Artykuły

Sonik: inwestycje w energetyce bez wsparcia z funduszy UE

Większość inwestycji służących dostosowaniu sektora energetycznego do wymogów unijnych, w tym przede wszystkim do wymogów środowiskowych, od połowy 2014 roku nie dostanie dofinansowania ani unijnego, ani krajowego – poinformował Onet polityk PO, Bogusław Sonik. Unia Europejska, jak zaznacza eurodeputowany, dysponuje dwoma dokumentami, w których zapisano, że udzielanie pomocy regionalnej w sektorze energetycznym jest niedozwolone. Chodzi o wytyczne w sprawie pomocy regionalnej na lata 2014-2020, które zostały opublikowane 19 czerwca oraz projekt zmian rozporządzenia w sprawie tzw. wyłączeń blokowych, czyli wyłączenia pewnych kategorii pomocy z konieczności uzyskiwania zgody Komisji na udzielenie pomocy. czytaj więcej w:

Onet.pl, 26 czerwca 2013

Ich ojcowie wplątani w wojnę, nasi - napędzani nienawiścią

Głównym problemem oburzającego serialu "Nasze matki, nasi ojcowie" nie jest jedna czy druga historyczna omyłka, ale podtrzymanie obrazu dwu gatunków ludzi. Ich matki i ojcowie są wrażliwymi, naiwnymi i pogubionymi ludźmi wplątanymi w wojnę. Nasi ojcowie ze śladami syfilisu na twarzach, napędzani nienawiścią do wszystkich: do Żydów, Niemców i komunistów, są impulsywni i prymitywni jak zwierzęta. Entuzjaści dróg na skróty sądzą, że receptą jest zapomnienie. Gdy w 2005 roku, jako poseł do Parlamentu Europejskiego, wnioskowałem, by w tekście rezolucji upamiętniającej wyzwolenie obozu w Auschwitz doprecyzowano, że był to obóz niemiecki, rozpętało się piekło. Reprezentujący niemieckich Zielonych poseł Cohn Bendit oznajmił, że "poseł Sonik wzbudza nienawiść między narodami". Jednak po bardzo emocjonalnej debacie ówczesny szef niemieckich socjalistów Martin Schulz (dziś przewodniczący PE) skłonił swoją grupę do wsparcia mojego stanowiska. czytaj więcej w:

