Artykuł

Niemcy: zdrowy człowiek Europy

Nie ulega wątpliwości, że Niemcy są liderem Unii. Nie tylko ze względu na potencjał, ale też ze względu na realną siłę swojej gospodarki, która pozostaje ciągle w relatywnie dobrej kondycji.

Niemcy są jednym z – zaledwie – trzech państw unijnych (Niemcy, Holandia, Finlandia), którym udało się zachować ocenę AAA agencji ratingowych. Ministrowie finansów tych trzech krajów spotkali się niedawno, by dyskutować o zasadach, jakie ich zdaniem powinny obowiązywać w bezpośredniej pomocy finansowej dla banków, która ma być udzielana w ramach mechanizmu ratunkowego (MES). Pisze o tym „Agence Europe”: „Wymienione we wspólnej deklaracji te zasady są następujące: 1) musi zostać ustanowiony skuteczny jednolity mechanizm nadzoru bankowego pod egidą Europejskiego Banku Centralnego; 2) dla uruchomienia pomocy dla konkretnego państwa konieczna jest [formalna] decyzja MES, podobnie jak opracowanie planu reform gospodarczych dla tego państwa; 3) MES będzie odpowiedzialny za trudności, które wystąpią w ramach nowego jednolitego nadzoru bankowego, ale za te odziedziczone po starym systemie odpowiedzialność będą ponosić władze narodowe; 4) dokapitalizowanie powinno się dokonywać na podstawie realnej wartości istniejących aktywów; 5) banki [podlegające dokapitalizowaniu] powinny najpierw same znajdować nowy kapitał na rynku, następnie powinny być wykorzystane narodowe mechanizmy ratunkowe, a dopiero na ostatnim miejscu mechanizm MES” (MES, 3 pays AAA précisent les principes de la recapitalisation bancaire,26.09.2012).

Jak z tego widać, są to warunki stawiane przez bogatych. Bogaci godzą się pomóc biednym, ale w taki sposób, żeby ożywić mechanizmy samo-naprawcze w tych podupadłych gospodarkach oraz żeby samemu nie zapłacić zbyt wiele.

Ten problem szczególnie widoczny jest w Niemczech wobec perspektywy przyszłorocznych wyborów do Bundestagu. W tym kontekście tym bardziej staje się zrozumiała pewna powściągliwość pani kanclerz w wydawaniu pieniędzy niemieckiego podatnika na ratowanie strefy euro. Europejscy partnerzy Niemiec przynaglają je do decyzji, szczególnie w sprawie Grecji, gdzie sytuacja znowu stała się zapalna. Ale Niemcy radzą, aby z decyzjami zaczekać do raportu „trojki” (MFW, EBC, Komisja Europejska), który pierwotnie miał się ukazać w październiku, ale teraz jest zapowiadany na czas po wyborach amerykańskich na początku listopada. „Les Echos” piszą, jaka w tej sprawie jest generalna strategia Niemiec: „Pierwsza gospodarka strefy euro jest przekonana, że reformy strukturalne są najlepszą drogą wychodzenia z kryzysu. Niemcy widzą tego przykład w ich własnej niedawnej historii. >>Przed dziesięciu laty sami byliśmy chorym człowiekiem Europy, a staliśmy się jej stabilizującą kotwicą i lokomotywą jej wzrostu gospodarczego<<, przypomniała pani kanclerz (...) wobec przychylnego jej audytorium przedsiębiorców [chodzi o doroczny kongres Niemieckiej Federacji Przemysłowej (BDI), który odbył się 25 września w Berlinie]. Faktycznie przed reformami swojego poprzednika, Gerharda Schroedera, Niemcy były postrzegane jako europejska czerwona latarnia. Według Niemców byłoby nie tylko niesprawiedliwie, ale i nielogiczne, żeby inne kraje uniknęły tego wysiłku” (http://www.lesechos.fr/entreprises-secteurs/finance-marches/actu/0202288754848-appelee-a-agir-vite-l-allemagne-refuse-de-tomber-dans-la-precipitation-365701.php, 26.09.2012).

Źródło: Blog Bogusława Sonika, 5. października 2012

Powiązane tematy