blog

Strefa euro: źle, ale nie beznadziejnie

Strefa euro będzie w recesji w roku 2012. Pisze o tym wiele gazet europejskich, także „Le Figaro”. Dziennik przywołuje prognozy Komisji Europejskiej, według których, średnia dla strefy euro wyniesie minus 0,3 PKB, a to dzięki temu, że Niemcy zachowają wzrost rzędu plus 0,6 PKB. (Bruxelles anonce la récession en zone euro, 24.02.2012).Tymczasem Włochy obchodzą sto dni rządów Mario Montiego i wydaje się, że to jest – szczególnie na tle powyższych wiadomości – jakiś motyw nadziei. ... Nie dlatego – rzecz jasna – iżby we Włoszech już kończyła się recesja, bo do tego jeszcze daleko. Ale z tej racji, że widać już pierwsze dobre efekty jego działań. Monti kazał zaciskać Włochom pasa, niczym u nas kiedyś Balcerowicz, zlikwidował cały szereg mechanizmów gospodarczych prowadzących do nieefektywności, pokazał, że można odwrócić fatalne trendy. I to się podoba: za granicą, a także we Włoszech, chociaż niekoniecznie wśród klasy politycznej (większość parlamentarna popierająca rząd Montiego zaczyna się kurczyć). W każdym jednak razie zwykli Włosi widzą w nim kogoś, kto zmienia reguły gry. Piszą o tym „Les Echos”: „Po trzech miesiącach sprawowania władzy >>Proffesore<< z Bocconi [uniwersytet w Mediolanie, którego Monti był wykładowcą i rektorem] może pochwalić się wyraźnym zmniejszeniem różnicy między stopą oprocentowania obligacji włoskich i niemieckich, a ten wskaźnik zaufania rynków stał się chlebem powszednim wieczornego dziennika telewizyjnego, wcześniej to on spowodował upadek Belusconiego, 12 listopada. (...) W oczach swoich współobywateli Mario Monti ma przede wszystkim ogromną zasługę przywrócenia swojemu krajowi rangi na arenie międzynarodowej. Obrazek pokazujący szefa rządu włoskiego ucinającego sobie pogawędkę z Nicolasem Sarkozym i Angelą Merkel przed rozpoczęciem obrad Rady Europejskiej na początku lutego, puszczany był w kółko w stacjach telewizyjnych. Nie ma już więcej mowy o podporządkowywaniu się dyktatowi duetu francusko-niemieckiego. Odtąd Rzym pertraktuje jak równy z równym z Paryżem i Berlinem; Rzym wpływa na zarządzanie strefą euro; Rzym równoważy wpływy na Starym Kontynencie. (...) We Włoszech ten człowiek wydaje się nie obawiać nikogo. Ani związków zawodowych, którym właśnie narzuca nieznaną przedtem liberalizację przepisów o zwolnieniach z pracy, a wcześniej narzucił im reformę emerytur. Ani wielkich rekinów finansów, którym narzucił zakaz kumulowania funkcji. Ani lobbies taksówkarzy, aptekarzy i adwokatów, zawodów podlegających właśnie wymuszonej liberalizacji. Ani armii, której kadry zostaną zredukowane o 20 procent. Ani ministrów odtąd zobligowanych do publikowania oświadczeń majątkowych. Ani Kościoła katolickiego, który odtąd będzie zmuszony płacić, tak jak wszyscy, podatek od nieruchomości. (...)” (Mario Monti ou les cent jours qui ont changé l’Italie, 24.04.2012).”Ta wyliczanka jest dłuższa. Według dziennika, Mario Monti musi się obawiać tylko dwóch rzeczy: tego, że sytuacja gospodarcza nie poprawi się szybko oraz tego, że klasa polityczna niedługo wymówi mu zaufanie.Czyżby wracały stare demony włoskiego systemu politycznego?