Gazeta Wyborcza, 26 czerwca 2013

Dwaj Bergowie - w rocznicę powstania styczniowego

  „DWAJ BERGOWIE”  W rocznicę Powstania Styczniowego W czasach PRL staraliśmy się pamiętać o rocznicach zrywów niepodległościowych. W 1979 roku opublikowałem artykuł „Dwaj Bergowie” w Tygodniku Powszechnym, gdzie przypomniałem sylwetkę cenionego rosyjskiego historyka Mikołaja Berga, który na zlecenie ówczesnego namiestnika Królestwa Polskiego Fiodora (też Berga) napisał historię powstania. Mój artykuł w Tygodniku Powszechnym musiałem podpisać jako Stanisław Bogusławski, gdyż cenzura nie pozwalała opozycjonistom (jakim byłem) drukować materiałów. Powstanie Styczniowe wniosło sprawę polską do centrum debaty europejskiej, dlatego okupacyjne władze rosyjskie chciały przedstawić Europie swoją wersję tego zrywu. Mikołaj Berg nieoczekiwanie pomieszał te szyki, jego książka była pracą obnażającą metody carskiego bezprawia. Bezprawia, przeciwko któremu stanęły wszystkie stany, we wszystkich zresztą zaborach. W powstaniu wzięli udział przedstawiciele dawnej Rzeczpospolitej, przybywali też bojownicy o wolność z Zachodu Europy, tak jak przyjaciel Garibaldiego- Francesco Nullo.   Oto fragmenty tekstu.   Feldmarszałek i hrabia rosyjski Fiodor Fiodorowicz Berg (znany również pod imionami Teodor Fryderyk Wilhelm) żył w latach 1790-1874. Od 1863 roku namiestnik Królestwa, po bezwzględnym stłumieniu powstania styczniowego prowadził na podległych mu ziemiach „Przywiślańskiego Kraju” brutalną akcję represyjną i rusyfikacyjną. Niechlubną zdobył sobie tym sławę. O profesorze mało kto dziś wie i pamięta. Mikołaj Wasylewicz Berg (ur. 1824, zm. 1884[1]) przybył do Warszawy z początkiem 1863 r., aby- jak sam pisze –bliżej zapoznać się z przebiegiem powstania w Królestwie Polskim. Miał już wówczas ustaloną pozycję w literackich kręgach carskiej Rosji. Znany był jako autor „Pieśni różnych narodów”, które zebrał i wydał w 1854r, a także autor dwutomowego albumu ważniejszych wypadków z oblężenia Sewastopola[2].   PROFESOR PROSI O LIST ŻELAZNY Nic zatem dziwnego, że właśnie do niego zwrócił się w połowie 1864 roku ówczesny namiestnik Królestwa Polskiego hr. Berg z propozycją opracowania „historycznego memoriału o spiskach i powstaniach, jakie miały miejsce w Polsce od roku 1830 aż po najnowsze czasy. Namiestnik obiecał swobodę dostępu do wszelkich materiałów źródłowych, jawnych i sekretnych, a to: archiwów policji, sprawozdań agentów carskich, depesz Rządu Narodowego, akt warszawskiego okręgu wojennego, zapisków ważniejszych działaczy powstania 1863r., podziemnych wydawnictw, rycin, plakatów, broszur itd. Trudno się dziwić, że profesor propozycję namiestnika skwapliwie przyjął. Ale, że życie znał, wiedział, że władze wolą opracowania historycznie pochlebne, lub  wygodne niż rzetelne i prawdziwe. A że niełaska dla książek idzie często w parze z niełaską dla ich autorów poprosił ostrożny Rosjanin namiestnika o wystawienie listu ochronnego, w którym zagwarantowane było, że za wypowiedziane przekonania i poglądy nigdy i przez nikogo nie będzie pociągany do odpowiedzialności”. Widocznie Mikołaj Berg miał zamiar wykorzystać w swej pracy nie tylko dane zdobyte ze źródeł znanych policji, bo w drugiej części ochronnego listu zawarował sobie: „…nikt nie będzie mieć praw zażądania ode mnie wyjaśnień skąd zaczerpnąłem wiadomości o tym lub owym fakcie…”.   Ubezpieczony namiestnikowskim podpisem profesor zabrał się do pracy. Skrupulatnie badał cały dostępny mu materiały. Z dokumentów dostarczonych mu przez policję najistotniejsze były „zeznania Oskara Aweydy i Karola Majewskiego, którzy wchodzi w skład kilku po sobie następujących rządów, wiedzieli bardzo wiele i wiele wyjawiali. Te zeznania, jako stanowiący ważny historyczny materiał, namiestnik kazał przetłumaczyć na język rosyjski i wydrukować w trzydziestu egzemplarzach, które rozesłano najwyższym dostojnikom”… (cytuję ze wstępu do „Zapisków o polskich spiskach i powstaniach pióra M.Berga”).   