Artykuł

Unia (na razie) bez budżetu

Porażka szczytu poświęconego przyjęciu budżetu Unii na lata 2014-2020 była dość prawdopodobna jeszcze przed jego rozpoczęciem. Stanowiska stron sporu odległe, brak współdziałania najważniejszych partnerów (Francji i Niemiec) i brak silnej presji czasu (nie był to kolejny „szczyt ostatniej szansy”). Pisał o tym w takim właśnie duchu „L’Express(http://www.lexpress.fr/actualites/1/actualite/budget-de-l-ue-le-sommet-des-grands-ciseaux_1190278.html).


Tym niemniej skala i natura rozbieżności w Unii w kwestii finansowania wspólnych polityk każe postawić pytania najbardziej fundamentalne co do przyszłości tego ugrupowania. W szczególności pytanie, czy Wielka Brytania zmierza do wyjścia z Unii. Takie pytanie, także jeszcze przed szczytem, postawił „Atlantico.fr” (http://www.atlantico.fr/decryptage/tensions-budget-europeen-vont-elles-pousser-royaume-uni-vers-sortie-jean-quatremer-551058.html).

Przewidywano brak porozumienia – był brak porozumienia. „Le Nouvel Observateur” opisuje metodę Hermana Van Rompuy’a, prowadzącego negocjacje: „Wspólna polityka rolna, która w pierwszej propozycji Van Rompuy’a straciła 25,5 miliarda euro, odzyskuje 8 miliardów w drugiej propozycji. Polityka spójności (...) odzyskuje 10,6 miliarda, z 30 miliardów cięć w pierwotnej propozycji. Nikt nie jest zadowolony. (...) Równolegle Heman Van Rompuy przygotował trzecią propozycję kompromisu, w której sięgnął po rezerwy w dziedzinie konkurencyjności i wydatków na administrację (...). Ale jego margines manewru był bardzo ograniczony, przewodniczący nie miał już z czego robić >>nowych prezentów<<, według słów jednego z dyplomatów”. To się po polsku nazywa polityka krótkiej kołdry. Anonimowy dyplomata cytowany przez „Le Nouvel Observateur” nazwał to nieco inaczej: „rozbieraniem Piotra po to, żeby ubrać Pawła”. (http://tempsreel.nouvelobs.com/economie/20121123.OBS0297/budget-europeen-l-echec-annonce-n-est-plus-tres-loin.html).
Warto przypomnieć, że tworzenie wspólnego budżetu Unii jest kwadraturą koła, głównie dlatego, że opiera się on w lwiej części na składkach państw członkowskich, a w bardzo niewielkiej na autonomicznych źródłach finansowania. A państwa mają sprzeczne interesy, najkrócej mówiąc: bogaci woleliby dać mniej, biedni domagają się – w imię europejskiej solidarności – więcej. W końcu państwa mają kłopot w zdefiniowaniu swoich pozycji. Taka np. Francja z jednej strony sprzeciwia się cięciom, bo jest największym beneficjentem największej wspólnej polityki (rolnej), a drugiej strony wysoki budżet UE, to wysoka składka, ta zaś kłóci się z zapowiedzianą przez rząd polityką drastycznych oszczędności budżetowych (zmniejszenie deficytu z 4,5 do 3,0 proc. już na koniec przyszłego roku). Itd., itp.

Tak więc przywódcy rozjechali się do domów. Mają się znowu spotkać w połowie grudnia, a przewodniczący Van Rompuy zapewnia, że kompromis jest możliwy. Zdaje się w to wątpić „Le Progres”, który w swoim komentarzu po szczycie pyta, czy Unii grozi „wielka schizma?”, mając – oczywiście – na myśli ewentualne wyjście Wielkiej Brytanii (http://www.leprogres.fr/france-monde/2012/11/24/echec-a-bruxelles-l-europe-au-rabais).

Źródło: Blog Bogusława Sonika, 3. grudnia 2012

Powiązane tematy