwowych. Zaś nowe reguły to uszczuplenie uprawnień Sądu Konstytucyjnego oraz zmiana zasad referendum. Ta ostatnia dokonana zostaje dekretem rządu, co samo w sobie jest wątpliwe z prawnego punktu widzenia. W każdym razie odtąd wynik referendum będzie wiążący niezależnie od ilości głosujących (od 2010 roku obowiązywała zasada, że w głosowaniu musi wziąć udział przynajmniej połowa uprawnionych). Sąd Konstytucyjny unieważnił wspomniany dekret, ale rząd upiera się, że dekret jest, mimo to, ważny. Na tle tej sekwencji wydarzeń doszło w miniony czwartek do wizyty szefa rumuńskiego rządu w Brukseli dla złożenia wyjaśnień. Jak pisze „Agence Europe”, te wyjaśnienia były mało satysfakcjonujące dla przedstawicieli Unii: „Naszą troską, powiedział Herman Van Rompuy, jest upewnić się >>co do respektowania konstytucji rumuńskiej - tak co do litery, jak i co do jej ducha<<. Po spotkaniu z Victorem Pontą Hermann Van Rompuy nakłaniał swojego gościa do zastosowania >>wszystkich zaleceń<< Komisji i do wejścia w >>konstruktywny dialog<< z nią. Przypominając >>swój głęboki niepokój<< przewodniczący Rady powiedział, że ufa w to, że >>rząd rumuński jest w pełni świadomy wagi stawki, o jaką chodzi<< (Victor Ponta sous pression à Bruxelles, 13.07.2012). W języku dyplomacji znaczy to, że przewodniczący Rady obawia się, że rząd rumuński nie jest tej stawki świadomy. Tymczasem w Rumunii tymczasowy prezydent wygłosił oświadczenie, w którym stanowczo odrzuca presję zagranicy w sprawach wewnętrznych swojego kraju, o czym informuje „Le Nouvel Observateur” (http://tempsreel.nouvelobs.com/monde/20120713.AFP2762/roumanie-le-president-interimaire-rejette-tout-ordre-de-l-etranger.html). Jak z tego wynika, jeśli by chcieć utrzymać się w ryzach języka dyplomacji, trzeba byłoby powiedzieć, że „konstruktywny dialog” Bukaresztu z Brukselą, do którego namawia Van Rompuy, będzie  najeżony trudnościami.

Blog Bogusława Sonika, 16 lipca 2012

Ratowanie Euro

W poniedziałek  zebrali się w Brukseli ministrowie finansów strefy euro. Cel – jak zwykle od wielu miesięcy, a nawet od kilku lat – ratowanie strefy euro i waluty euro. Chociaż słychać ostatnio o ekspertyzach zakładających wyjście jednego państwa ze strefy, albo nawet w ogóle powrót do narodowych walut wszystkich uczestników unii walutowej, oficjalnie wciąż jeszcze obowiązuje polityka ratowania strefy i wspólnego pieniądza dla wszystkich siedemnastu jej członków. Artykuł publikowany przed spotkaniem ministrów przez „Les Echos” zdaje sprawę ze skali czekających ich trudności. „Uzgodnić warunki pomocy dla banków hiszpańskich, przeanalizować stan finansów Grecji i Cypru, wpisać bezpośrednie refinansowanie banków w działanie Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjny, sprawdzić, co każdy rozumie pod pojęciem unii bankowej – kalendarz ministrów finansów strefy euro, którzy zebrali się wczoraj w Brukseli, jest tak napięty, że wszyscy z góry zapowiedzieli, że nie będzie spektakularnej decyzji”. Dziennik wspomina następnie o problemie personalnym: sporze o obsadę stanowiska szefa euro-grupy (obecnie funkcję tę premier i minister finansów Luksemburga, Jean-Claude Juncker, ale kończy się jego kadencja), a dalej o znowu wysokim oprocentowaniu obligacji hiszpańskich, o trudnościach w dojściu do porozumienia co do zasad bezpośredniego refinansowania banków hiszpańskich przez Europejski Mechanizm Stabilizacyjny. A konkluduje na minorowa nutę: „Otóż w miarę upływającego czasu wzmaga się pokusa łagodniejszego zdefiniowania reguł [pomocy dla Hiszpanii w zamian za zintegrowany nadzór bankowy]. Od ministrów oczekuje się więc, aby potwierdzili dziś i jutro zgodną wolę co do koniecznego wykorzystania tych funduszy [MES], aby w razie potrzeby kupować państwowe obligacje i dokapitalizowywać banki” (http://www.lesechos.fr/economie-politique/monde/actu/0202163442081-l-eurogroupe-n-arrive-plus-a-suivre-le-rythme-des-reformes-342321.php). „Le Parisien” opublikował swój artykuł o spotkaniu ministrów już po jego zakończeniu. Znamienne, że po spotkaniu potwierdziły się przewidywania „Les Echos” sprzed spotkania. W szczególności sprawdziły się przewidywania co do złagodzenia rygorów pomocy dla Hiszpanii „Le Parisien” wzmiankuje, że ministrowie zgodzili się, aby Hiszpania ograniczyła deficyt budżetowy do 3 proc. PKB nie w roku 2013, ale w 2014. Z kolei, gdy chodzi o kłopoty z następstwem na stanowisku szefa euro-grupy, dziennik pisze o potencjalnej ciekawej układance personalnej: „Zapytany o krążącą w prasie hipotezę, wedle której przewodnictwo euro-grupy byłoby najpierw powierzone Wolfgangowi Schauble [ministrowi finansów Niemiec], a potem Pierre’owi Moscovici [ministrowi finansów Francji], ten ostatni powiedział, że nie zabiega o to stanowisko”.  (http://www.leparisien.fr/flash-actualite-economie/eurogroupe-premier-versement-a-l-espagne-de-30-milliards-d-euros-a-la-fin-du-mois-10-07-2012-2084451.php)

Blog Bogusława Sonika, 11 lipca 2012

ACTA: Parlament Europejski mówi "nie"

Parlament Europejski postanowił, przygniatającą większością głosów, nie ratyfikować umowy ACTA, podpisanej przez ok. 30 państw (w tym Polskę) i Unię Europejską. Biuletyn „Agence Europe” zdaje sprawę z debaty poprzedzającej głosowanie w PE. Ogromna większość mówców zachęcała do głosowania za nie ratyfikowaniem umowy, a atmosferę na sali obrad oddaje hasło „Hello democracy, Goodbye ACTA”, trzymane przez grupę deputowanych z frakcji „zielonych”. Biuletyn odnotowuje także opinię europejskiego komisarza do spraw handlu, Karela de Guchta, który – jako odpowiedzialny za podpisanie ACTA przez Unię – był najbardziej atakowany przez jej przeciwników, pisząc, że de Gucht „uznał swoją przegraną ledwo-ledwo”. I dalej: „Przypominając znaczenie ACTA dla ochrony praw własności intelektualnej i dla konkurencyjności UE, komisarz do spraw handlu sprecyzował, że podtrzymuje swój wniosek do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości o zbadanie zgodności umowy z prawem wspólnotowym i z Europejską Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Kiedy już będzie dysponować orzeczeniem Trybunału, Komisja wyciągnie z tego wnioski i skonsultuje się z pozostałymi sygnatariuszami ACTA w celu podjęcia nowej inicjatywy dla ochrony praw własności intelektualnej na skalę międzynarodową” (Commerce: ACTA est mort et enterré en Europe, 04.07.2012). „Le Nouvel Observateur” publikuje tekst eurodeputowanej z frakcji socjalistycznej, Françoise Castex, na temat ACTA, oddający wspomnianą wyżej atmosferę w sali obrad parlamentu. Oto najbardziej wymowny jego fragment: „Poprzez to głosowanie Parlament Europejski postawił przywódców Unii wobec takiej oto rzeczywistości: istnienia równowagi władz oraz istnienia europejskiego społeczeństwa obywatelskiego, zorganizowanego przez deputowanych wybranych w głosowaniu powszechnym. Bo – owszem – w naszej tradycji politycznej nie można lekceważyć istnienia równowagi władz. Nie można pogardzać uchwałą Parlamentu Europejskiego i nie można instrumentalizować orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. A jeśli się to robi, podejmuje się pewne ryzyko. Właśnie tak jak członkowie europejskiej egzekutywy, którzy przez jedno słowo, przez jeden tekst legislacyjny, mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności. Oczywiście, Unia nie jest państwem, ani nie ma ustroju parlamentarno-gabinetowego. Ale czy to znaczy, że Komisja powinna ignorować opozycję unii narodów europejskich?” (http://leplus.nouvelobs.com/contribution/585434-le-rejet-d-acta-par-le-parlement-europeen-est-une-victoire-pour-la-democratie.html).

