Artykuły

Dwaj Bergowie - w rocznicę powstania styczniowego

  „DWAJ BERGOWIE”  W rocznicę Powstania Styczniowego W czasach PRL staraliśmy się pamiętać o rocznicach zrywów niepodległościowych. W 1979 roku opublikowałem artykuł „Dwaj Bergowie” w Tygodniku Powszechnym, gdzie przypomniałem sylwetkę cenionego rosyjskiego historyka Mikołaja Berga, który na zlecenie ówczesnego namiestnika Królestwa Polskiego Fiodora (też Berga) napisał historię powstania. Mój artykuł w Tygodniku Powszechnym musiałem podpisać jako Stanisław Bogusławski, gdyż cenzura nie pozwalała opozycjonistom (jakim byłem) drukować materiałów. Powstanie Styczniowe wniosło sprawę polską do centrum debaty europejskiej, dlatego okupacyjne władze rosyjskie chciały przedstawić Europie swoją wersję tego zrywu. Mikołaj Berg nieoczekiwanie pomieszał te szyki, jego książka była pracą obnażającą metody carskiego bezprawia. Bezprawia, przeciwko któremu stanęły wszystkie stany, we wszystkich zresztą zaborach. W powstaniu wzięli udział przedstawiciele dawnej Rzeczpospolitej, przybywali też bojownicy o wolność z Zachodu Europy, tak jak przyjaciel Garibaldiego- Francesco Nullo.   Oto fragmenty tekstu.   Feldmarszałek i hrabia rosyjski Fiodor Fiodorowicz Berg (znany również pod imionami Teodor Fryderyk Wilhelm) żył w latach 1790-1874. Od 1863 roku namiestnik Królestwa, po bezwzględnym stłumieniu powstania styczniowego prowadził na podległych mu ziemiach „Przywiślańskiego Kraju” brutalną akcję represyjną i rusyfikacyjną. Niechlubną zdobył sobie tym sławę. O profesorze mało kto dziś wie i pamięta. Mikołaj Wasylewicz Berg (ur. 1824, zm. 1884[1]) przybył do Warszawy z początkiem 1863 r., aby- jak sam pisze –bliżej zapoznać się z przebiegiem powstania w Królestwie Polskim. Miał już wówczas ustaloną pozycję w literackich kręgach carskiej Rosji. Znany był jako autor „Pieśni różnych narodów”, które zebrał i wydał w 1854r, a także autor dwutomowego albumu ważniejszych wypadków z oblężenia Sewastopola[2].   PROFESOR PROSI O LIST ŻELAZNY Nic zatem dziwnego, że właśnie do niego zwrócił się w połowie 1864 roku ówczesny namiestnik Królestwa Polskiego hr. Berg z propozycją opracowania „historycznego memoriału o spiskach i powstaniach, jakie miały miejsce w Polsce od roku 1830 aż po najnowsze czasy. Namiestnik obiecał swobodę dostępu do wszelkich materiałów źródłowych, jawnych i sekretnych, a to: archiwów policji, sprawozdań agentów carskich, depesz Rządu Narodowego, akt warszawskiego okręgu wojennego, zapisków ważniejszych działaczy powstania 1863r., podziemnych wydawnictw, rycin, plakatów, broszur itd. Trudno się dziwić, że profesor propozycję namiestnika skwapliwie przyjął. Ale, że życie znał, wiedział, że władze wolą opracowania historycznie pochlebne, lub  wygodne niż rzetelne i prawdziwe. A że niełaska dla książek idzie często w parze z niełaską dla ich autorów poprosił ostrożny Rosjanin namiestnika o wystawienie listu ochronnego, w którym zagwarantowane było, że za wypowiedziane przekonania i poglądy nigdy i przez nikogo nie będzie pociągany do odpowiedzialności”. Widocznie Mikołaj Berg miał zamiar wykorzystać w swej pracy nie tylko dane zdobyte ze źródeł znanych policji, bo w drugiej części ochronnego listu zawarował sobie: „…nikt nie będzie mieć praw zażądania ode mnie wyjaśnień skąd zaczerpnąłem wiadomości o tym lub owym fakcie…”.   Ubezpieczony namiestnikowskim podpisem profesor zabrał się do pracy. Skrupulatnie badał cały dostępny mu materiały. Z dokumentów dostarczonych mu przez policję najistotniejsze były „zeznania Oskara Aweydy i Karola Majewskiego, którzy wchodzi w skład kilku po sobie następujących rządów, wiedzieli bardzo wiele i wiele wyjawiali. Te zeznania, jako stanowiący ważny historyczny materiał, namiestnik kazał przetłumaczyć na język rosyjski i wydrukować w trzydziestu egzemplarzach, które rozesłano najwyższym dostojnikom”… (cytuję ze wstępu do „Zapisków o polskich spiskach i powstaniach pióra M.Berga”).   