Artykuł

Konferencja "Po co nam Parlament Europejski?"

Umowa o wolnym handlu między Unią Europejską a USA, stabilizacja strefy euro, tworzenie miejsc pracy dla młodych i kolejna perspektywa finansowa UE - te sprawy będą według posłów oraz kandydatów do PE przedmiotem gorącej dyskusji w nowej kadencji Parlamentu Europejskiego.

Obecni europosłowie oraz politycy kandydujący do PE uczestniczyli w czwartek w Krakowie w konferencji "Po co nam Parlament Europejski?" zorganizowanej na Uniwersytecie Jagiellońskim.

"Parlament Europejski to instytucja niekonieczna. Lud zapewne by nie płakał, gdyby został on zamknięty, może za jednym wyjątkiem - sztabem urzędników w Brukseli i Strasburgu" - oceniła kandydatka Polski Razem do PE Jadwiga Emilewicz. Według niej mała frekwencja w tych wyborach to raczej dowód świadomości ludzi, że decyzja, jaką podejmujemy przy urnie "jest odległa o lata świetlne, od tego, co staje się potem przedmiotem debaty w PE".

"Nie mamy poczucia kontroli" - podkreśliła Emilewicz. Ale, jak przyznała, skoro Parlament Europejski jest "grzechem byłoby go nie wykorzystać". W jej ocenie najistotniejszym wyzwaniem dla PE będzie w najbliższych latach umowa o wolnym handlu UE z USA oraz pakiet klimatyczny.

W obronie europarlamentu stanął Jan Hartman kandydat Twojego Ruchu do PE. "Ze wszystkich instytucji UE, to właśnie Parlament Europejski jest tą instytucją, w której bije serce projektu utworzenia wspólnej, obywatelskiej przestrzeni na terenie całej Europy" - podkreślił Hartman.

Według niego wszystkie kraje UE powinna jednoczyć silna waluta. Dodał, że również Polska powinna być w strefie euro. "Drugi element, który musimy przyjąć, to wspólna, rzeczywista reprezentacja zagraniczna całej UE. Unia powinna mieć też własne pieniądze pochodzące z podatku europejskiego od transakcji bankowych i możliwość finansowania zadłużenia z własnych europejskich obligacji" - powiedział Hartman.

Europosłanka SLD Joanna Senyszyn za wyzwania na kolejne pięć lat uznała stabilizację systemów finansowych, zwłaszcza w strefie euro, poprawę konkurencyjności europejskiej gospodarki, ochronę konsumentów, umowę handlową z USA oraz kwestie budżetowe.

"W 2016 r. będziemy nowelizować wieloletnie ramy finansowe na lata 2014-20. Z punktu widzenia socjalistów najważniejsza jest praca. 120 mln osób w Europie żyje w ubóstwie lub na jego na granicy, a 27 mln Europejczyków nie ma pracy. Tworzenie miejsc pracy dla młodych to wyzwanie, z którymi musimy się zmierzyć w najbliższej kadencji" - podkreśliła Senyszyn. Wśród osiągnięć minionej kadencji wymieniała m.in. odrzucenie umowy ACTA.

Według europosła PSL Czesława Siekierskiego, czeka nas poważna dyskusja o relacji UE z USA oraz o nowym kształcie UE, w tym o jej finansowych podstawach po roku 2020. "Według mojej oceny po roku 2020 będzie oddzielny budżet dla krajów obszaru euro, bardzo federalistyczny i musimy zastanowić się nad naszym wejściem do strefy euro" - mówił Siekierski.

Europoseł PO Bogusław Sonik uważa, że nie należy postrzegać UE wyłącznie przez pryzmat inwestycji i pieniędzy. "UE to największa instytucja na świecie udzielająca pomocy humanitarnej. Posiada specjalny fundusz na rzecz demokracji i finansuje misje obserwacyjne w krajach, które próbują wyjść z dyktatur" - przypomniał.

Eurodeputowany PiS Ryszard Legutko zauważył, że nie tylko polskie społeczeństwo wie mało o Parlamencie Europejskim i nie tylko u nas frekwencja w wyborach do PE jest niska, bo podobnie jest we wszystkich krajach Wspólnoty. "To nie jest wyłącznie sprawa edukacji, ale dość niejasnego statusu tej instytucji" - ocenił Legutko. Jak wyjaśnił, głosując na konkretnego kandydata, nie do końca wiadomo, jakie ten wybór "będzie miał przełożenie polityczne".

"Reakcja UE na kryzys strefy euro pokazała rzecz niepokojącą: niejasność procesu decyzyjnego" - zaznaczył Legutko. Jego zdaniem to jedna z rzeczy, wymagająca naprawy. "PE nie do końca funkcjonuje tak jak parlament. Nie ma w nim opozycji. Jedną z rzeczy, które robimy, to próba stworzenia opozycji wobec grupy, która nadaje kierunek aktualnej polityce" - podkreślił polityk.

Według Legutki polityka europejska "doznała suwu ideologicznego na lewo", a PE "emituje rozmaite nie legislacyjne dokumenty będące manifestacjami światopoglądowymi" - jak je określił "encykliki". "To powinni się skończyć, by nie wkładać przesłania ideologicznego do każdego dokumentu" - uważa Legutko.

Europosłanka Róża Thun (PO) zaznaczyła, że nie zajmuje się światopoglądem, a skupia się na legislacji. Według niej sukcesem minionej kadencji był budżet UE do roku 2020. Jak oceniła, jest on przejawem "europejskiej solidarności".

"Wyzwaniem w kolejnych latach jest m.in. kontrola jakości dostępu do interentu. Chodzi o zagwarantowanie neutralności sieci, o to, żeby internet był miejscem rozwoju innowacyjności oraz o zniesienie barier na rynku elektronicznym" - mówiła Thun.

Konferencję "Po co nam Parlament Europejski?" zorganizowali: Koło Studentów Stosunków Międzynarodowych UJ we współpracy z Instytutem Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ i Centrum Inicjatyw Międzynarodowych.

Źródło: Gazeta Wyborcza, 27 marca 2014