Blog Bogusława Sonika, 9 lipca 2012

Pakt wzrostu - Blog Bogusława Sonika

W miniony czwartek i piątek przywódcy 27 państw Unii debatowali w Brukseli, kolejny raz, na temat sposobów ratowania strefy euro. Podstawowym przedmiotem sporu przed szczytem był sławetny „pakt wzrostu” – pomysł François Hollande’a, którego korzenie tkwią jeszcze w jego kampanii wyborczej. Kampania była zwycięska, więc po objęciu prezydentury Hollande musiał jakoś spełnić swoją obietnicę, która brzmiała: trzeba renegocjować „pakt budżetowy” (podpisany w marcu, nakładający na państwa-sygnatariuszy zobowiązanie do ograniczenia długu publicznego i deficytu budżetowego oraz dający Unii uprawnienia kontrolne w tym zakresie). Efektem czwartkowo-piątkowego szczytu jest uchwalenie zupełnie nowego dokumentu nazwanego „paktem wzrostu”, który jest pewnego rodzaju uzupełnieniem „paktu budżetowego”, ratyfikowanego już przez większość z 25 państw-sygnatariuszy (w piątek ratyfikowały go, podobnie jak ustanowienie Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego, obie izby niemieckiego parlamentu). François Hollande, mimo to, przedstawiał w piątek zgodę Unii na „pakt wzrostu” jako spełnienie swojej wyborczej obietnicy. „Sztuka odpowiedniego prezentowania spraw ...” – spuentował stanowisko Hollande’a , skądinąd sprzyjający mu, „Le Monde” (http://www.lemonde.fr/politique/article/2012/06/29/francois-hollande-met-en-avant-son-role-dans-l-accord-europeen_1727270_823448.html). „Pakt wzrostu” oznacza po prostu zgodę na uruchomienie funduszy europejskich z przeznaczeniem na pro-wzrostowe inwestycje. „Pakt” to 120 mld euro, które mają pochodzić ze zwiększenia kapitałów Europejskiego Banku Inwestycyjnego (60 mld), z innego zagospodarowania niewykorzystanych funduszy strukturalnych (55 mld) oraz z nowych obligacji europejskich (nie mylić z euro-obligacjami, co do których wciąż nie ma porozumienia) dla finansowania inwestycji infrastrukturalnych w dziedzinie transportu i energii. Według „Le Parisien” „pakt wzrostu” jest przedsięwzięciem skromnym. „>>To nie jest bardzo konkretna zmiana, tym bardziej że nie zawiera w rzeczywistości nowych wydatków publicznych<<, ocenia Frédérique Cerisier z BNP Paribas. Według niej >>to nie będzie równoważyć efektów aktualnej polityki cięć budżetowych<< i jej bank nie rozważa w związku z tym zmiany swoich prognoz ekonomicznych” (http://www.leparisien.fr/crise-europe/sommet-europeen-le-pacte-de-croissance-signe-au-bout-de-la-nuit-29-06-2012-2070639.php). Wiele mówią reakcje polityków, cytowane przez „L’Express”. Martine Aubry, pierwsza sekretarz rządzącej francuskiej Partii Socjalistycznej: „Po licznych szczytach >>ostatniej szansy<<, których jedynymi rezultatami było dodawanie oszczędności do oszczędności, ten z 28/29 czerwca uderza solidnością odpowiedzi, których dostarczył oraz głębokością przeprowadzonej reorientacji. Wraz z inicjatywą François Hollande’a cel wzrostu gospodarczego został postawiony w samym centrum dyskusji, linie podziału w Europie ruszyły z miejsca, a rezultat tego szczytu jest tego konkretnym dowodem”. Valéry Pécresse, była minister budżetu w rządzie Fillona: „(...) François Hollande podjął ryzyko osłabienia duetu francusko-niemieckiego, a zatem całej Europy, poprzez swoją postawę obliczoną wyłącznie na efekt wyborów, a także ociąganie się w działaniu. Jest odpowiedzialny za miejsce w, w którym znajduje się Europa od 6 miesięcy, a recykling funduszy europejskich, pompatycznie nazywany >>programem wzrostu<<, nie może mu służyć za wymówkę” (http://www.lexpress.fr/actualite/politique/reactions-politiques-aux-resultats-du-sommet-de-bruxelles_1132612.html).

Blog Bogusława Sonika, 2. lipca 2012

Strefa euro bez Grecji?