Profesor nie poprzestał na wczytywaniu się w materiały dostarczone przez władze. Szperał na własną rękę, jeździł na prowincję by zbierać relacje świadków ważniejszych wydarzeń. Praca nad memoriałem trwała cztery lata.   ZNISZCZONY NAKŁAD W 1868 roku „Zapiski o polskich spiskach i powstaniach” zostały ukończone. Fragmenty „Zapisków’ ogłaszał Berg w „Russkiej Starinie”, aby całość przedłożyć dygnitarzowi Pawłowi Kotzebuemu. Ten zapewne pracy nie czytał i oparł się tylko na znanych, już publikowanych wyjątkach, bo nakazał całą rzecz wydać drukiem i to na koszt rządu. Wybuchł skandal. Nakład cały doszczętnie zniszczono, tak że udało się uratować zaledwie kilka egzemplarzy, do których dorobiono fikcyjną kartę tytułową umieszczając nań Poznań jako miejsce wydania. W 1898 uroku ukazał się przekład polski „Zapisków” wydany w Krakowie przez Spółkę Wydawniczą Polską[3].                                    Można by zdać pytanie, dlaczego memoriał pisany na zamówienie namiestnika, a zatem oficjalnej władzy spowodował tyle hałasu, dlaczego zniszczono cały, już przecież gotowy nakład. Przytoczmy krótki fragment z dzieła prof. Berga, charakteryzujący jego poglądy na stosunki panujące w carskiej Rosji: „… wystarcza dojść do wyższego stanowiska zachowując się spokojnie i mieć jaką taką protekcję, a wtedy czy kto zdatny czy do niczego posuwają go i posuwają, nadają majoraty i dzierżawy, a w końcu pochowają przy odgłosie trąb i głośnym płaczu gazeciarskim (…). Upadają tylko ludzie z talentem i charakterem nie pozwalający na poniewierania sobą wszelkiemu plugastwu, znajdującemu się u góry i czujący, że zachowanie swej ludzkiej godności droższe jest na wszelkie ordery  i możliwą służbową karierę”.   DIAGNOZA: „POLSKĘ POD ROSYJSKIM ZABOREM TRZĘSIE FEBRA POWSTAŃ” Myślę, że trzeba było nie lada odwagi, by pisząc memoriał dla namiestnictwa Królestwa Polskiego, a zatem – pośrednio – dla cara, umieszczać w nim takie sądy. Wiele cierpkich uwag pod adresem Polaków znaleźć można u Mikołaja Berga („..gdyby Polacy nie byli Polakami, tj. gdyby byli zgodniejsi i nie rozpadali się na tyle różnych stronnictw, gdyby w swych działaniach politycznych okazywali więcej ładu organicznego i wytrwałości, już by się Polska dawno wyzwoliła“), ale charakter „Zapisków“ określa ostra krytyka metod rządzenia i stosunków panujących w dziewiętnastowiecznej carskiej Rosji. Wprawdzie Berg skłonny jest tłumaczyć wiele faktów charakterem narodowym Polaków czy Rosjan, ale zawsze stara się szukać motywów głębszych, bardziej dostępnych obiektywnej ocenie. Nigdzie też nie znajdziemy śladów tak w owych latach u Rosjan popularnego szowinizmu. Jako historyk starał się Berg możliwie wiernie i bezstronnie odtworzyć rzeczywistość trzydziestolecia, którym się zajmował, ostro przeciwstawiał się nieracjonalnym według niego formom rządzenia okupowanym przez Rosjan krajem, „...Polacy, czy to na Litwie czy w Królestwie Polskim, czy na Rusi nie przestaną być nigdy Polakami, (...) jak ich przodkowie nie dadzą się wyleczyć żadnymi zawodami i klęskami, żadną niesumiennością zachodniej polityki, żadnymi konfiskatami majątków, wieszaniami i zsyłkami na Sybir“. Wadliwy system administracyjny, korupcja, brak kompetentnych urzędników, nepotyzm, indolencja cara (sic!) – to przyczyny, dla których „biedną Polskę pod rosyjskim zaborem trzęsie chroniczna febra powstań“. Ciekawostką jest, że to on  porównał pieśń „Boże coś Polskę”, która na krótko przed Powstaniem była już śpiewana na patriotycznych manifestacjach do Marsylianki. Nazwał ją Marsylianką 1863 roku. [1] M.W.Berg był również tłumaczem z języka polskiego. W 1875 r. przełożył na język rosyjski „Pana Tadeusza”. [2] Wszystkie cytaty z: Mikołaj Berg, Zapiski o polskich spiskach i powstaniach, Warszawa 1906. [3] Pełny tytuł przekładu polskiego „Zapisków o Polskich spiskach wydanego w 1898 w Krakowie „Mikołaja Wasyliewicza Berga- Zapiski o powstaniu polskim 1863 i 1864 roku i poprzedzającej powstanie epoce demonstracji od 1856 r. z rosyjskiego oryginału, wydanego kosztem rządu, a następnie przez cenzurę zniszczonego, dosłownie przełożył JJ”

