Artykuł

Szczyt w Brukseli: nadzór bankowy i nic więcej

To miał być szczyt (13-14 grudnia) przełomowych decyzji w zakresie reform instytucjonalnych w Unii – przynajmniej tak zakładano w lecie, na poprzednim szczycie. Ale – przypomnijmy – w lecie byliśmy w apogeum kryzysu długów państwowych i, w konsekwencji, o krok od rozpadnięcia się strefy euro. W takich okolicznościach ludzie (polityków nie wyłączając) mają skłonność do podejmowania dalekosiężnych decyzji, na jakie nigdy by się nie odważyli w „normalnych czasach”. Otóż najgorsze minęło, a w każdym razie tak się teraz wydaje, Unia nie ma już poczucia, że jest pod ścianą, i wobec tego nie podejmuje decyzji, które niedawno jeszcze wydawały się absolutnie konieczne.

O szczycie zawiedzionych – w powyższym sensie – nadziei pisze „Liberation”: „Plan dojścia do Europy federalnej stał się samoprzylepną karteczką [którą można przeklejać na dowolne miejsca, tu: przesuwać w czasie]: będziemy o tym mówić pewnego dnia, być może. Jak można się było tego spodziewać, 27 szefów państw i rządów, zebranych na szczycie w Brukseli, poświęciło noc z czwartku na piątek na rozpruwanie dokumentu zmierzającego do stworzenia >>prawdziwej Unii Gospodarczej i Walutowej<<, który to dokument przedłożył Herman Van Rompuy, przewodniczący Rady Europejskiej. Po roku reform przygotowywanych przy dźwiękach werbli bojowych, pod ogniem kryzysu, Europa daje sobie teraz urlop wypoczynkowy. Ewolucja strefy euro w kierunku unii politycznej, wyposażonej we własny budżet, zostaje odesłana nie >>ad calendas grecas<<, ale do kalendarza niemieckiego. To znaczy najwcześniej do nazajutrz po wyborach do Bundestagu we wrześniu 2013” (http://bruxelles.blogs.liberation.fr/coulisses/2012/12/pour-leurope-politique-pause-toujours.html).

W podobnym duchu pisze „Le Figaro”, co znamienne bo w szeregu innych kwestii te gazety ogromnie się różnią: „We czwartek, wydawało się, że jest jeszcze nadzieja po tym, jak zgodzono się co do nowej pomocy dla Grecji i po trudnym wynegocjowaniu nadzoru bankowego nad 6 tysiącami banków. W piątek entuzjazm opadł, co znajduje dwa wyjaśnienia. Trudno jest posuwać się naprzód z Niemcami, już całkowicie zmobilizowanymi przed batalią wewnętrzną o mandaty do Bundestagu oraz z Francją, która opiera się, razem z innymi, wobec wszelkiej zmiany traktatów europejskich. Uspokojenie na rynkach finansowych, nawet jeśli przejściowe, także pozwala przenieść na później to, co jawiło się jeszcze niedawno jako niezbędny >>skok federalny<<” (http://www.lefigaro.fr/international/2012/12/14/01003-20121214ARTFIG00632-l-europe-remet-a-plus-tard-lareforme-de-ses-traites.php).

Źródło: Blog Bogusława Sonika, 2. stycznia 2012

Powiązane tematy