Po powtórzonych wyborach w Grecji wiemy już, że Grecy opowiedzieli się za tym, żeby nie wychodzić ze strefy euro. Nie wiemy, na ile są zdeterminowani, żeby wywiązać się ze zobowiązań zaciągniętych wobec wierzycieli. Ten drugi aspekt podnosi Ferdinando Riccardi w biuletynie „Agence Europe”, a jego opinia jest jednoznaczna: Grecja musi opuścić unię monetarną. „Czuję się osamotniony pisząc ciągle, że Grecja będzie musiała w najbliższych miesiącach opuścić strefę euro. Jest w modzie wierzyć, albo udawać, że się wierzy, że jest ona w stanie respektować przyjęte reguły. Rzecz jasna, instytucje wspólnotowe są zobligowane w oficjalnych wystąpieniach deklarować zaufanie do Grecji, dodając, że musi ona dotrzymać powziętych zobowiązań. A tymczasem wszystko, czego dowiadujemy się z wiarygodnych źródeł, dowodzi, że Grecja nie jest i nie będzie w stanie dotrzymać warunków, które przyjęła, aby pozostać w euro”. Dalej autor pisze, że żadne reformy, które były zapowiedziane nie funkcjonują, że przychody skarbowe za pierwszych 5 miesięcy tego roku są wyraźnie mniejsze od przewidywanych, oraz że nowe dezyderaty greckie dotyczące poluzowania programu naprawczego wywołują zdumienie w Brukseli. Następnie wskazuje, że Unia zdaje się wybierać drogę odsunięcia problemu greckiego po to, aby nie zatruł on owoców najbliższego spotkania na szczycie 28 i 29 czerwca: delegacja EBC, MWF i Komisji Europejskiej, która miała być w Atenach na początku tego tygodnia, przełożyła wizytę, a grecki premier i minister finansów będą nieobecni podczas szczytu brukselskiego z powodów zdrowotnych. W konkluzji Riccardi pisze: „Demagogia jest nieskuteczna. Wobec opisanej wyżej sytuacji, Unia w ogóle, a szczególnie państwa strefy euro powinny pomóc Grecji na wszelkie możliwe sposoby, ale pozostawienie Grecji za wszelką cenę w strefie euro byłoby wyjściem, czysto retorycznym, nieskutecznym i rujnującym dla wspólnej waluty” (Éviter que le problème grec puisse démolir les résultats du Conseil européen, 26.06.2012). Komentarz w tym samym duchu czytamy na stronach „Romandie.com”. Szwajcarska agencja wymienia szczegóły greckiej prośby o zmniejszenie rygorów planu oszczędnościowego: zamrożenie redukcji liczby urzędników, wydłużenie z jednego roku do dwóch lat zasiłków dla bezrobotnych, przesunięcie z roku 2014 na rok 2016 zmniejszenia długu publicznego do 120 proc. PKB. I dalej: „Cytując wewnętrzny raport międzynarodowych wierzycieli, magazyn >>To Vima<< informuje, że 70 tys. urzędników zostało zatrudnionych w 2010 i 2011 roku, co było złamaniem zobowiązań Grecji. Od 2010 roku pomoc w wysokości 347 mld euro – dwie pożyczki: 110 i 130 mld euro oraz anulowanie długów na kwotę 107 mld euro – jaką otrzymała Grecja stanowi odpowiednik 150 proc. jej PKB, co daje 31 tys. euro na każdego Greka. Przedłużenie terminu sanacji gospodarki o dwa lata skutkowałoby koniecznością nowej pożyczki w roku 2015 rzędu 20 mld euro” (http://www.romandie.com/news/n/Zone_euro_une_semaine_cruciale_pour_la_Grece_privee_de_son_premier_ministre73250620120624.asp?). Tymczasem „Le Figaro” wysuwa argument przeciwny: że w obecnym stanie rzeczy ratowanie Grecji będzie mimo wszystko mniej kosztowne niż skutki finansowe rozpadu strefy euro, szacowane dla samych tylko Niemiec na kwotę 86 mld euro z tytułu zaangażowania Niemiec w pomoc unijną dla Grecji. Gdyby zaś uwzględnić zaangażowanie Niemiec w Międzynarodowy Fundusz Walutowy, te koszta wzrosłyby do 100 mld euro (http://www.lefigaro.fr/conjoncture/2012/06/25/20002-20120625ARTFIG00416-un-eclatement-de-la-zone-euro-couterait-cher-a-l-allemagne.php). Czyli tak źle i tak niedobrze.

Blog Bogusława Sonika, 27. czerwca 2012

Grecja (i jej wierzyciele) po wyborach

Dzisiaj (w środę, 20 czerwca) upływa termin wyznaczony przez prezydenta Carolosa Papolulosa, liderowi zwycięskiej Nowej Demokracji, Antonisowi Samarasowi, dla sformowania rządu. Powtórzone w minioną niedzielę wybory parlamentarne przyniosły wyniki na tyle różne od poprzednich, że utworzenie większościowego rządu wydaje się możliwe. Pod warunkiem, że będzie to rząd wielkiej koalicji, obejmującej dwie największe i do niedawna konkurencyjne względem siebie partie: konserwatystów z Nowej Demokracji i socjalistów z PASOK. Rozważane jest wejście do koalicji partii Dimar (umiarkowana lewica) lub tylko udzielania przez te partię rządowi poparcia w parlamencie, ale bez wchodzenia jej przedstawicieli do gabinetu.Podstawową kwestią toczących się w Atenach negocjacji politycznych jest stosunek Grecji do zachodnich wierzycieli. Partnerzy przyszłej koalicji chcą utrzymania Grecji w strefie euro, ale chcą też złagodzenia warunków, na jakich Grecję objęto drugim planem pomocowym. W tym kontekście „Le Monde” przytacza słowa lidera socjalistów, Evangelosa Vanizelosa: „Najważniejszym tematem nie jest skład rządu, ale skład narodowej ekipy negocjacyjnej, która spróbuje jak najlepiej renegocjować porozumienie pożyczkowe [z wierzycielami – przyp. „Le Monde”]. Zmobilizujemy wszystkie nasze kontakty międzynarodowe i całe nasze doświadczenie” (http://www.lemonde.fr/europe/article/2012/06/19/grece-pas-d-accord-de-coalition-en-vue-aujourd-hui_1721027_3214.html). W tej kwestii spierają się też wierzyciele i liderzy Unii Europejskiej. „Euractiv.com” przywołuje twarde stanowisko Angeli Merkel, wyłożone podczas szczytu G-20 w Meksyku: „Żadne odstępstwo od planu reform nie będzie tolerowane, trzeba, żeby Grecja dotrzymała swoich zobowiązań<<, podkreśliła pani Merkel (...)”. Pewien cytowany przez „Euractiv.com” anonimowy funkcjonariusz UE uważa jednak, że pomysł, aby zachować w niezmienionej postaci warunki umowy, wynegocjowane przed drugim planem pomocowym, podczas gdy od tego czasu otoczenie ekonomiczne pogorszyło się, jest nie do utrzymania: „Sytuacja ekonomiczna zmieniła się, przychody fiskalne są mniejsze, rytm wdrażania reform spowolnił, podobnie jak rytm prywatyzacji. Jeśli nie zmodyfikuje się protokołu porozumienia, to wszystko przestanie działać”. (http://www.euractiv.com/fr/services-financiers/angela-merkel-sous-pression-quan-news-513427).Wydaje się, że w Unii przeważa podejście dopuszczające pewne poluzowanie warunków planu pomocowego.

Blog Bogusława Sonika, 20 czerwca 2012

Hollande - Monti: tandem, który wpłynie na panią kanclerz?