Salon24.pl, 21. stycznia 2013

Dymisja Mario Montiego

Dymisja premiera państwa członkowskiego Unii, jest – co do zasady – sprawą tego państwa. Bywają jednak sytuacje, kiedy taka zmiana obchodzi Unię jako taką, a nie tylko europejską opinię publiczną jako sumę opinii publicznych (Polaków, Niemców, Greków itd.). Dymisja Mario Montiego, szefa rządu włoskiego, jest właśnie taki przypadkiem. Już po jej zapowiedzi przez Montiego (na początku grudnia) odbywał się szczyt europejski w Brukseli i tam właśnie urzędujący włoski premier uzyskał niedwuznaczne poparcie swoich europejskich kolegów, szczególnie z centrum i z prawicy. Pisze o tym „Euractiv.com”: „Włoska agencja prasowa Ansa potwierdziła w wielu źródłach, że niemiecka kanclerz Angela Merkel prosiła Montiego, aby wystartował [na czele koalicji centro-prawicowej] w wyborach planowanych na marzec 2013. Także inni centro-prawicowi przywódcy europejscy dali swoje poparcie dla człowieka, który poprowadził Włochy na drogę reform”. „Euractive” cytuje w tym kontekście słowa José Manuela Barroso, przewodniczącego Komisji: „W ciągu minionego roku zostały [we Włoszech] powzięte ważne decyzje w celu zmniejszenia nadmiernego deficytu i długu publicznego. Osiągnięto poważny postęp w zakresie konkurencyjności i potencjału wzrostu gospodarczego. Notujemy już teraz bardzo dobre rezultaty w zakresie zmniejszenia kosztów obligacji rządu włoskiego” (http://www.euractiv.com/fr/elections/les-dirigeants-de-centre-droit-s-news-516660). Skoro Unia interesuje się bardziej niż zwykle tym, jaki będzie włoski rząd, pójdźmy za tym zainteresowaniem i zobaczmy, jak się sprawy mają na włoskiej scenie politycznej. Z punktu widzenia Unii pytanie brzmi: czy Mario Monti ma jeszcze przyszłość polityczną? I tu spotykamy dobrze znaną postać: Silvio Berlusconiego. Pisał o tym tuż przed dymisją Montiego „La Croix”, przytaczając słowa, w których Berlusconi zadeklarował swój powrót do aktywnej polityki: „Wracam, żeby zwyciężyć”. Dalej katolicki dziennik pisał: „Podczas gdy jego partia dostaje teraz w sondażach 14 proc. preferencji wyborczych, w 2008 roku to było 38 proc., były premier, odsunięty od władzy przed rokiem, utrzymuje, że >>nie ma innego Berlusconiego, który byłby w stanie pokonać lewicę<<. >>Znowu poświęcam się dla sprawy publicznej, dla dobra kraju i z poczuciem odpowiedzialności, które zawsze miałem<< wyznaje Il Cavaliere, ścigany przez wymiar sprawiedliwości z tytułu oszustw podatkowych, zmuszania nieletnich do prostytucji oraz nadużycia władzy”. Z pewnością Europa (nie tylko ta katolicka) wolałaby zamiast Berulsconiego, urzędującego premiera Mario Montiego. „La Croix” kontynuuwał: „Wyzwoliwszy się [poprzez dymisję] od wizerunku technokraty, stojąc w nowej sytuacji nieco z boku głównego sporu politycznego, odchodzący premier ma wszystko, co potrzeba, aby zadowolić żądania obozu umiarkowanych. Byłby on gwarancją >>uniknięcia tego, ażeby kraj znowu znalazł się nad przepaścią w stylu greckim<<, zapewnia Pier Ferdinando Casini, szef centrowej partii UDC” (http://www.la-croix.com/Actualite/S-informer/Monde/Silvio-Berlusconi-pousse-Mario-Monti-a-la-demission-_NG_-2012-12-09-885778). 21 grudnia Mario Monti złożył dymisję. Tak, jak wcześniej zapowiadał, nastąpiło to zaraz po uchwaleniu przez parlament budżetu na 2013 rok. Ale dymisja, być może, nie oznacza jego definitywnego odejścia z włoskiej polityki. I to mimo, że swoim nagłym powrotem Berlusconi niewątpliwie próbuje zabiec Montiemu drogę. Czy to się uda? Rzecz rozważają „Les Echos”, pisząc: „Według licznych gazet włoskich Mario Monti ogłosi swoje poparcie dla centrowej koalicji, ale nie będzie numerem jeden na jej listach wyborczych, co nie wykluczałoby tego, że po wyborach w końcu lutego zostałby znowu premierem. (...) Jedno jest pewne: Mario Monti nie będzie kandydatem centro-prawicy, która obejmowałaby także PDL – partię Il Cavaliere” (http://www.lesechos.fr/economie-politique/monde/actu/0202465431123-italie-budget-adopte-monti-sur-le-point-de-demissionner-523328.php). W końcu potwierdziło się, że Mario Monti poważnie myśli o kontynuacji swojego programu politycznego po wyborach (http://www.lefigaro.fr/flash-actu/2012/12/23/97001-20121223FILWWW00053-monti-ne-renonce-pas-a-etre-candidat-mais-ne-s-engage-pas.php).

Blog Bogusława Sonika, 16. stycznia 2012

Standard & Poor's podnosi notę Grecji

Agencja ratingowa Standard & Poor’s podniosła we wtorek, 18 grudnia, notę dla długu greckiego i to aż o 6 stopni: od poziomu „częściowej niewypłacalności” do poziomu „B-". Giełda w Atenach natychmiast zanotowała wzrosty, podniósł się poziom optymizmu i w Grecji, i w ogóle w Europie. Niektórzy widzą w decyzji S&P dowód, że kryzys długu państwowego w strefie euro ma już najgorszą fazę za sobą. A skoro ten kryzys zaczyna się kończyć, to i kryzys w Unii też niedługo zobaczy swój kres. Przykładem takiego optymizmu może być komentarz redakcyjny („l’editorial”) w „Le Monde”, gdzie czytamy: „Wybawienie zawdzięczają Grecy sobie (...). Ale przede wszystkim Europejczykom. Przesilenie nastąpiło tego lata, kiedy to Angela Merkel w końcu zdecydowała się co do swojej linii postępowania: Grecja nie wyjdzie ze strefy euro, cokolwiek by się stało. Niemiecka kanclerz zdecydowała się, pod presją François Hollande’a, który powoływał się na powinność polityczną i obowiązek solidarności, a także Mario Draghiego, prezesa EBC, który przestrzegał przed nieuchronnymi skutkami katastrofy w jednym kraju członkowskim dla pozostałych członków strefy euro. Potem Draghi potwierdził, że będzie bronił euro za wszelką cenę. Tego lata, zatem, Europejczycy zdecydowali, że rynki finansowe nie pokonają waluty euro. I to działa. Spekulacja uspokoiła się. (...) Odtąd Europejczycy walczą już nie tyle z rynkami finansowymi, co ze samymi sobą. Zadali sobie trud reformatorski wiodący do osiągnięcia większej konkurencyjności, jakiego żaden inny region świata sobie nie zadał. I rezultaty zaczynają być widoczne” (http://www.lemonde.fr/idees/article/2012/12/22/la-survie-de-l-euro-n-est-plus-en-jeu_1809832_3232.html). Mniej optymistycznie widzi te sprawy „l’Express”. Tygodnik powołuje się na ekspertyzę l’Institut des Finances International i pisze: „>>Z PKB, który ma się w przyszłym roku zmniejszyć o ok. 4 do 5 proc. (...) i z wystawieniem na próbę spójności społecznej przez nowe decyzje oszczędnościowe, ryzyko co do planu pomocowego UE i MFW pozostaje poważne<< - podkreśla IFI. Wyraża także rezerwę co do zdolności tego kraju do osiągnięcia wypłacalności, mimo przewidzianego anulowania 20 miliardów pożyczek dzięki operacji odkupienia długu i całego szeregu decyzji wspierających ze strony strefy euro. >>Obawy co do trwałości długu będą trwać tak długo, jak długo nie powróci wzrost gospodarczy<< - stwierdza IFI” (http://lexpansion.lexpress.fr/economie/s-p-remonte-la-note-de-la-grece-de-six-crans_365665.html). Z pewnością jest jakaś poprawa. Pytanie, jak dalece zaawansowana. A dalej, po ustaleniu faktów, pytanie czy butelka jest do połowy pełna („Le Monde”) czy do połowy pusta („l’Express”).