Profesor nie poprzestał na wczytywaniu się w materiały dostarczone przez władze. Szperał na własną rękę, jeździł na prowincję by zbierać relacje świadków ważniejszych wydarzeń. Praca nad memoriałem trwała cztery lata.   ZNISZCZONY NAKŁAD W 1868 roku „Zapiski o polskich spiskach i powstaniach” zostały ukończone. Fragmenty „Zapisków’ ogłaszał Berg w „Russkiej Starinie”, aby całość przedłożyć dygnitarzowi Pawłowi Kotzebuemu. Ten zapewne pracy nie czytał i oparł się tylko na znanych, już publikowanych wyjątkach, bo nakazał całą rzecz wydać drukiem i to na koszt rządu. Wybuchł skandal. Nakład cały doszczętnie zniszczono, tak że udało się uratować zaledwie kilka egzemplarzy, do których dorobiono fikcyjną kartę tytułową umieszczając nań Poznań jako miejsce wydania. W 1898 uroku ukazał się przekład polski „Zapisków” wydany w Krakowie przez Spółkę Wydawniczą Polską[3].                                    Można by zdać pytanie, dlaczego memoriał pisany na zamówienie namiestnika, a zatem oficjalnej władzy spowodował tyle hałasu, dlaczego zniszczono cały, już przecież gotowy nakład. Przytoczmy krótki fragment z dzieła prof. Berga, charakteryzujący jego poglądy na stosunki panujące w carskiej Rosji: „… wystarcza dojść do wyższego stanowiska zachowując się spokojnie i mieć jaką taką protekcję, a wtedy czy kto zdatny czy do niczego posuwają go i posuwają, nadają majoraty i dzierżawy, a w końcu pochowają przy odgłosie trąb i głośnym płaczu gazeciarskim (…). Upadają tylko ludzie z talentem i charakterem nie pozwalający na poniewierania sobą wszelkiemu plugastwu, znajdującemu się u góry i czujący, że zachowanie swej ludzkiej godności droższe jest na wszelkie ordery  i możliwą służbową karierę”.   DIAGNOZA: „POLSKĘ POD ROSYJSKIM ZABOREM TRZĘSIE FEBRA POWSTAŃ” Myślę, że trzeba było nie lada odwagi, by pisząc memoriał dla namiestnictwa Królestwa Polskiego, a zatem – pośrednio – dla cara, umieszczać w nim takie sądy. Wiele cierpkich uwag pod adresem Polaków znaleźć można u Mikołaja Berga („..gdyby Polacy nie byli Polakami, tj. gdyby byli zgodniejsi i nie rozpadali się na tyle różnych stronnictw, gdyby w swych działaniach politycznych okazywali więcej ładu organicznego i wytrwałości, już by się Polska dawno wyzwoliła“), ale charakter „Zapisków“ określa ostra krytyka metod rządzenia i stosunków panujących w dziewiętnastowiecznej carskiej Rosji. Wprawdzie Berg skłonny jest tłumaczyć wiele faktów charakterem narodowym Polaków czy Rosjan, ale zawsze stara się szukać motywów głębszych, bardziej dostępnych obiektywnej ocenie. Nigdzie też nie znajdziemy śladów tak w owych latach u Rosjan popularnego szowinizmu. Jako historyk starał się Berg możliwie wiernie i bezstronnie odtworzyć rzeczywistość trzydziestolecia, którym się zajmował, ostro przeciwstawiał się nieracjonalnym według niego formom rządzenia okupowanym przez Rosjan krajem, „...Polacy, czy to na Litwie czy w Królestwie Polskim, czy na Rusi nie przestaną być nigdy Polakami, (...) jak ich przodkowie nie dadzą się wyleczyć żadnymi zawodami i klęskami, żadną niesumiennością zachodniej polityki, żadnymi konfiskatami majątków, wieszaniami i zsyłkami na Sybir“. Wadliwy system administracyjny, korupcja, brak kompetentnych urzędników, nepotyzm, indolencja cara (sic!) – to przyczyny, dla których „biedną Polskę pod rosyjskim zaborem trzęsie chroniczna febra powstań“. Ciekawostką jest, że to on  porównał pieśń „Boże coś Polskę”, która na krótko przed Powstaniem była już śpiewana na patriotycznych manifestacjach do Marsylianki. Nazwał ją Marsylianką 1863 roku. [1] M.W.Berg był również tłumaczem z języka polskiego. W 1875 r. przełożył na język rosyjski „Pana Tadeusza”. [2] Wszystkie cytaty z: Mikołaj Berg, Zapiski o polskich spiskach i powstaniach, Warszawa 1906. [3] Pełny tytuł przekładu polskiego „Zapisków o Polskich spiskach wydanego w 1898 w Krakowie „Mikołaja Wasyliewicza Berga- Zapiski o powstaniu polskim 1863 i 1864 roku i poprzedzającej powstanie epoce demonstracji od 1856 r. z rosyjskiego oryginału, wydanego kosztem rządu, a następnie przez cenzurę zniszczonego, dosłownie przełożył JJ”