W czwartek (14 czerwca) prezydent Francji, François Hollande, spotkał się z włoskim premierem, Mario Montim. Wedle dość powszechnej opinii, po zwycięstwie Hollande’a i wobec niemożności znalezienia wspólnego języka w kwestiach europejskich przez przywódców Francji i Niemiec, francuski szef państwa szuka nowego sojusznika w osobie premiera Włoch.Nie było to wprawdzie nigdzie powiedziane wprost, ale drobne aluzje i półsłówka obu przywódców, a także pani kanclerz i – szczególnie – jej ministra finansów Wolfganga Schauble, potwierdzały, że mamy do czynienia z rodzeniem się nowego układu sił.Jeszcze przed spotkaniem Monti - Hollande biuletyn „Agence Europe” pisał: „Obaj przywódcy mają zbieżne stanowisko w wielu punktach i chcą współpracować w przygotowaniu konkretnej walki z kryzysem oferty dla innych europejskich partnerów”. "Agence Europe" potwierdziła wspólne stanowisko Paryża i Rzymu w kwestii euro-obligacji oraz w kwestii unii bankowej. Natomiast zauważała, że w zakresie pomysłów na ożywienie wzrostu gospodarczego występują pewne rozbieżności: „Obydwaj opowiadają się za koniecznością szybkiego pobudzenia wzrostu gospodarczego jako uzupełnienia dla polityki dyscypliny budżetowej, inaczej niż Niemcy, które stawiają jako warunek wstępny literalne przyjęcie paktu budżetowego. Nie jest wszakże pewne, że ich punkty widzenia są całkowicie zgodne co do konkretnych środków, jakie należy rozważyć. Podczas gdy François Hollande zaleca politykę wzrostu opartą przede wszystkim na popycie i stymulowaną przez wydatki publiczne, włoski premier stawia przede wszystkim na politykę liberalizacji, głównie w sektorze energetycznym i transportowym, walkę z korporatyzmami o i pewną deregulację rynku pracy” (Économie: rencontre Hollande-Monti sous le regard attentif de Berlin, 14.06.2012). Po spotkaniu skomentował je, sympatyzujący z Partią Socjalistyczną, „Le Nouvel Observateur”. Tygodnik wychodzi od stwierdzenia, że po trzech latach kryzysu Unia staje przed zasadniczym wyborem: albo strefa euro się rozpadnie, albo pójdzie drogą federalizmu. „Problemem Europy – pisze „Le Nouvel Observateur” – nie jest Grecja czy Hiszpania, jest nim Europa. To niezdolność przywódców do dogadania się wywołuje nieufność rynków. Jedynym sposobem utrzymania na nogach kulejącej unii monetarnej [czyli strefy euro] to podeprzeć ją tym, czego jej brakuje: aby rządzić gospodarką, potrzebna jest unia polityczna”. W tym kontekście gazeta pisze o spotkaniu Monti – Hollande: „Nad tym [czyli nad unią polityczną] pracuje François Hollande: wczoraj podczas wizyty w Rzymie i podczas spotkań na szczycie w ciągu najbliższych dni. Celem jest większa centralizacja nadzoru nad bankami przez Europejski Bank Centralny i emisja euro-obligacji, czemu sprzeciwia się Berlin. W zamian Hollande zrobiłby krok w kierunku Niemiec, zgadzając się na zwiększenie integracji politycznej. (...) Mario Monti i Hollande są na jednej długości fali w kilku sprawach: co do konieczności ożywienia wzrostu gospodarczego, co do większej integracji, jak również w kwestii >>readaptacji<< zasady ograniczeń deficytu finansów publicznych, która pozwoliłaby nie wliczać do nich inwestycji strategicznych zatwierdzonych przez Unię Europejską. Podczas gdy stosunki francusko-niemieckie jeszcze się pogorszyły wraz z niemiecką krytyką poluzowania francuskiej reformy emerytalnej, Monti, który ma duży kredyt zaufania u Niemców, mógłby być pośrednikiem pomiędzy dwoma głównymi protagonistami w Europie, bez których nic się nie da zrobić”(http://leplus.nouvelobs.com/contribution/571486-le-couple-hollande-monti-contre-l-austerite-de-merkel-vers-un-nouvel-elan-europeen.html).

Blog Bogusława Sonika, 18. czerwca 2012

Hiszpania: pomoc, która niepokoi

W minioną sobotę strefa euro udzieliła Hiszpanii, a ściśle biorąc jej systemowi bankowemu, pomocy finansowej w wysokości 100 mld euro, co ma zapobiec zdegradowaniu się sytuacji ekonomicznej tego kraju do poziomu Grecji. Decyzja o udzieleniu pomocy zapadła szybko, natomiast w samej Hiszpanii podniosły się poważne wątpliwości co do warunków, na jakich została udzielona. „La Voix du Nord” opisuje burzliwe obrady hiszpańskiego parlamentu poświęcone tej kwestii. Opozycja zarzuca rządowi, że przyjąwszy tę pomoc jeszcze bardziej utrudnił warunki życia przeciętnych obywateli, już dotkniętych ostrą polityką oszczędności budżetowych: że odbije się to na emeryturach, rynku pracy i na podatkach pośrednich. Rząd ze swej strony zapewnia, że nic takiego się nie stanie, ponieważ jedyne warunki tej pomocy – udzielonej bankom – dotyczą banków.„La Voix du Nord” przytacza jednak słowa rzecznika europejskiego komisarza do spraw ekonomicznych. Olli Rehna, który „przypomniał w poniedziałek jego rekomendacje, nie figurujące wprawdzie w porozumieniu o przyznaniu pomocy, zawartym w sobotę pomiędzy Eurogrupą a Hiszpanią: >>podatki pośrednie, takie jak VAT, ale także podatek ekologiczny i podatek od bogactwa, to są środki, które należałoby wziąć pod uwagę<<”. O warunkach postawionych Hiszpanii mówił też wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, Joaquin Almunia zwracając uwagę na nadzór „trojki” (Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego) nad wykorzystaniem przyznanej Hiszpanii pomocy. W rezultacie, pisze dziennik, „są powody, aby wzmocnić wahania inwestorów, co pokazuje bardzo niestabilna giełda madrycka” (http://www.lavoixdunord.fr/economie/espagne-polemique-sur-les-conditions-de-l-aide-ia0b0n512508). Tymczasem agencja Moody’s obniżyła właśnie notę ratingową Hiszpanii i to aż o trzy stopnie (z A3 do Baa3) i zagroziła dalszym jej obniżeniem w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Pisze o tym „Le Monde” zwracając uwagę, że Moody’s uczyniła to po dofinansowaniu hiszpańskich banków, a nawet w związku z tym dofinansowaniem: „Agencja wspomniała w komunikacie o planie pomocowym w wysokości 100 mld euro dla hiszpańskiego sektora bankowego, który według niej >>powiększy jeszcze ciężar długu spoczywający na tym kraju<<. (...) Decyzja agencji stanowi srogą karę dla rządu Mariano Rajoya, który odkąd doszedł do władzy w grudniu, zabiegał o to, żeby udowodnić, że Hiszpania poradzi sobie bez pomocy zewnętrznej. Kiedy konserwatysta [Rajoy] doszedł do władzy, nota Hiszpanii w agencji Moody’s była o pięć stopni wyższa i wynosiła A1” (http://www.lemonde.fr/europe/article/2012/06/13/moody-s-abaisse-la-note-de-l-espagne-de-trois-crans_1717972_3214.html). Bije z tych słów satysfakcja gazety związanej z socjalistami, że konserwatywny rząd jest tak źle oceniany przez symbol władzy rynków nad polityką.

Blog Bogusława Sonika, 15 czerwca 2012

Irlandia głosuje "za"