Blog Bogusława Sonika, 16. stycznia 2012

Szczyt w Brukseli: nadzór bankowy i nic więcej

To miał być szczyt (13-14 grudnia) przełomowych decyzji w zakresie reform instytucjonalnych w Unii – przynajmniej tak zakładano w lecie, na poprzednim szczycie. Ale – przypomnijmy – w lecie byliśmy w apogeum kryzysu długów państwowych i, w konsekwencji, o krok od rozpadnięcia się strefy euro. W takich okolicznościach ludzie (polityków nie wyłączając) mają skłonność do podejmowania dalekosiężnych decyzji, na jakie nigdy by się nie odważyli w „normalnych czasach”. Otóż najgorsze minęło, a w każdym razie tak się teraz wydaje, Unia nie ma już poczucia, że jest pod ścianą, i wobec tego nie podejmuje decyzji, które niedawno jeszcze wydawały się absolutnie konieczne. O szczycie zawiedzionych – w powyższym sensie – nadziei pisze „Liberation”: „Plan dojścia do Europy federalnej stał się samoprzylepną karteczką [którą można przeklejać na dowolne miejsca, tu: przesuwać w czasie]: będziemy o tym mówić pewnego dnia, być może. Jak można się było tego spodziewać, 27 szefów państw i rządów, zebranych na szczycie w Brukseli, poświęciło noc z czwartku na piątek na rozpruwanie dokumentu zmierzającego do stworzenia >>prawdziwej Unii Gospodarczej i Walutowej<<, który to dokument przedłożył Herman Van Rompuy, przewodniczący Rady Europejskiej. Po roku reform przygotowywanych przy dźwiękach werbli bojowych, pod ogniem kryzysu, Europa daje sobie teraz urlop wypoczynkowy. Ewolucja strefy euro w kierunku unii politycznej, wyposażonej we własny budżet, zostaje odesłana nie >>ad calendas grecas<<, ale do kalendarza niemieckiego. To znaczy najwcześniej do nazajutrz po wyborach do Bundestagu we wrześniu 2013” (http://bruxelles.blogs.liberation.fr/coulisses/2012/12/pour-leurope-politique-pause-toujours.html). W podobnym duchu pisze „Le Figaro”, co znamienne bo w szeregu innych kwestii te gazety ogromnie się różnią: „We czwartek, wydawało się, że jest jeszcze nadzieja po tym, jak zgodzono się co do nowej pomocy dla Grecji i po trudnym wynegocjowaniu nadzoru bankowego nad 6 tysiącami banków. W piątek entuzjazm opadł, co znajduje dwa wyjaśnienia. Trudno jest posuwać się naprzód z Niemcami, już całkowicie zmobilizowanymi przed batalią wewnętrzną o mandaty do Bundestagu oraz z Francją, która opiera się, razem z innymi, wobec wszelkiej zmiany traktatów europejskich. Uspokojenie na rynkach finansowych, nawet jeśli przejściowe, także pozwala przenieść na później to, co jawiło się jeszcze niedawno jako niezbędny >>skok federalny<<” (http://www.lefigaro.fr/international/2012/12/14/01003-20121214ARTFIG00632-l-europe-remet-a-plus-tard-lareforme-de-ses-traites.php).