Salon24.pl, 21. stycznia 2013

Dymisja Mario Montiego

Dymisja premiera państwa członkowskiego Unii, jest – co do zasady – sprawą tego państwa. Bywają jednak sytuacje, kiedy taka zmiana obchodzi Unię jako taką, a nie tylko europejską opinię publiczną jako sumę opinii publicznych (Polaków, Niemców, Greków itd.). Dymisja Mario Montiego, szefa rządu włoskiego, jest właśnie taki przypadkiem. Już po jej zapowiedzi przez Montiego (na początku grudnia) odbywał się szczyt europejski w Brukseli i tam właśnie urzędujący włoski premier uzyskał niedwuznaczne poparcie swoich europejskich kolegów, szczególnie z centrum i z prawicy. Pisze o tym „Euractiv.com”: „Włoska agencja prasowa Ansa potwierdziła w wielu źródłach, że niemiecka kanclerz Angela Merkel prosiła Montiego, aby wystartował [na czele koalicji centro-prawicowej] w wyborach planowanych na marzec 2013. Także inni centro-prawicowi przywódcy europejscy dali swoje poparcie dla człowieka, który poprowadził Włochy na drogę reform”. „Euractive” cytuje w tym kontekście słowa José Manuela Barroso, przewodniczącego Komisji: „W ciągu minionego roku zostały [we Włoszech] powzięte ważne decyzje w celu zmniejszenia nadmiernego deficytu i długu publicznego. Osiągnięto poważny postęp w zakresie konkurencyjności i potencjału wzrostu gospodarczego. Notujemy już teraz bardzo dobre rezultaty w zakresie zmniejszenia kosztów obligacji rządu włoskiego” (http://www.euractiv.com/fr/elections/les-dirigeants-de-centre-droit-s-news-516660). Skoro Unia interesuje się bardziej niż zwykle tym, jaki będzie włoski rząd, pójdźmy za tym zainteresowaniem i zobaczmy, jak się sprawy mają na włoskiej scenie politycznej. Z punktu widzenia Unii pytanie brzmi: czy Mario Monti ma jeszcze przyszłość polityczną? I tu spotykamy dobrze znaną postać: Silvio Berlusconiego. Pisał o tym tuż przed dymisją Montiego „La Croix”, przytaczając słowa, w których Berlusconi zadeklarował swój powrót do aktywnej polityki: „Wracam, żeby zwyciężyć”. Dalej katolicki dziennik pisał: „Podczas gdy jego partia dostaje teraz w sondażach 14 proc. preferencji wyborczych, w 2008 roku to było 38 proc., były premier, odsunięty od władzy przed rokiem, utrzymuje, że >>nie ma innego Berlusconiego, który byłby w stanie pokonać lewicę<<. >>Znowu poświęcam się dla sprawy publicznej, dla dobra kraju i z poczuciem odpowiedzialności, które zawsze miałem<< wyznaje Il Cavaliere, ścigany przez wymiar sprawiedliwości z tytułu oszustw podatkowych, zmuszania nieletnich do prostytucji oraz nadużycia władzy”. Z pewnością Europa (nie tylko ta katolicka) wolałaby zamiast Berulsconiego, urzędującego premiera Mario Montiego. „La Croix” kontynuuwał: „Wyzwoliwszy się [poprzez dymisję] od wizerunku technokraty, stojąc w nowej sytuacji nieco z boku głównego sporu politycznego, odchodzący premier ma wszystko, co potrzeba, aby zadowolić żądania obozu umiarkowanych. Byłby on gwarancją >>uniknięcia tego, ażeby kraj znowu znalazł się nad przepaścią w stylu greckim<<, zapewnia Pier Ferdinando Casini, szef centrowej partii UDC” (http://www.la-croix.com/Actualite/S-informer/Monde/Silvio-Berlusconi-pousse-Mario-Monti-a-la-demission-_NG_-2012-12-09-885778). 21 grudnia Mario Monti złożył dymisję. Tak, jak wcześniej zapowiadał, nastąpiło to zaraz po uchwaleniu przez parlament budżetu na 2013 rok. Ale dymisja, być może, nie oznacza jego definitywnego odejścia z włoskiej polityki. I to mimo, że swoim nagłym powrotem Berlusconi niewątpliwie próbuje zabiec Montiemu drogę. Czy to się uda? Rzecz rozważają „Les Echos”, pisząc: „Według licznych gazet włoskich Mario Monti ogłosi swoje poparcie dla centrowej koalicji, ale nie będzie numerem jeden na jej listach wyborczych, co nie wykluczałoby tego, że po wyborach w końcu lutego zostałby znowu premierem. (...) Jedno jest pewne: Mario Monti nie będzie kandydatem centro-prawicy, która obejmowałaby także PDL – partię Il Cavaliere” (http://www.lesechos.fr/economie-politique/monde/actu/0202465431123-italie-budget-adopte-monti-sur-le-point-de-demissionner-523328.php). W końcu potwierdziło się, że Mario Monti poważnie myśli o kontynuacji swojego programu politycznego po wyborach (http://www.lefigaro.fr/flash-actu/2012/12/23/97001-20121223FILWWW00053-monti-ne-renonce-pas-a-etre-candidat-mais-ne-s-engage-pas.php).