Irlandia w latach 2000 zasłynęła w Unii Europejskiej z tego, że dwukrotnie głosowała w referendach przeciwko unijnym traktatom: najpierw nicejskiemu w 2001 roku, a potem lizbońskiemu w 2008. Zatem zapowiedź, że Irlandia kolejny raz zarządziła u siebie referendum, tym razem w sprawie paktu budżetowego, wywoływała mieszane uczucia. Przeciwnicy paktu, czyli przeciwnicy głębszej integracji europejskiej, dostrzegli w tym szansę na spowolnienie, a może nawet zahamowanie tego procesu. Zwolennicy mieli, kruchą początkowo nadzieję, że Irlandczycy postąpią tym razem inaczej, niż mają w zwyczaju. Otóż w Irlandii juz na klika tygodni przed głosowaniem zanotowano ciekawą tendencję: wyborcy zaczęli bardziej niż dawniej dostrzegać związek pomiędzy utrzymaniem dyscypliny finansów publicznych a szansami wyjścia z kryzysu. Badania opinii publicznej zaczęły pokazywać, że zwycięży „tak”, motywowane często w taki właśnie sposób. Nb. podobne zjawisko obserwujemy obecnie w Grecji, gdzie przed zbliżającymi się przyspieszonymi wyborami (poprzednie były zaledwie 6 maja) wyborcy widzą, że im większe wpływy w społeczeństwie ma Syriza (która zamierza wycofać Grecję z programu oszczędności budżetowych), tym bardziej spada wartość ich oszczędności w bankach. Stąd odwrócenie sie tendencji i większa liczba zainteresowanych w rządach wielkiej koalicji Nowa Demokracja-PASOK. Jak będzie w Grecji, to się dopiero okaże, ale w Irlandii rzeczywiście zwyciężył euro-realizm, co zgodnie podkreślają komentatorzy z prawicy i z lewicy. Dziennik „La Croix” przypomina, że w trakcie kampanii referendalnej rząd irlandzki przestrzegał, iż zwycięstwo „nie” pozbawiłoby Irlandię prawa do ubiegania się o pomoc finansową Unii w ramach Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego, który wchodzi w życie 1 lipca. I dalej: „Irlandia, nazywana dawniej >>celtyckim tygrysem<<, korzysta już od końca 2010 roku z planu ratunkowego MFW i UE w wysokości 85 mld euro, który zobowiązuje ją do przyjęcia polityki oszczędnościowych budżetów”. „La Croix” przytacza głosy polityków irlandzkich i europejskich, którzy wyrażają zadowolenie ze zwycięstwa „tak”, co ma pozwolić na stabilizację gospodarczą i dalszą integrację europejską (http://www.la-croix.com/Actualite/S-informer/Economie/Irlande-victoire-du-oui-au-referendum-sur-le-pacte-budgetaire-Bruxelles-soulagee-_NG_-2012-06-02-813640).„Les Echos” piszą o wyniku referendum irlandzkiego także z perspektywy strategii François Hollande’a. Otóż, jest oczywiste, że ten rezultat nieco miesza szyki nowemu prezydentowi Francji o tyle, że odbiera mu jeden argument w starciu z kanclerz Angelą Merkel. Będzie mu teraz trudniej domagać się poszerzenia paktu budżetowego o rozdział poświęcony pobudzaniu koniunktury gospodarczej. „Les Echos”: „Prezydent François Hollande >>przyjął do wiadomości suwerenny wybór<< dokonany przez Irlandczyków (...) ogłosił w piątek w komunikacie Pałac Elizejski. >>Po południu szef państwa rozmawiał telefonicznie z irlandzkim premierem, Enda Kenny’m. Panowie Hollande i Kenny podkreślili istnienie szerokiego consensusu w Europie co do konieczności pogodzenia dyscypliny budżetowej i polityki wzrostu gospodarczego<<, podkreślił urząd prezydencki” (http://www.lesechos.fr/economie-politique/monde/actu/0202092187619-pacte-budgetaire-l-irlande-dit-yes-329300.php). To, innymi słowy, sposób by mimo wszystko wygrać coś dla swojej linii politycznej z rezultatu, który obiektywnie tę linię osłabia.