Blog Bogusława Sonika, 2. stycznia 2012

Długofalowe myślenie o instytucjach unijnych

Kryzysy bywają czasem, kiedy wykuwają się nowe idee. Kryzys długu państwowego, który gnębi Unię od 2010 roku, miał fazę działań bardziej doraźnych, teraz zaś zdaje się wchodzić w fazę długofalowego myślenia o instytucjach unijnych – po to, aby na przyszłość zabezpieczyć Unię przed niebezpieczeństwami, które ujawniły w czasie obecnego kryzysu. Jak wiadomo, największe siły polityczne w Parlamencie Europejskim (chadecy, socjaliści i liberałowie) opowiadają się za bezpośrednim wyborem przewodniczącego Komisji Europejskiej podczas najbliższych wyborów do PE, w czerwcu 2014 roku. Wszystkie te familie polityczne zapowiadają, że wskażą przed wyborami swojego kandydata na to stanowisko. Ta idea pomału zdobywa sobie coraz więcej zwolenników, a głównym jej motywem jest postulat zdemokratyzowania Unii. We wrześniu podjęła ją grupa robocza 11 ministrów spraw zagranicznych (w tym polskiego) (http://www.auswaertiges-amt.de/cae/servlet/contentblob/626338/publicationFile/171843/120918-Abschlussbericht-Zukunftsgruppe.pdf). Dużym wydarzeniem było w tym kontekście wystąpienie Hermana Van Rompuy’a na konferencji w Brukseli, zorganizowanej przez belgijski MSZ, fundację Bertelsmana i fundację Króla Baudouina. Stały przewodniczący Rady Europejskiej opowiedział się przeciwko bezpośredniemu wyborowi szefa Komisji. Jego argumentację przytacza „Euractive”: „Van Rompuy wskazał jednakże, że już uprzedził o tym ministrów podczas spotkania zorganizowanego we wrześniu w Nowym Jorku na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ. >>Powiedziałem to w Nowym Jorku: ‘nadacie temu mężczyźnie lub tej kobiecie wielką legitymację. Ale jeśli utrzymanie ten sam [co obecnie] poziom kompetencji tego stanowiska [przewodniczącego Komisji], to wywołacie przewidywalne rozczarowanie’.<< (...) Van Rompuy zaznaczył, że wszystkie te wysiłki pójdą na marne, jeśli nie wzmocni się kompetencji samej Komisji w stosunku do państw członkowskich” (http://www.euractiv.com/node/516367). Z kolei inna ważna unijna osobistość, szef frakcji liberałów, Guy Verhofstadt, ustosunkował się do ważnego dokumentu Komisji na temat przyszłości strefy euro (http://bruxelles.blogs.liberation.fr/blueprint_fr.pdf), który rysuje dla strefy euro perspektywę federalną. Przywódca liberałów oświadcza, że podziela analizę przyczyn kryzysu dokonaną przez Komisję: rozbieżność między posiadaniem wspólnej waluty i prowadzeniem odmiennych polityk gospodarczych przez państwa członkowskie. Ale co się tyczy zapowiadanej przez Komisję nowej instytucji (Fundusz Amortyzacji Długu), Verhofstadt jest zdania, że nie trzeba z tym czekać aż do zmiany traktatów, lecz można ją wprowadzić w życie już w obecnym porządku prawnym (http://www.alde.eu/fr/presse/communiques-presse-et-nouvelles/communiques-de-presse/article/guy-verhofstadt-we-strongly-support-the-commissions-blueprint-but-believe-the-redemption-fund-is/).

Blog Bogusława Sonika, 11. grudnia 2012

Unia federalna albo żadna?

Komisja Europejska opublikowała przed kilkoma dniami dokument na temat przyszłego kształtu instytucjonalnego Unii (http://ec.europa.eu/commission_2010-2014/president/news/archives/2012/11/pdf/blueprint_fr.pdf). A ściślej mówiąc: stanowisko na temat pożądanego – jej zdaniem – przyszłego kształtu Unii. Ma to, rzecz jasna, związek z kolejnym spotkaniem na szczycie unijnych przywódców, w połowie grudnia w Brukseli. Ale jeszcze bardziej ma związek z kryzysem waluty euro/ strefy euro/ Unii Europejskiej. Kryzys zmusił Komisję do postawienia pytania o jego najgłębsze przyczyny, a od rodzaju odpowiedzi, jakiej się na to pytanie udzieli, zależy wizja przyszłej Unii, bardziej odpornej na takie zagrożenia. Komisja proponuje: utworzenie osobnego budżetu strefy euro, na dodatek zasilanego z autonomicznych źródeł (inaczej niż dziś budżet UE), utworzenie przez strefę własnego skarbu, możliwość zaciągania wspólnych pożyczek, zaprowadzenie wspólnego ścisłego nadzoru nad budżetami państw narodowych. To wszystko byłyby zmiany rewolucyjne. Zmianą ewolucyjną byłoby natomiast uruchamianie systemu MES (funduszu ratunkowego dla państw zagrożonych) większością kwalifikowaną (a nie, jak dotąd, jednogłośnie). Komentując dokument Komisji, brukselski korespondent „Libération”, Jean Quatremer, konstatuje, że wyłania się z tego dokumentu wizja przyszłej Unii jako czegoś pomiędzy ustrojem Stanów Zjednoczonych a ustrojem Republiki Federalnej Niemiec. Pisze on: „Nawet jeśli europejska egzekutywa stroni od używania >>słowa na f<<, preferując bardzo medialne sformułowanie >>prawdziwa i pogłębiona unia gospodarcza i walutowa<<, to przecież proponuje ona państwom członkowskim skok w federalizm (...)” http://bruxelles.blogs.liberation.fr/coulisses/2012/12/2018-la-f%C3%A9d%C3%A9ration-de-la-zone-euro-voit-le-jour.html#more). Naturalnie dokument Komisji jest szeroko komentowany i z pewnością będzie ważnym punktem odniesienia dyskusji szefów państw i rządów 13 i 14 grudnia w Brukseli. Głos na ten temat zabrał też think-takn kierowany przez byłego przewodniczącego Komisji Europejskiej Jacquesa Delorsa, Notre Europe – Institut Jacques Delors. Stanowisko Delorsa i jego zwolenników streszcza portal europe-liberte-securite-justice.org, w trzech punktach. Po pierwsze, unia polityczna jest dziś tylko częściowo rzeczywistością, natomiast jest nieodzowna dla Unii na przyszłość. Po drugie, można w tym kierunku zmierzać tylko odwołując się zarówno do skuteczności, jak i do legitymizmu. Potrzebne jest zasada zróżnicowania, pozwalająca na podążanie różnych państw wewnątrz Unii z różną prędkością. Po trzecie, strefa euro powinna być środkiem ciężkości integracji europejskiej. Na koniec czytamy: „Konkludują oni [członkowie Instytutu Jacquesa Delorsa], że mając przed oczami te podwójną perspektywę – strefę euro i UE – państwa europejskie mogą lepiej uskuteczniać działania leżące w ich wspólnym interesie, i w ten sposób pogłębiać >>europejską unię polityczną<<” (http://europe-liberte-securite-justice.org/2012/12/01/une-veritable-1-union-economique-et-monetaire-renforcee-et-approfondie-une-union-politique-enfin-une-realite-en-peu-de-mots-essayons-dy-voir-clair-avant-le-sommet-de-decembre/).

