Artykuł

Komisarze mówią pani Reding

Komisarz Viviane Reding, odpowiedzialna w Komisji za wymiar sprawiedliwości i prawa obywatelskie, poniosła dotkliwą porażkę. Jej od dawna zapowiadany projekt wprowadzenia obowiązku zagwarantowania 40 proc. miejsc dla kobiet w zarządach przedsiębiorstw, nie zyskał akceptacji jej kolegów, ale i koleżanek, z Komisji.


Polityka równości płci jest w Unii Europejskiej traktowana serio, nawet jeśli trzeba tu odróżnić między aspiracjami a faktycznym udziałem kobiet w instancjach kierowniczych. Niedawno ilustracją tego problemu było odrzucenie kandydatury Yves’a Merscha, prezesa banku centralnego Luksemburga, na stanowisko członka zarządu Europejskiego Banku Centralnego. Zarząd liczy 6 członków, jedno miejsce aktualnie wakuje, a 5 pozostałych zajmują mężczyźni. Ta okoliczność sprawiła, że Mersch był bez szans.

Komisja spraw gospodarczych Parlamentu Europejskiego odrzuciła kandydaturę Merscha, chociaż nikt nie kwestionował jego kompetencji. „Le Monde” przytacza słowa deputowanej Sylvie Goulard z grupy liberałów i demokratów: „Czynimy rozróżnienie między osobą [kandydata] a zasadami. Nic panu nie zarzucamy (...). Ale nie jest akceptowalne, aby zarząd [EBC] składał się wyłącznie z mężczyzn aż do roku 2018?” (http://www.lemonde.fr/economie/article/2012/10/23/representation-des-femmes-blocage-au-directoire-de-la-bce_1779514_3234.html).

Na tym tle lepiej widać sens propozycji komisarz Reding, ale i racje większości Komisji. „Les Echos” zwracają uwagę, że przeciw propozycji pani Reding wypowiedziało się kilka pań komisarzy, skądinąd kobiet energicznych i bez kompleksów: Catherine Ashton (komisarz do spraw stosunków zagranicznych), Cecilia Malmström (komisarz do spraw wewnętrznych), Connie Hedegard (komisarz do spraw walki ze zmianami klimatu), Neelie Kroes (komisarz do spraw cyfryzacji). Vivian Reding uważa jednak, że aby dokonać w tej dziedzinie istotnych zmian, potrzebna jest wola polityczna. Oto jej słowa: „(...) jeśli mamy dzisiaj 1/3 kobiet-komisarzy europejskich, to dlatego, że José Manuel Barroso zabiegał u państw członkowskich o to by wystawiały kandydatury kobiet. Bez woli politycznej nie będzie zmian”. „Les Echos” piszą, że pani komisarz zmieniła język uzasadniający jej rewolucję, unikając ostatnio słowa „kwota”: „Projekt optował przede wszystkim za tym, aby uczynić obowiązkową procedurę selekcji, wedle której w przypadku dwojga kandydatów o jednakowych kompetencjach wybierać raczej kobietę niż mężczyznę” (http://www.lesechos.fr/entreprises-secteurs/finance-marches/actu/0202344523056-bruxelles-bloque-le-projet-de-quotas-de-femmes-dans-les-conseils-d-administration-503357.php).

Nie udało się. Pani Reding będzie musiała przeredagować swój projekt, zanim w połowie listopada znowu przedstawi go do akceptacji Komisji.

Źródło: Blog Bogusława Sonika, 6. listopada 2012

Powiązane tematy