Blog Bogusława Sonika, 8 czerwca 2012

Złota era gazu łupkowego

Bogusław Sonik Wykorzystywanie gazu łupkowego jako surowca energetycznego jest mniej szkodliwe niż wykorzystywanie węgla, na którym opiera się polska gospodarka - pisze europoseł PO Od kilku miesięcy na forum Parlamentu Europejskiego trwa bitwa o gaz łupkowy, a dokładnie o to, czy Unia Europejska powinna zaostrzyć regulacje prawne regulujące wydobywanie tego surowca.  Batalia ta szeroko komentowana jest na forum krajowym, z uwagi na to, ze to Polska uznawana jest za „łupkowe eldorado". W przygotowanym prze mnie raporcie dla Komisji Ochrony Środowiska w Parlamencie Europejskim, który po przegłosowaniu będzie oficjalnym stanowiskiem europosłów w tej sprawie, stwierdzam, że eksploatacja gazu łupkowego jest bezpiecznym procesem oraz że niepotrzebne są nowe regulacje europejskie, aby chronić środowisko i zdrowie obywateli. Należy jednak dokonać przeglądu przepisów w krajach, które chcą wydobywać gaz łupkowy. Polskie ustawodawstwo jest pod tym względem bardzo restrykcyjne i trzeba tylko dołożyć starań, aby było egzekwowane. Zasadnicze przesłanie tego raportu brzmi: każdy kraj ma prawo decydować o tym, czy chce wydobywać gaz łupkowy. Jest to zgodne z ekspertyzą, jaką zaprezentowała kilka miesięcy temu Komisja Europejska: przepisy europejskie są wystarczające, jednak należy prowadzić obserwację wydobycia gazu w fazie eksploatacyjnej. Wówczas można się zastanowić, czy coś zmieniać w przepisach. Edukować i informować Zaprezentowane przeze mnie podejście do eksploatacji gazu łupkowego i ropy łupkowej zakłada, że w całym procesie najistotniejsze jest zastosowanie najwyższych standardów, zasad ostrożności i stałego monitoringu oraz prowadzenie ciągle nowych badań. Nie należy zapominać, że kluczowe w całym procesie są konsultacje społeczne oraz akcje informacyjno-edukacyjne, bez których trudno będzie uzyskać akceptację dla prowadzonych działań. Tutaj pojawia się miejsce dla europejskiej, krajowej i lokalnej administracji. Należy społeczeństwo „zapoznać" z tym surowcem. Przedstawić wady i zalety.  Brak kampanii informacyjno-edukacyjnej w tym zakresie powoduje, że przeciwnicy wydobywania gazu łukowego zdobywają coraz więcej swoich zwolenników.  Już dziś powinien funkcjonować oficjalny portal  informacyjny, w którym każdy będzie mógł znaleźć dokumenty, dane statystyczne, opinie na temat tego surowca. Działania takie powinny być podjęte jak najszybciej. Każda działalność gospodarcza, w tym w szczególności związana z przemysłem wydobywczym i energetycznym w mniejszym lub większym stopniu oddziałuje  na środowisko.  O tym nie można zapominać. Wielka szansa Polski Będące w centrum zainteresowania zasoby gazu z łupków znajdujące się na terytorium Polski, są ogromną szansą dla naszego kraju, którą należy rozpatrywać w trzech aspektach: ekonomicznym - realna obniżka cen gazu, ekologicznym - gaz jest jednym z przyjaźniejszych środowisku źródeł energii. I co najważniejsze społecznym - dywersyfikacja źródeł energii powoduje wzrost bezpieczeństwa energetycznego.  Wystarczy przytoczyć tylko kilka danych statystycznych dotyczących stopnia uzależnienia od zewnętrznych dostaw surowców eneregtyczncyh. Oficjalne dane mówią, że konwencjonalne, udokumentowane złoża gazu ziemnego, wynoszą obecnie 92 mld m3 przy rocznej konsumpcji ocenianej na 14 mld m3. Ok. 70 proc. gazu musimy importować, gdyż nasze roczne wydobycie to zaledwie 4,1 mld m3. Z najnowszego  raportu Państwowego Instytutu Geologicznego z marca tego roku wynika, że gazu z łupków może być około 2 bilionów metrów sześciennych, ale najbardziej prawdopodobne zasoby mieszczą się w przedziale od 346 do 768 miliardów metrów sześciennych tego surowca. Chodzi o gaz technicznie wydobywalny. Autorzy dokumentu zwracają uwagę, że przy obecnym zużyciu gazu ziemnego, które rocznie w Polsce wynosi blisko 14 miliardów 400 milionów metrów sześciennych, wystarczy na zaspokojenie potrzeb polskiego rynku na prawie 65 lat. Uzależnieni od Rosji Jak wygląda sytuacja w całej Unii? Największym dostawcą gazu i ropy naftowej do UE jest Rosja - w roku 2000 Rosja zapewniła 13,3 proc. surowców UE, co wzrosło do 18,1 proc. w  roku 2005. W samym roku 2008 Unia Europejska importowała z Rosji 38 proc. gazu ziemnego dostarczanego spoza granic Wspólnoty. Dodatkowo Rosja jest drugim co do wielkości dostawcą węgla. Drugim największym eksporterem ropy i gazu do Unii Europejskiej jest Norwegia. Ważnymi partnerami dla UE w zakresie dostaw surowców energetycznych są kraje Afryki Północnej (gaz ziemny i ropa), a także Arabii Saudyjskiej (ropa ). Widać zatem wyraźne uzależnienie  od dostaw surowców energetycznych z Rosji, bądź z regionów politycznie niestabilnych, co wiąże się z koniecznością dywersyfikacji dostaw, aby nie dopuścić do sytuacji zagrażającej bezpieczeństwu energetycznemu UE. Niestety prognozy dotyczące gospodarki energii UE, Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej, wskazują na wzrost zależności od importu, sięgając 64 proc. w roku 2020 i 67 proc. w roku 2030. A gdzie lobby zwolenników? W batalii o przyszłość gazu łupkowego w Europie ważną rolę odgrywa  Rosja.Pod hasłami ochrony środowiska prorosyjskie lobby dokonuje wszelkich starań, aby  udało się im zablokować wydobycie gazu z łupków. Są skuteczni- Bułgaria zakazała wydobywania gazu z łupków. W bułgarskich mediach pojawiły się informacje, że za ustawą zakazującą szczelinowania hydraulicznego stoi lobby związane z rosyjskim monopolistą w dostawach gazu. Dlaczego brakuje silnego głosu z drugiej strony? Społeczeństwo polskie musi dostać prosty przekaz- gaz z  łupków to szansa na tańszą i przyjazną środowisku energię. Wykorzystywanie gazu łupkowego jako surowca energetycznego  jest mniej szkodliwe niż węgiel, na którym opiera się polska gospodarka. Z kolei eksploatacja nie szkodzi środowisku, dopóki wszelkie normy bezpieczeństwa są dochowywane. Przeciwnicy gazu łupkowego straszą społeczeństwo katastrofami ekologicznymi, w tym głównie zatruciem wody oraz dewastacją krajobrazu. Oba argumenty są nieprawdziwe. Dziś technologia wydobywania gazu łupkowego jest bezpieczna.  Oczywiście pojawiały się nieliczne zagrożenia środowiskowe, do których dochodziło dotąd podczas wierceń, były efektem błędów i zaniedbań pojedynczych osób lub przedsiębiorstw.  Nie znaczy to jednak, ze wydobywanie gazu łupkowego z założenia powoduje degradację środowiska. Przewodnik dla firm 29 maja Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) na konferencji w Londynie przedstawiła wnioski ze swojego specjalnego raportu „Złote zasady na złoty wiek gazu", w którym znajdują się zalecenia dla wydobycia gazu łupkowego. Dzień później, zaprezentowałem wraz autorem raportu IEA dr Fatih Birol w Parlamencie Europejskim główne tezy i założenia tego dokumentu. Świat wchodzi w „złotą erę gazu". Rosnące znaczenie gazu ze złóż niekonwencjonalnych zaowocuje m.in. poważną zmianą sytuacji podmiotów produkujących, eksportujących i importujących gaz. Wnioski z raportu IEA mogą okazać się kluczowe w trakcie debaty nad kształtem raportu Komisji ENVI i nadać kierunek wypracowaniu kompromisowych rozwiązań. Autorzy raportu MAE  zwracają szczególną uwagę na relacje ze społecznościami lokalnymi, na przejrzystość w komunikacji i dostarczaniu informacji, właściwy wybór lokalizacji odwiertu i zbadane geologii obszaru, wdrażanie solidnych zasad dotyczących projektowania, budowy, cementowania i badanie szczelności szybów, stałego monitoringu, ograniczania zużycia wody i środków chemicznych. Doczekaliśmy się rzetelnego i obiektywnego raportu przygotowanego przez niezależną, międzynarodowa agencje. Argumenty zawarte w analizie na pewno pomogą w negocjacjach nad moim raportem oraz w przekonaniu przeciwników. W pełni zgadzam się z głównymi tezami raportu, w tym samym duchu pisałem tez swój raport w komisji środowiska. MAE nazwało je Złotymi Zasadami, a ja najlepszymi dostępnymi praktykami i zastosowaniem najwyższych standardów środowiskowych i technologicznych. Sens jest jednak ten sam. Tylko pełna przejrzystość i przestrzeganie zasad da szanse na uzyskanie akceptacji społecznej dla prowadzonych działań a tym samym umożliwi wykorzystanie potencjału, jaki dają niekonwencjonalne źródła energii. Zestaw złotych zasad to swego rodzaju przewodnik dla firm oraz państw chcących wydobywać gaz niekonwencjonalny oraz jest odpowiedzią na zaniepokojenie opinii publicznej środowiskowymi aspektami wydobycia gazu łupkowego. Co zrobi Bruksela? Jakie będzie stanowisko Brukseli w sprawie możliwości wydobywania gazy łupkowego zobaczymy już jesienią. Należy pamiętać, że zgodnie z zapisami traktatu, polityka unijna nie może naruszać praw państw członkowskich  „do określania warunków wykorzystania jego zasobów energetycznych, wyboru między różnymi źródłami energii i ogólnej struktury jego zaopatrzenia w energię". Choć Unia nie może zmusić krajów członkowskich do zakazu jego wydobycia, ma instrumenty mogące sprawić, że stanie się to nieopłacalne.  Niezależnie od przyjętego rozwiązania należy obiektywnie edukować i informować Polaków o korzyściach i kosztach jakie może nam przynieść „złota era gazu", abyśmy sami, świadomie zadecydowali czy chcemy uczestniczyć w „gazowej rewolucji". Rzeczpospolita

Rzeczpospolita, 5. czerwca 2012

Podatek od transakcji finansowych

Parlament Europejski opowiedział się w zeszłym tygodniu, znaczną większością głosów, za wprowadzeniem podatku od transakcji finansowych (taxe sur les transactions financières – TTF/ financial transaction tax – FTT). PE lekko zmodyfikował projekt przygotowany przez Komisję Europejską, np. obejmując podatkiem także handel walutami.Francja i Niemcy popierają ten projekt, ale szereg innych państw, z Wielką Brytania na czele, nie – obawiając się, że doprowadzi to do ucieczki usług finansowych z państw, gdzie będzie obowiązywał TTF do tych, które będą od niego wolne. Dlatego szerokie poparcie PE dla tego pomysłu ma znaczenie polityczne, czytamy na stronach portalu „20 minutes”: „>>Raport stanowi mocne przesłanie dla Rady Europejskiej: ten podatek ma szerokie poparcie naszego zgromadzenia i obywateli. (...) Zachęcam Radę do potraktowania tej propozycji bardzo serio i do okazania odpowiedzialności<<, powiedziała w czasie debaty Finka Sirpa Pietikäinen, w imieniu konserwatystów (EPL)” (http://www.20minutes.fr/economie/939389-parlement-europeen-approuve-taxe-transactions-financieres).O TTF mówi z dużym entuzjazmem francuska eurodeputowana z frakcji socjalistów i demokratów, Pervenche Berès w wywiadzie dla „Teleeurope.eu”.Pytana o cele tego podatku francuska socjalistka odpowiada: „Pierwszy cel dotyczy regulacji: jak wiele podatków miałby on wpływ na zachowanie się podmiotów rynkowych, włącznie z wymiarem >>karnym<< wobec tych, którzy przejawiają zachowania najbardziej spekulacyjne. Drugim celem byłby wpływ na ruch kapitałów. Trzecim wreszcie, uzyskanie [nowych] przychodów finansowych”.Najbardziej sporną kwestią wiążąca się z TTF jest ewentualny odpływ kapitałów do miejsc, gdzie tego podatku nie ma. Tym bardziej, że Wielka Brytania z jednej strony jest siedzibą ogromnej ilości usług finansowych, a z drugiej – sprzeciwia się TTF. Pytana o możliwości przeciwdziałania ucieczkom kapitałów (w domyśle: do City), Pervenche Berès odpowiada: „Nie chodzi o to, żeby stworzyć podatek kieszonkowy. Ale czekać, aż wszystkie państwa [Unii Europejskiej] będą gotowe, żeby go przyjąć, znaczyłoby strzelać sobie w stopę. Zresztą François Hollande zawsze mówił w czasie kampanii wyborczej, że wprowadzenie tego podatku powinno się odbyć w ramach procedury wzmocnionej współpracy [czyli bez konieczności udziału wszystkich państw członkowskich]. Francja i Niemcy są zgodne, aby iść w tym kierunku, to stanowi już niezłą bazę. Może nie jako podmioty rynkowe, ale co najmniej jako kraje o znacznym potencjale gospodarczym. W każdym razie ważne jest, aby ten projekt pojawił się na stole negocjacyjnym: od początku kryzysu nigdy nie mówi się o środkach na sfinansowanie inwestycji. Otóż, ten podatek (...) pozwoliłby zarazem zasilić budżet UE, jak i budżety państw-członków. Przyszedł więc na niego czas!”(http://europarlement.touteleurope.eu/vivez/actualites/details-actualite/actualite/pervenche-beres-le-moment-de-la-taxe-sur-les-transactions-financieres-est-venu.html).Nietrudno zauważyć, że odpowiedź jest nieco wymijająca.