Blog Bogusława Sonika, 11. grudnia 2012

Grecja: temat bez końca

Po długich negocjacjach publiczni wierzyciele Grecji doszli do porozumienia. Grecy odetchnęli z ulgą. UE, EBC i MFW zdecydowały 27 listopada odblokować kolejną transze kredytu, uznawszy po długich wahaniach, że jednak reformy poczynione przez Greków rokują poprawę. Chodzi o kwotę 43 miliardów euro, z czego 34 miliardy będą wypłacone już do 13 grudnia. Najważniejsza w tym porozumieniu jest zgoda na wyższy dług publiczny Grecji, niż zakładano w pierwotnym porozumieniu. „24heures.ch” piszą na ten temat: „W najtrudniejszej kwestii redukcji długu , która była punktem niezgody między MFW i strefą euro, obie strony ostatecznie doszły do porozumienia po 13-godzinnym posiedzeniu. Ustalono, że dług publiczny Grecji może w roku 2020 wynieść 124 proc. PKB, choć poprzednie porozumienie mówiło o poziomie 120 proc., czego bronił MFW. To oznacza, według pewnego źródła europejskiego, ulgę około 40 miliardów euro licząc od dziś do 2020 roku. Bez nowych ustaleń [tych poczynionych 27 listopada] dług osiągnąłby 144 proc. w roku 2020, a to byłby, według MFW, poziom niemożliwy do udźwignięcia” (http://www.24heures.ch/economie/La-Grece-soulagee-apres-l-accord-UEFMI-sur-la-dette/story/19195837). Tak więc jest jakaś nadzieja, a co najmniej został kupiony pewien czas, zanim oceny zdolności Grecji do wyjścia z pętli zadłużenia znowu przybiorą ciemne barwy. O tym, że z czarnym scenariuszem liczą się najpoważniejsi aktorzy unijnej polityki, wiadomo nie od dzisiaj. Taki jest też ton komentarza znanego francuskiego dziennikarza, od lat komentującego kwestie europejskie dla dziennika „Liberation”, Jeana Quatremera. Na jego blogu czytamy uwagi, które mniej odnoszą się do szczegółów negocjacji Grecji z jej wierzycielami, czy też do szczegółów reform strukturalnych, dokonywanych przez Ateny. Quatremer skupia się bardziej na kulturowych odmiennościach Grecji, które – być może – objaśniają jakąś istotną trudność w przyjęciu przez Greków standardów „północnej” Europy. Jean Quatremer cytuje sowa anonimowego wysokiego funkcjonariusza europejskiego, który powiedział mu: „Grecja jest krajem szczególnym w Unii Europejskiej, bliskim Rumunii czy Bułgarii, które jednak nie należą do strefy euro i długo jeszcze do niej nie przystąpią. Grecję trzeba przeprowadzić z gospodarki spekulacyjnej, niezdolnej do innowacyjności, gdzie zysk jest dzielony miedzy małą liczbę osób, do funkcjonalnej gospodarki rynkowej. Trzeba ją przeprowadzić z zamkniętego porządku społecznego do porządku otwartego. Problem polega na tym, że - nawet nieskuteczny – ten system jest bardzo stabilny, a przez to trudny do zreformowania” (http://bruxelles.blogs.liberation.fr/coulisses/2012/11/gr%C3%A8ce-un-cadeau-%C3%A0-240-milliards-deuros.html).