Blog Bogusława Sonika, 16. stycznia 2012

Standard & Poor's podnosi notę Grecji

Agencja ratingowa Standard & Poor’s podniosła we wtorek, 18 grudnia, notę dla długu greckiego i to aż o 6 stopni: od poziomu „częściowej niewypłacalności” do poziomu „B-". Giełda w Atenach natychmiast zanotowała wzrosty, podniósł się poziom optymizmu i w Grecji, i w ogóle w Europie. Niektórzy widzą w decyzji S&P dowód, że kryzys długu państwowego w strefie euro ma już najgorszą fazę za sobą. A skoro ten kryzys zaczyna się kończyć, to i kryzys w Unii też niedługo zobaczy swój kres. Przykładem takiego optymizmu może być komentarz redakcyjny („l’editorial”) w „Le Monde”, gdzie czytamy: „Wybawienie zawdzięczają Grecy sobie (...). Ale przede wszystkim Europejczykom. Przesilenie nastąpiło tego lata, kiedy to Angela Merkel w końcu zdecydowała się co do swojej linii postępowania: Grecja nie wyjdzie ze strefy euro, cokolwiek by się stało. Niemiecka kanclerz zdecydowała się, pod presją François Hollande’a, który powoływał się na powinność polityczną i obowiązek solidarności, a także Mario Draghiego, prezesa EBC, który przestrzegał przed nieuchronnymi skutkami katastrofy w jednym kraju członkowskim dla pozostałych członków strefy euro. Potem Draghi potwierdził, że będzie bronił euro za wszelką cenę. Tego lata, zatem, Europejczycy zdecydowali, że rynki finansowe nie pokonają waluty euro. I to działa. Spekulacja uspokoiła się. (...) Odtąd Europejczycy walczą już nie tyle z rynkami finansowymi, co ze samymi sobą. Zadali sobie trud reformatorski wiodący do osiągnięcia większej konkurencyjności, jakiego żaden inny region świata sobie nie zadał. I rezultaty zaczynają być widoczne” (http://www.lemonde.fr/idees/article/2012/12/22/la-survie-de-l-euro-n-est-plus-en-jeu_1809832_3232.html). Mniej optymistycznie widzi te sprawy „l’Express”. Tygodnik powołuje się na ekspertyzę l’Institut des Finances International i pisze: „>>Z PKB, który ma się w przyszłym roku zmniejszyć o ok. 4 do 5 proc. (...) i z wystawieniem na próbę spójności społecznej przez nowe decyzje oszczędnościowe, ryzyko co do planu pomocowego UE i MFW pozostaje poważne<< - podkreśla IFI. Wyraża także rezerwę co do zdolności tego kraju do osiągnięcia wypłacalności, mimo przewidzianego anulowania 20 miliardów pożyczek dzięki operacji odkupienia długu i całego szeregu decyzji wspierających ze strony strefy euro. >>Obawy co do trwałości długu będą trwać tak długo, jak długo nie powróci wzrost gospodarczy<< - stwierdza IFI” (http://lexpansion.lexpress.fr/economie/s-p-remonte-la-note-de-la-grece-de-six-crans_365665.html). Z pewnością jest jakaś poprawa. Pytanie, jak dalece zaawansowana. A dalej, po ustaleniu faktów, pytanie czy butelka jest do połowy pełna („Le Monde”) czy do połowy pusta („l’Express”).