Blog Bogusława Sonika, 1 czerwca 2012

Biuletyn Europejski - Gaz łupkowy szansą dla Polski?

Zapraszamy do lektury najnowszego numeru Biuletynu Europejskiego poświęconego tematowi gazu łupkowego i przedstawionego na forum PE raportu o środowiskowych aspektach wydobywania gazu ze źródeł niekonwencjonalnych.25. kwietnia na forum Komisji Ochrony Środowiska Bogusław Sonik przedstawił raport, w którym dowodzi, że w całym procesie eksploatacji najistotniejsze jest zastosowanie najwyższych standardów, zasad ostrożności i stałego monitoringu oraz prowadzenie ciągle nowych badań.Kwietniowa debata była pierwszą okazją do wymiany opinii na temat gazu łupkowego pomiędzy różnymi grupami politycznymi. Zaprezentowane stanowiska wskazują na duże rozbieżności w podejściu do tej tematyki i w ocenie korzyści, jakie Europa miałaby odnieść z wykorzystania potencjału złóż gazu niekonwencjonalnego. Teraz posłowie z Komisji Ochrony Środowiska mają czas na składanie poprawek do raportu, które staną się następnie podstawą do budowania kompromisowych zapisów i zadecydują o ostatecznym kształcie opracowania. Zapowiadają się więc intensywne miesiące negocjacji.Temat gazu łupkowego podejmowany jest również przez inne instytucje unijne i międzynarodowe. Równolegle do raportu ENVI powstał projekt Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii, oceniający przemysłowe i energetyczne aspekty gazu łupkowego - raport ten mówi głównie o szansach, jakie niesie nowy gaz na rynku europejskim i jaką rolę może odegrać dla rozwoju rynku energii oraz obniżania emisji CO2. Z kolei wczoraj, 29. maja na konferencji w Londynie opublikowany został raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej pt. "Złote zasady na złoty wiek gazu", w którym znalazły się zalecenia dla wydobycia gazu łupkowego. Dzień później jego autor, dr Fatih Birol prezentuje dokument w Parlamencie Europejskim. Poza tym swoje opracowania na temat różnych aspektów eksploatacji gazu ze źródeł niekonwencjonalnych podejmują Dyrekcje Generalne Komisji Europejskiej oraz inne europejskie agencje i centra badawcze.Konkluzje raportu, relację z debaty w PE oraz podsumowanie dotychczasowych prac nad gazem łupkowym znajdziecie Państwo w bieżącym wydaniu Biuletynu Europejskiego. W numerze również stałe, dobrze znane rubryki Bruksela On-line, podsumowanie Spotkań Europejskich oraz zapowiedzi wydarzeń z Małopolski i Ziemi Świętokrzyskiej. Jeszcze raz serdecznie zapraszamy do zapoznania się z publikacją dostępną na www.boguslawsonik.pl.

Blog Bogusława Sonika, 30 maja 2012

Po nieformalnym szczycie: nie ma tandemu, jest problem

Robocze spotkanie przywódców państw Unii Europejskiej wieczorem w środę i w nocy ze środy na czwartek skupiło uwagę mediów z dwóch powodów: dyskusji o sposobach stymulowania wzrostu gospodarczego i niewypowiedzianej wprost, ale przyjmowanej milcząco możliwości wyjścia Grecji ze strefy euro.Ta pierwsza kwestia była o tyle bardziej spektakularna, że głównym orędownikiem stymulowania wzrostu jest nowy prezydent Francji, François Hollande – po raz pierwszy odwiedzający Brukselę w tym charakterze. A także dlatego, że wskutek zasadniczej różnicy zdań pomiędzy Paryżem a Berlinem po raz pierwszy od dawna szczyt nie był zdominowany przez francusko-niemiecki tandem. Pisze o tym Ferdinando Riccardi w biuletynie „Agence Europe”: „Zmiana metody. Dyskusja o polityce, którą trzeba byłoby przyjąć i o decyzjach do podjęcia po to, aby być w zgodzie ze słynną równoległością pomiędzy dyscyplina budżetową a wzrostem gospodarczym, nie odbywała się wedle reguły, która dotąd rządziła, to znaczy wedle wspólnych inicjatyw i wspólnego punktu widzenia Francji i Niemiec. Tym razem nie było nawet wcześniejszego spotkania pani kanclerz z prezydentem Francji, a pani Merkel często była pierwsza w odrzucaniu, a co najmniej krytykowaniu, pewnych propozycji popieranych przez Hollande’a” (Les chefs d'État ou de gouvernement de l'UE ont clarifié et comparé leurs positions, 25.05.2012).Na temat sporu o stymulowanie wzrostu gospodarczego ciekawy wywiad z Jensem Weidemannem, prezesem Bundesbanku i członkiem zarządu Europejskiego Banku Centralnego w „Le Monde”. Pytany o europejską debatę na temat wzrostu, Wiedemann odpowiada: „Wzrost jest zawsze rzeczą pożądaną. Ale opowiadać się za wzrostem to tak, jak opowiadać się za pokojem światowym. Prawdziwa debata polega na tym, jaką obrać drogę, aby mieć trwały wzrost. Wzrost zawsze był rdzeniem europejskich programów naprawiania gospodarki, i droga do niego wiedzie przez reformy strukturalne. Przejściowe ożywienie koniunktury poprzez zadłużanie się nie prowadzi do takiego wzrostu, jakiego byśmy chcieli. W gruncie rzeczy zastanawiam się, co ukrywają te dyskusje. Czy chodzi o to, aby odwrócić to, co zostało już zdecydowane? Jeśli tak, byłoby to niebezpieczne”. Dalej, pytany z kolei o pomysł euro-obligacji, drogi właśnie nowemu prezydentowi Francji, Wiedemann odpowiada: „Uwspólnotowienie długów to nie jest pomysł odpowiedni dla pobudzenia wzrostu. Nie sądzę, abyśmy osiągnęli sukces, próbując rozwiązać kryzys długu przez zwiększenie długu (...). Powtórzę, że droga do wzrostu wiedzie przez reformy strukturalne” (http://www.lemonde.fr/economie/article/2012/05/25/jens-weidmann-croire-que-les-eurobonds-resoudront-la-crise-est-une-illusion_1707264_3234.html).