Blog Bogusława Sonika, 5. grudnia 2012

Unia (na razie) bez budżetu

Porażka szczytu poświęconego przyjęciu budżetu Unii na lata 2014-2020 była dość prawdopodobna jeszcze przed jego rozpoczęciem. Stanowiska stron sporu odległe, brak współdziałania najważniejszych partnerów (Francji i Niemiec) i brak silnej presji czasu (nie był to kolejny „szczyt ostatniej szansy”). Pisał o tym w takim właśnie duchu „L’Express” (http://www.lexpress.fr/actualites/1/actualite/budget-de-l-ue-le-sommet-des-grands-ciseaux_1190278.html). Tym niemniej skala i natura rozbieżności w Unii w kwestii finansowania wspólnych polityk każe postawić pytania najbardziej fundamentalne co do przyszłości tego ugrupowania. W szczególności pytanie, czy Wielka Brytania zmierza do wyjścia z Unii. Takie pytanie, także jeszcze przed szczytem, postawił „Atlantico.fr” (http://www.atlantico.fr/decryptage/tensions-budget-europeen-vont-elles-pousser-royaume-uni-vers-sortie-jean-quatremer-551058.html). Przewidywano brak porozumienia – był brak porozumienia. „Le Nouvel Observateur” opisuje metodę Hermana Van Rompuy’a, prowadzącego negocjacje: „Wspólna polityka rolna, która w pierwszej propozycji Van Rompuy’a straciła 25,5 miliarda euro, odzyskuje 8 miliardów w drugiej propozycji. Polityka spójności (...) odzyskuje 10,6 miliarda, z 30 miliardów cięć w pierwotnej propozycji. Nikt nie jest zadowolony. (...) Równolegle Heman Van Rompuy przygotował trzecią propozycję kompromisu, w której sięgnął po rezerwy w dziedzinie konkurencyjności i wydatków na administrację (...). Ale jego margines manewru był bardzo ograniczony, przewodniczący nie miał już z czego robić >>nowych prezentów<<, według słów jednego z dyplomatów”. To się po polsku nazywa polityka krótkiej kołdry. Anonimowy dyplomata cytowany przez „Le Nouvel Observateur” nazwał to nieco inaczej: „rozbieraniem Piotra po to, żeby ubrać Pawła”. (http://tempsreel.nouvelobs.com/economie/20121123.OBS0297/budget-europeen-l-echec-annonce-n-est-plus-tres-loin.html). Warto przypomnieć, że tworzenie wspólnego budżetu Unii jest kwadraturą koła, głównie dlatego, że opiera się on w lwiej części na składkach państw członkowskich, a w bardzo niewielkiej na autonomicznych źródłach finansowania. A państwa mają sprzeczne interesy, najkrócej mówiąc: bogaci woleliby dać mniej, biedni domagają się – w imię europejskiej solidarności – więcej. W końcu państwa mają kłopot w zdefiniowaniu swoich pozycji. Taka np. Francja z jednej strony sprzeciwia się cięciom, bo jest największym beneficjentem największej wspólnej polityki (rolnej), a drugiej strony wysoki budżet UE, to wysoka składka, ta zaś kłóci się z zapowiedzianą przez rząd polityką drastycznych oszczędności budżetowych (zmniejszenie deficytu z 4,5 do 3,0 proc. już na koniec przyszłego roku). Itd., itp. Tak więc przywódcy rozjechali się do domów. Mają się znowu spotkać w połowie grudnia, a przewodniczący Van Rompuy zapewnia, że kompromis jest możliwy. Zdaje się w to wątpić „Le Progres”, który w swoim komentarzu po szczycie pyta, czy Unii grozi „wielka schizma?”, mając – oczywiście – na myśli ewentualne wyjście Wielkiej Brytanii (http://www.leprogres.fr/france-monde/2012/11/24/echec-a-bruxelles-l-europe-au-rabais).

Blog Bogusława Sonika, 3. grudnia 2012

Europejska gra o łupki

Sprawa wydobycia gazu łupkowego budzi wśród europejskich polityków niemałe emocje. Trudno znaleźć rozwiązanie zadowalające wszystkich członków europejskiej Wspólnoty. Czy toczącą się dyskusję rozniecają obiektywne kryteria takie jak dbałość o środowisko, redukcja emisji CO2 czy też rozwój energetyki opartej o odnawialne źródła energii? A może istotniejsze są tu interesy poszczególnych państw i kierunek ich dotychczasowej polityki? Jaki wpływ wywrzeć może potencjalny eksport gazu łupkowego przez Amerykanów? Czy podjęcie decyzji o wydobyciu powinno zależeć głównie od wyniku rachunku ekonomicznego, a może ważniejsze jest bezpieczeństwo i stabilność dostaw tego surowca? Polecamy lekturę wywiadu z Bogusławem Sonikiem przeprowadzonego dla Centrum Strategii Energetycznych. Czytaj więcej:

Centrum Strategii Energetycznych

Łupkowa debata będzie burzliwa

- Posłowie z frakcji zielonych i liberałów zgłosili do mojego raportu poprawkę, która postuluje wprowadzenie moratorium na wydobycie gazu łupkowego w całej UE - mówi Bogusław Sonik, poseł do Parlamentu Europejskiego "Rz": Dziś w Parlamencie Europejskim odbędzie się debata na temat poszukiwań i wydobycia gazu łupkowego. Czego konkretnie będzie dotyczyła? Podczas sesji parlamentu, która odbędzie się w Strasburgu, będą omawiane dwa już wcześniej opublikowane raporty. Pierwszy, Komisji Przemysłu i Energii, przygotowany został przez grecką posłankę Niki Tzaveli na temat przemysłowych i energetycznych aspektów gazu łupkowego w Unii Europejskiej. Drugi raport w sprawie wpływu działalności wydobywczej gazu łupkowego na środowisko naturalne został opracowany przeze mnie dla Komisji Ochrony Środowiska. Czytaj więcej w wywiadzie z Bogusławem Sonikiem:

Rzeczpospolita, 2o. listopada 2012

Mario Draghi: rok na czele BCE

Rok temu, 1 listopada 2011, Mario Draghi stanął na czele Europejskiego Banku Centralnego. To okazja dla podsumowań jego rocznego bilansu tym bardziej, że Draghi działał w warunkach eskalacji kryzysu długu publicznego w strefie euro. Prasa przypomina kolejne decyzje nowego szefa EBC, część z nich z pewnością była nietypowa dla tej instytucji i wywoływał sporo kontrowersji: najpierw obniżenie stóp procentowych EBC, potem dofinansowanie banków na preferencyjnych warunkach, potem słynna deklaracja londyńska z 26 lipca („EBC zrobi wszystko co będzie konieczne, w ramach swoich uprawnień, dla ratowania euro. I, proszę mi wierzyć, będzie to wystarczające”), w końcu wrześniowa zapowiedź operacji OMT (Outright monetary transactions). Wszystkie te działania, jak się zdaje, przyczyniły się do złagodzenia kryzysu długu. Z pewnością pozwoliły kupić czas, a w ramach zyskanego w ten sposób czasu pozwoliły wypracować nowe reguły, które mają dać zdrowsze podstawy europejskiej gospodarce. „Le Monde” wyjaśnia ideę operacji OMT: „Bardzo szybko zwyciężyła ta myśl: nowy program [pomocy dla państw pod ciężarem długu publicznego] zostanie uruchomiony tylko na ściśle określonych warunkach. Jest oczywiste, że EBC nie zakupi długu, jeśli dane państwo nie uruchomi głębokich reform [strukturalnych]. Aby zabezpieczyć się przed zarzutem, że instytucja bez demokratycznej legitymacji dyktuje państwom swoje prawa, przyjęto, że EBC będzie interweniować jedynie wtedy, gdy określone państwo poprosi o środki z europejskiego funduszu pomocowego, co oznacza, że podpisze z państwami-członkami strefy euro program reform. Draghi zadeklarował nawet, że jest gotowy udzielić [na tych warunkach] pomocy >>nieograniczonej<<. Rezultat: rynki uspokoiły się. Przynajmniej jak dotąd ...”( http://www.lemonde.fr/economie/article/2012/10/31/en-un-an-mario-draghi-a-su-apaiser-les-marches_1783562_3234.html). Najważniejszą z nowych reguł jest pakt budżetowy. O roli Draghiego w jego powstaniu pisze „Challenges.fr”: „Zarządca waluty euro (...) bez kompleksów działał w sferze kompetencji Komisji Europejskiej, zgłaszając nowe pomysły w tym słynny >>fiscal compact<<, pakt budżetowy, który doprowadził do podpisania nowego traktatu. >>W ciągu dziewięciu miesięcy Mario Draghi zrobił więcej dla przyspieszenia prac rządów państw strefy euro niż Trichet [jego poprzednik], który w ciągu ośmiu lat zadowalał się piętnowaniem nadmiernych deficytów<<, podsumowuje Bruno Cavalier, główny ekonomista Oddo Securities” (http://www.challenges.fr/economie/20121031.CHA2655/europe-super-mario-draghi-fete-sa-premiere-annee-a-la-banque-centrale-europeenne-bce.html).

Blog Bogusława Sonika, 8. listopada 2012

Komisarze mówią pani Reding

Komisarz Viviane Reding, odpowiedzialna w Komisji za wymiar sprawiedliwości i prawa obywatelskie, poniosła dotkliwą porażkę. Jej od dawna zapowiadany projekt wprowadzenia obowiązku zagwarantowania 40 proc. miejsc dla kobiet w zarządach przedsiębiorstw, nie zyskał akceptacji jej kolegów, ale i koleżanek, z Komisji. Polityka równości płci jest w Unii Europejskiej traktowana serio, nawet jeśli trzeba tu odróżnić między aspiracjami a faktycznym udziałem kobiet w instancjach kierowniczych. Niedawno ilustracją tego problemu było odrzucenie kandydatury Yves’a Merscha, prezesa banku centralnego Luksemburga, na stanowisko członka zarządu Europejskiego Banku Centralnego. Zarząd liczy 6 członków, jedno miejsce aktualnie wakuje, a 5 pozostałych zajmują mężczyźni. Ta okoliczność sprawiła, że Mersch był bez szans. Komisja spraw gospodarczych Parlamentu Europejskiego odrzuciła kandydaturę Merscha, chociaż nikt nie kwestionował jego kompetencji. „Le Monde” przytacza słowa deputowanej Sylvie Goulard z grupy liberałów i demokratów: „Czynimy rozróżnienie między osobą [kandydata] a zasadami. Nic panu nie zarzucamy (...). Ale nie jest akceptowalne, aby zarząd [EBC] składał się wyłącznie z mężczyzn aż do roku 2018?” (http://www.lemonde.fr/economie/article/2012/10/23/representation-des-femmes-blocage-au-directoire-de-la-bce_1779514_3234.html). Na tym tle lepiej widać sens propozycji komisarz Reding, ale i racje większości Komisji. „Les Echos” zwracają uwagę, że przeciw propozycji pani Reding wypowiedziało się kilka pań komisarzy, skądinąd kobiet energicznych i bez kompleksów: Catherine Ashton (komisarz do spraw stosunków zagranicznych), Cecilia Malmström (komisarz do spraw wewnętrznych), Connie Hedegard (komisarz do spraw walki ze zmianami klimatu), Neelie Kroes (komisarz do spraw cyfryzacji). Vivian Reding uważa jednak, że aby dokonać w tej dziedzinie istotnych zmian, potrzebna jest wola polityczna. Oto jej słowa: „(...) jeśli mamy dzisiaj 1/3 kobiet-komisarzy europejskich, to dlatego, że José Manuel Barroso zabiegał u państw członkowskich o to by wystawiały kandydatury kobiet. Bez woli politycznej nie będzie zmian”. „Les Echos” piszą, że pani komisarz zmieniła język uzasadniający jej rewolucję, unikając ostatnio słowa „kwota”: „Projekt optował przede wszystkim za tym, aby uczynić obowiązkową procedurę selekcji, wedle której w przypadku dwojga kandydatów o jednakowych kompetencjach wybierać raczej kobietę niż mężczyznę” (http://www.lesechos.fr/entreprises-secteurs/finance-marches/actu/0202344523056-bruxelles-bloque-le-projet-de-quotas-de-femmes-dans-les-conseils-d-administration-503357.php). Nie udało się. Pani Reding będzie musiała przeredagować swój projekt, zanim w połowie listopada znowu przedstawi go do akceptacji Komisji.

Blog Bogusława Sonika, 6. listopada 2012