Blog Bogusława Sonika, 16. stycznia 2012

Szczyt w Brukseli: nadzór bankowy i nic więcej

To miał być szczyt (13-14 grudnia) przełomowych decyzji w zakresie reform instytucjonalnych w Unii – przynajmniej tak zakładano w lecie, na poprzednim szczycie. Ale – przypomnijmy – w lecie byliśmy w apogeum kryzysu długów państwowych i, w konsekwencji, o krok od rozpadnięcia się strefy euro. W takich okolicznościach ludzie (polityków nie wyłączając) mają skłonność do podejmowania dalekosiężnych decyzji, na jakie nigdy by się nie odważyli w „normalnych czasach”. Otóż najgorsze minęło, a w każdym razie tak się teraz wydaje, Unia nie ma już poczucia, że jest pod ścianą, i wobec tego nie podejmuje decyzji, które niedawno jeszcze wydawały się absolutnie konieczne. O szczycie zawiedzionych – w powyższym sensie – nadziei pisze „Liberation”: „Plan dojścia do Europy federalnej stał się samoprzylepną karteczką [którą można przeklejać na dowolne miejsca, tu: przesuwać w czasie]: będziemy o tym mówić pewnego dnia, być może. Jak można się było tego spodziewać, 27 szefów państw i rządów, zebranych na szczycie w Brukseli, poświęciło noc z czwartku na piątek na rozpruwanie dokumentu zmierzającego do stworzenia >>prawdziwej Unii Gospodarczej i Walutowej<<, który to dokument przedłożył Herman Van Rompuy, przewodniczący Rady Europejskiej. Po roku reform przygotowywanych przy dźwiękach werbli bojowych, pod ogniem kryzysu, Europa daje sobie teraz urlop wypoczynkowy. Ewolucja strefy euro w kierunku unii politycznej, wyposażonej we własny budżet, zostaje odesłana nie >>ad calendas grecas<<, ale do kalendarza niemieckiego. To znaczy najwcześniej do nazajutrz po wyborach do Bundestagu we wrześniu 2013” (http://bruxelles.blogs.liberation.fr/coulisses/2012/12/pour-leurope-politique-pause-toujours.html). W podobnym duchu pisze „Le Figaro”, co znamienne bo w szeregu innych kwestii te gazety ogromnie się różnią: „We czwartek, wydawało się, że jest jeszcze nadzieja po tym, jak zgodzono się co do nowej pomocy dla Grecji i po trudnym wynegocjowaniu nadzoru bankowego nad 6 tysiącami banków. W piątek entuzjazm opadł, co znajduje dwa wyjaśnienia. Trudno jest posuwać się naprzód z Niemcami, już całkowicie zmobilizowanymi przed batalią wewnętrzną o mandaty do Bundestagu oraz z Francją, która opiera się, razem z innymi, wobec wszelkiej zmiany traktatów europejskich. Uspokojenie na rynkach finansowych, nawet jeśli przejściowe, także pozwala przenieść na później to, co jawiło się jeszcze niedawno jako niezbędny >>skok federalny<<” (http://www.lefigaro.fr/international/2012/12/14/01003-20121214ARTFIG00632-l-europe-remet-a-plus-tard-lareforme-de-ses-traites.php).