Blog Bogusława Sonika, 28 maja 2012

Euro - obligacje: spór o sposób na wzrost

Z braku porozumienia w sprawie euro-obligacji, Unia jest na dobrej drodze do porozumienia w sprawie sposobów finansowania kilku wielkich infrastrukturalnych projektów trans-europejskich. Komisja Europejska ma wyłożyć 230 mln euro, co ma zachęcić kapitał prywatny do zainwestowania swoich pieniędzy, autorzy tej koncepcji spodziewają się uskładania sumy 4,5 mld euro. Porozumienie musi być jeszcze zatwierdzone przez państwa członkowskie, a potem przyjęte w głosowaniu przez Parlament Europejski. Pomysłodawcy mówią, że te wielkie inwestycje (np. w transporcie i w sektorze energetycznym) będą bodźcem dla ożywienia wzrostu gospodarczego i zatrudnienia. Ale są też i sceptycy. „Le Monde” przytacza opinię szefa frakcji liberałów w PE, Guy’a Verhofstadta, który właściwie wyśmiał planowaną skalę przedsięwzięcia: „Na stole leży tylko 230 mln euro, to żałosne. Główna batalia w Radzie [Europejskiej] przeciwstawia sobie teraz tych, którzy chcą, aby ten instrument był użyty tylko raz i tych, którzy chcą, żeby był używany wiele razy. To nieadekwatne [do potrzeb] i żałosne. Z 230 milionami nie zmienimy czegokolwiek. Potrzebne są dużo większe kwoty, mówi się o 1 bilionie euro” (http://www.lemonde.fr/economie/article/2012/05/22/accord-au-sein-de-l-ue-pour-financer-des-grands-travaux_1705593_3234.html).Jak widać, tu też mamy spór, mimo wypracowania przez duńską prezydencję porozumienia co do zasady. Jednak znacznie poważniejszy jest spór dotyczący euro-obligacji. Dzisiaj, na nieformalnym szczycie przywódców państw i rządów w Brukseli, pierwszym z udziałem nowego prezydenta Francji, François Hollande’a, ta kwestia będzie prawdopodobnie jednym z najważniejszych tematów. Taki jest w każdym razie klimat komentarzy przed tym spotkaniem. „Les Echos” piszą, że idea euro-obligacji pomału toruje sobie drogę oraz że w efekcie przyłączania się nowych osobistości (np. włoskiego premiera, Mario Monti’ego, skądinąd zwolennika oszczędności budżetowych) do tej idei, stanowisko pani kanclerz Merkel staje się izolowane. Wydaje się, pisze dziennik, że znaleziony zostanie jakiś kompromis. Jeśli euro-obligacje zostaną wprowadzone, to powoli i ostrożnie - tak żeby nie rozmontować polityki dyscypliny budżetowej. „Les Echos”: „Wprowadzenie w życie takiego instrumentu jest >>kwestią wypracowania odpowiedniego kalendarza<<, powiedział Günter Oettinger [komisarz UE ds energii]. Podobne ostrzeżenie padło ze strony austriackiego kanclerza. Według niego >>chodzi o projekt długofalowy, którego nie da się zrealizować w ciągu dwóch lub trzech najbliższych lat<<. A przede wszystkim >>wiarygodna dyscyplina budżetowa jest absolutnym warunkiem stworzenia euro-obligacji<<” (http://www.lesechos.fr/economie-politique/monde/actu/0202076795702-euro-obligations-l-idee-d-une-feuille-de-route-fait-son-chemin-parmi-les-europeens-326205.php)

Blog Bogusława Sonika, 25 maja 2012

Kryzys - instytucje - pieniądze

W miarę jak trwa (choć zdaniem niektórych, jest częściowo opanowany) kryzys długu publicznego w strefie euro, mnożą się wypowiedzi europejskich VIP-ów na temat sposobów bardziej systematycznego, czy dalekosiężnego ratowania Unii. Wolfgang Schäuble, niemiecki minister finansów i zarazem poważny kandydat na szefa eurogrupy (rady ministrów finansów strefy euro), wypowiedział się ostatnio za wyłanianiem w wyborach powszechnych prezydenta Unii Europejskiej.Schäuble mówił na ten temat z okazji wręczenia mu nagrody Karola Wielkiego za rok 2011. Wedle tej propozycji odbywałoby się to równolegle z wyborami do Parlamentu Europejskiego, a zwycięski kandydat musiałby zostać następnie zaakceptowany przez przywódców państw i rządów jako szef Komisji Europejskiej. „Reuters” cytuje słowa niemieckiego ministra: „Jedność polityczna Europy potrzebuje twarzy. (...) Musimy wzmocnić legitymację demokratyczną Unii i poprawić jej skuteczność, [a zatem] zreformować instytucje europejskie”. Agencja dodaje od siebie: „Podczas kiedy Europa jest od wielu miesięcy gnębiona bezprecedensowym kryzysem długu publicznego, podniosło się wiele głosów wzywających do zwiększenia zdolności decyzyjnej UE, której dotychczasowy brak jest, według części analityków, jednym z czynników kryzysu finansowego” (http://fr.reuters.com/article/frEuroRpt/idFRL5E8GHFCZ20120517).Z kolei Jean-Claude Trichet, były szef Europejskiego Banku Centralnego, wystąpił w Peterson Institute of International Economics w Waszyngtonie. Opowiedział się tam za wydatnym zwiększeniem uprawnień strefy euro w stosunku do państw, które ewidentnie nie panują nad problemami swoich gospodarek – o czym donosi „Euractiv.com”. Tricher proponuje, aby unia monetarna została wyposażona w prawo ogłaszania bankructwa konkretnego państwa (w domyśle: w takiej sytuacji, w jakiej znajduje się dziś Grecja) i przejmowania kontroli nad jego budżetem. Tricher na określenie tego pomysłu używa terminu „federalizm sytuacji wyjątkowych” i tłumaczy: „Federalizm sytuacji wyjątkowych wydaje mi się nie tylko konieczny, żeby zapewnić solidną unię ekonomiczną i monetarną, ale mógłby się on także zaadaptować do prawdziwej natury Europy na dłuższą metę. (...) Byłby to wielki krok w stronę unijnego zarządzania gospodarczego i myślę, że to będzie niezbędne dla następnego kroku integracji europejskiej. (...) >>To jest radykalna propozycja zaprezentowana jako skromny etap<< powiedział Richard Cooper, międzynarodowy ekonomista z Harvardu” (http://www.euractiv.com/fr/services-financiers/jean-claude-trichet-appelle-au-renforcement-de-lunion-mon-taire-news-512782).W końcu, aktualnościowe pendant do tych propozycji o charakterze instytucjonalnym. W poniedziałkowej rozmowie nowego francuskiego ministra gospodarki i finansów, Pierre’a Moscovici, z jego niemieckim odpowiednikiem, Wolfgangiem Schäuble, panowie nie doszli do porozumienie sprawie euroobligacji – o czym informuje „Le Figaro” (http://www.lefigaro.fr/conjoncture/2012/05/21/20002-20120521ARTFIG00741--berlin-moscovici-joue-la-confrontation.php). To dobra ilustracja natury sporu między Paryżem a Berlinem na temat sposobów pokonania kryzysu. Paryż mówi: „więcej pieniędzy”, a Berlin opowiada: „tylko reformy strukturalne”.

Blog Bogusława Sonika, 25 maja 2012