Blog Bogusława Sonika, 27 lutego 2012

Grecja: umowa podpisana, wątpliwości pozostają

Może wydawać się nużące, że w tym przeglądzie prasy znowu tematem jest Grecja. Ale Grecja nie może nie być tematem, skoro dziś rano w Brukseli ministrowie finansów strefy euro osiągnęli porozumienie z rządem greckim w sprawie uruchomienia drugiego planu pomocowego. Zasady tego porozumienia są powszechnie znane: kolejne 130 mld kredytów i 107 mld (więcej niż uzgodniono w jesieni ub. r.) redukcji długu w zamian za greckie drakońskie oszczędności na krótką metę i strukturalne reformy w dłuższej perspektywie. Piszą o tym dzisiejsze dzienniki, np. „Le Parisien” (http://www.leparisien.fr/flash-actualite-economie/grece-jager-pour-une-surveillance-permanente-de-l-ue-et-du-fmi-20-02-2012-1869640.php).Ta sama gazeta informuje o reakcjach rynków i polityków. Porozumienie ministrów finansów eurogrupy z Grecją okazało się dobra wiadomością dla inwestorów. Poszły w górę indeksy giełdowe, a kurs euro umocnił się w stosunku do dolara i do yena (http://www.leparisien.fr/flash-actualite-economie/l-euro-bondit-apres-l-annonce-d-un-accord-pour-eviter-une-faillite-grecque-21-02-2012-1870785.php). Reakcje polityków też na ogół są przychylne, ale bywa, że zza gładkich słów wygląda obawa. I tak, holenderski minister finansów Jan Kees de Jager opowiedział się za tym, aby czasowe inspekcje tzw. trojki (przedstawicieli Komisji Europejskiej, Centralnego Banku Europejskiego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego) w Atenach zastąpić systemem kontroli permanentnej. Podobnego zdania jest belgijski minister finansów Steven Vanackere (http://www.leparisien.fr/flash-actualite-economie/grece-jager-pour-une-surveillance-permanente-de-l-ue-et-du-fmi-20-02-2012-1869640.php). Najwyraźniej ministrowie obawiają się, że Grecja znowu nie dotrzyma umów.Tymczasem w Parlamencie Europejskim odbyła się kilka dni temu debata na temat sytuacji w Grecji – pisze o niej „Liberation”. Debata poprzedziła o kilka dni dzisiejsze porozumienie, ale warto zapoznać się z jej przebiegiem, ponieważ mówcy znali już, niemal ze wszystkimi szczegółami, warunki wtorkowego porozumienia. Ton tej debaty był zdecydowanie krytyczny w stosunku do kuracji narzuconej Grecji przez Eurogrupę. Nie dziwi, że nader krytyczny wobec rysującego się porozumienia był współprzewodniczący frakcji Zielonych Daniel Cohn-Bendid. Podobnie – austriacki socjalista Hannes Swoboda. Ciekawsza była krytyka z ust szefa frakcji liberalnej Guy’a Verhofstadt’a, który powiedział: „(...) skoro wymaga się większych poświęceń od sektora prywatnego, więcej podatków, to dlaczego nie jest reformowany system polityczny [Grecji] oparty na klientelizmie, bankach publicznych, korupcji (...). Jeśli nie weźmiemy się za te problemy, nie znajdziemy rozwiązywania [adekwatnego do sytuacji]”. Gazeta pisze, że były belgijski premier wysłał 10 lutego list do szefa eurogrupy Jean’a-Claude’a Junckera, w którym sugeruje, aby przywołać do porządku greckich polityków żyjących – w tej sytuacji – ponad stan. Oto propozycje Verhovstadt’a: „obniżenie pensji greckich deputowanych >>należących do najlepiej opłacanych w Europie<<, zmniejszenie liczby samochodów należących do greckiego parlamentu, obniżenie [w ogóle] jego kosztów funkcjonowania, zmniejszenie liczby ministerstw (Grecja ma ich 49, podczas gdy Włochy – 18), sprzedaż jednego z trzech rządowych samolotów, obniżenie pensji sędziów, dyplomatów i wyższych funkcjonariuszy w takiej samej proporcji, w jakiej dotknęło to sektor prywatny, obcięcie subwencji dla partii politycznych, etc. ...” (Grèce: le Parlement européen et Mario Monti jugent le remède trop violent, 16.02.2012). Verhofstadt nie mówi językiem dyplomatycznym. Może już czas, żeby nazywać rzeczy po imieniu.

Blog Bogusława Sonika, 21 lutego 2012