Blog Bogusława Sonika, 2. stycznia 2012

Długofalowe myślenie o instytucjach unijnych

Kryzysy bywają czasem, kiedy wykuwają się nowe idee. Kryzys długu państwowego, który gnębi Unię od 2010 roku, miał fazę działań bardziej doraźnych, teraz zaś zdaje się wchodzić w fazę długofalowego myślenia o instytucjach unijnych – po to, aby na przyszłość zabezpieczyć Unię przed niebezpieczeństwami, które ujawniły w czasie obecnego kryzysu. Jak wiadomo, największe siły polityczne w Parlamencie Europejskim (chadecy, socjaliści i liberałowie) opowiadają się za bezpośrednim wyborem przewodniczącego Komisji Europejskiej podczas najbliższych wyborów do PE, w czerwcu 2014 roku. Wszystkie te familie polityczne zapowiadają, że wskażą przed wyborami swojego kandydata na to stanowisko. Ta idea pomału zdobywa sobie coraz więcej zwolenników, a głównym jej motywem jest postulat zdemokratyzowania Unii. We wrześniu podjęła ją grupa robocza 11 ministrów spraw zagranicznych (w tym polskiego) (http://www.auswaertiges-amt.de/cae/servlet/contentblob/626338/publicationFile/171843/120918-Abschlussbericht-Zukunftsgruppe.pdf). Dużym wydarzeniem było w tym kontekście wystąpienie Hermana Van Rompuy’a na konferencji w Brukseli, zorganizowanej przez belgijski MSZ, fundację Bertelsmana i fundację Króla Baudouina. Stały przewodniczący Rady Europejskiej opowiedział się przeciwko bezpośredniemu wyborowi szefa Komisji. Jego argumentację przytacza „Euractive”: „Van Rompuy wskazał jednakże, że już uprzedził o tym ministrów podczas spotkania zorganizowanego we wrześniu w Nowym Jorku na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ. >>Powiedziałem to w Nowym Jorku: ‘nadacie temu mężczyźnie lub tej kobiecie wielką legitymację. Ale jeśli utrzymanie ten sam [co obecnie] poziom kompetencji tego stanowiska [przewodniczącego Komisji], to wywołacie przewidywalne rozczarowanie’.<< (...) Van Rompuy zaznaczył, że wszystkie te wysiłki pójdą na marne, jeśli nie wzmocni się kompetencji samej Komisji w stosunku do państw członkowskich” (http://www.euractiv.com/node/516367). Z kolei inna ważna unijna osobistość, szef frakcji liberałów, Guy Verhofstadt, ustosunkował się do ważnego dokumentu Komisji na temat przyszłości strefy euro (http://bruxelles.blogs.liberation.fr/blueprint_fr.pdf), który rysuje dla strefy euro perspektywę federalną. Przywódca liberałów oświadcza, że podziela analizę przyczyn kryzysu dokonaną przez Komisję: rozbieżność między posiadaniem wspólnej waluty i prowadzeniem odmiennych polityk gospodarczych przez państwa członkowskie. Ale co się tyczy zapowiadanej przez Komisję nowej instytucji (Fundusz Amortyzacji Długu), Verhofstadt jest zdania, że nie trzeba z tym czekać aż do zmiany traktatów, lecz można ją wprowadzić w życie już w obecnym porządku prawnym (http://www.alde.eu/fr/presse/communiques-presse-et-nouvelles/communiques-de-presse/article/guy-verhofstadt-we-strongly-support-the-commissions-blueprint-but-believe-the-redemption-fund-is/).

Blog Bogusława Sonika, 11. grudnia 2012

Unia federalna albo żadna?

Komisja Europejska opublikowała przed kilkoma dniami dokument na temat przyszłego kształtu instytucjonalnego Unii (http://ec.europa.eu/commission_2010-2014/president/news/archives/2012/11/pdf/blueprint_fr.pdf). A ściślej mówiąc: stanowisko na temat pożądanego – jej zdaniem – przyszłego kształtu Unii. Ma to, rzecz jasna, związek z kolejnym spotkaniem na szczycie unijnych przywódców, w połowie grudnia w Brukseli. Ale jeszcze bardziej ma związek z kryzysem waluty euro/ strefy euro/ Unii Europejskiej. Kryzys zmusił Komisję do postawienia pytania o jego najgłębsze przyczyny, a od rodzaju odpowiedzi, jakiej się na to pytanie udzieli, zależy wizja przyszłej Unii, bardziej odpornej na takie zagrożenia. Komisja proponuje: utworzenie osobnego budżetu strefy euro, na dodatek zasilanego z autonomicznych źródeł (inaczej niż dziś budżet UE), utworzenie przez strefę własnego skarbu, możliwość zaciągania wspólnych pożyczek, zaprowadzenie wspólnego ścisłego nadzoru nad budżetami państw narodowych. To wszystko byłyby zmiany rewolucyjne. Zmianą ewolucyjną byłoby natomiast uruchamianie systemu MES (funduszu ratunkowego dla państw zagrożonych) większością kwalifikowaną (a nie, jak dotąd, jednogłośnie). Komentując dokument Komisji, brukselski korespondent „Libération”, Jean Quatremer, konstatuje, że wyłania się z tego dokumentu wizja przyszłej Unii jako czegoś pomiędzy ustrojem Stanów Zjednoczonych a ustrojem Republiki Federalnej Niemiec. Pisze on: „Nawet jeśli europejska egzekutywa stroni od używania >>słowa na f<<, preferując bardzo medialne sformułowanie >>prawdziwa i pogłębiona unia gospodarcza i walutowa<<, to przecież proponuje ona państwom członkowskim skok w federalizm (...)” http://bruxelles.blogs.liberation.fr/coulisses/2012/12/2018-la-f%C3%A9d%C3%A9ration-de-la-zone-euro-voit-le-jour.html#more). Naturalnie dokument Komisji jest szeroko komentowany i z pewnością będzie ważnym punktem odniesienia dyskusji szefów państw i rządów 13 i 14 grudnia w Brukseli. Głos na ten temat zabrał też think-takn kierowany przez byłego przewodniczącego Komisji Europejskiej Jacquesa Delorsa, Notre Europe – Institut Jacques Delors. Stanowisko Delorsa i jego zwolenników streszcza portal europe-liberte-securite-justice.org, w trzech punktach. Po pierwsze, unia polityczna jest dziś tylko częściowo rzeczywistością, natomiast jest nieodzowna dla Unii na przyszłość. Po drugie, można w tym kierunku zmierzać tylko odwołując się zarówno do skuteczności, jak i do legitymizmu. Potrzebne jest zasada zróżnicowania, pozwalająca na podążanie różnych państw wewnątrz Unii z różną prędkością. Po trzecie, strefa euro powinna być środkiem ciężkości integracji europejskiej. Na koniec czytamy: „Konkludują oni [członkowie Instytutu Jacquesa Delorsa], że mając przed oczami te podwójną perspektywę – strefę euro i UE – państwa europejskie mogą lepiej uskuteczniać działania leżące w ich wspólnym interesie, i w ten sposób pogłębiać >>europejską unię polityczną<<” (http://europe-liberte-securite-justice.org/2012/12/01/une-veritable-1-union-economique-et-monetaire-renforcee-et-approfondie-une-union-politique-enfin-une-realite-en-peu-de-mots-essayons-dy-voir-clair-avant-le-sommet-de-decembre/).

Blog Bogusława Sonika, 11. grudnia 2012

Więcej

Artykuły

Wypowiedzi

Multimedia

Więcej